Okup i satysfakcja

Janusz Korwin-Mikke jaki jest, każdy widzi (i czasami również słyszy). Gdy mówi i pisze o gospodarce czy roli pieniądza, trudno wyjść z podziwu nad trzeźwością i trafnością jego sądów. Gdy zaczyna dywagować o demokracji (która zresztą, czego Mikke już nie zauważa, może i jest w takiej Kalifornii, gdzie to obywatel w referendum decyduje, jak wysokie będą w danym roku wszystkie podatki poza federalnymi i na co zostaną przeznaczone, ale już raczej nie w Polsce; systemu, w którym prerogatywy obywateli ograniczają się do wskazywania raz na cztery lata, której bandzie oprychów będą dawać się łupić na ustalone później przez tę bandę kwoty, demokracją raczej bym nie nazwał), można z nim polemizować. Gdy zabiera głos na temat praw kobiet czy mniejszości seksualnych, szczęka opada i nawet polemizować się odechciewa. A nawet gdyby się chciało, jak dyskutować z nonsensami typu „Media forsują prawa przeciw pedofilom, żeby zastąpić prawdziwą rodzinę związkami homosi”?

Dziś jednak zabrał Korwin głos na temat, w którym generalnie się z nim zgadzam: ZUS-u, w kontekście wczorajszego aresztowania przez ABW ojca chrzestnego największej polskiej ośmiornicy. Jak prawie każdy rabowany przez pana R., ucieszyłem się z tej wiadomości okrutnie, i podobnej radości oczekiwałem po JKM, zaglądając na jego blog. A tu zaskoczenie:

Jako podatnik nie podzielam wyrażonej tak emocjonalnie satysfakcji; by być ścisłym: w ogóle nie odczuwam satysfakcji.
Cały system przymusowych ubezpieczeń jest jedną wielką aferą. Przekrętem na setki miliardów. Gdyby do kryminału wsadzono wszystkich Senatorów i Posłów, którzy głosowali za jego wprowadzeniem i utrzymaniem, oraz wszystkich publicystów, którzy popierali i popierają jego wprowadzenie i utrzymanie (za podżeganie to przestępstwa – konkretnie: rabunku z użyciem przemocy – boć przecież składek nie płacę dobrowolnie!) – to odczułbym satysfakcję…
A tak… Czy Żydzi odczuliby satysfakcję, gdyby w grudniu 1944 roku za jakieś przekręty finansowe wsadzono Henryka Himmlera?

Cóż, może by i odczuli, ale zapewne prysnęłaby przy najbliższej łapance na transport do Auschwitz. Tak jak i moja prysnęła przed chwilą, gdy przelałem na konto ZUS kolejną ratę okupu (płatną do 10-tego każdego miesiąca) za to, że w łaskawości swojej być może nie zniszczy mi firmy.

Dobra wiadomość

Dzień Dobrej Wiadomości obchodzi się w Polsce ponoć od jesieni 2001, dopiero w tym roku zyskał on jednak wymiar rzeczywistego święta. A wszystko za sprawą ABW, która znienacka postanowiła poprawić samopoczucie Polakom i z hukiem aresztowała dziś herszta największej polskiej organizacji rozbójniczej. I choć aktywności grupy, przy której Pruszków i Wołomin to niemalże plankton (dwie najbardziej znane polskie mafie dokonują wedle szacunków najwyżej do kilku tysięcy napadów, rozbojów i wymuszeń rocznie; ZUS tymczasem, jak wszyscy dobrze wiemy, co miesiąc okrada kilkanaście milionów swych ofiar, i to na kwoty, o których nie śni się nawet najbardziej pazernym gangsterom), prawdopodobnie to nie sparaliżuje, trudno ludziom nie cieszyć się z kłopotów faceta, który jeszcze wczoraj każdemu uczciwie pracującemu odbierał jedną trzecią pensji, a równocześnie – jak sugerują przecieki – nie wstydził się wyciągać łap po łapówki nawet ze stprzętu RTV i blachy.