The new normal ads

Zbliża się już rok, odkąd geje i lesbijki cieszą się pełną równością w dostępie do instytucji małżeństwa we wszystkich Stanach Zjednoczonych – nawet w arcykonserwatywnej Alabamie. W międzyczasie związki jednopłciowe na tyle Amerykanom spowszedniały, że już nawet w prawyborach republikańskich temat ich zakazania na nowo nikogo nie ruszał (i nie był eksploatowany przez prawie żadnego kandydata). Najbardziej jednak takie podejście widać w mediach (gdzie seriale, które kiedyś określilibyśmy jako ostre LGBT przechodzą dziś prawie niezauważane, a żeby dostać nagrodę GLAAD, trzeba być co najmniej drugim bratem Wachowskim po przemianie w siostrę) oraz w reklamach. Poniżej spot googlowego kalendarza z kwietnia:

Pal licho jednak Google’a, który od początku inwestował w wizerunek firmy otwartej i pełnej akceptacji. Przez lata matecznikiem najbardziej szowinistycznych (także pod adresem mniejszości seksualnych) treści, jakie dało się zobaczyć w reklamach, były spoty różnorakich browarów. Ze względu na target, epatowały przede wszystkim samczą, prymitywną męskością, a jeśli pojawiały się w nich wątki LGBT, to głównie obśmiać, przykuć uwagę lub pokazać, że przeciętny konsument reklamowanego trunku właśnie taki nie jest. I tu chyba mamy największą rewolucję, biorąc pod uwagę, jak dziś wyglądają reklamy na przykład takiego Bud Light:

Na koniec chciałoby się tradycyjnie westchnąć na temat tego, kiedy takie treści pojawią się w Polsce, ale jako że nasz kraj cywilizacyjnie się akurat zwija, rzec wystarczy: nieprędko. I zapewne poczekamy na nie znacznie dłużej, niż byśmy obstawiali dwa czy trzy lata temu, zanim większość wybrała miks gospodarczej komuny z mentalnym średniowieczem.

Piwna homopropaganda

W Stanach miała ostatnio premierę dość niecodzienna reklama Budweisera. Niecodzienna, bo spokojna i statyczna (gdzie się jeszcze robi takie reklamy alkoholu), ba, nawet z elementami patriotycznymi (powrót żołnierza ze służby do domu)… Nie zainteresowałaby się nią zatem poza USA prawdopodobnie pies z kulawą nogą, gdyby nie amerykańskie środowiska konserwatywne, które dopatrzyły się w spocie… promocji homoseksualizmu. Czy zasłużenie, oceńcie sami:

Jak widać, chrześcijańskim fundamentalistom do wniosku, że reklama Buda to niezwykle perwersyjny kawałek homopropagandy, wystarczyło, że żołnierz po powrocie do domu ściska się z rodzicami i… innym mężczyzną (komuś, kto latami wytrwale tłamsi własną seksualność, być może nie przyjdzie do głowy, że mężczyzna ten może być kumplem lub bratem). Z kobietą zresztą nasz żołnierz też się ściska, ale później, zresztą potencjalny biseksualizm bynajmniej nie polepsza jego sytuacji w oczach wrogiej wszelkim innościom religijnej prawicy. Nic dziwnego, że tu i ówdzie słyszy się już nawoływania do wycofania reklamy piwa, a jego producenta, Anheuser-Busch, straszy się bojkotem konsumenckim.

Budweiser ma 50 proc. udziału w amerykańskim rynku, więc firma pewnie dla świętego spokoju ugnie się i spot wycofa. Co zresztą natychmiast zapewni filmowi wirusowy sukces w sieci, bo nic nie kręci internautów bardziej niż cenzura.

Nawet jeśli w tym, co cenzurują, na zdrowy rozum nie ma nic kontrowersyjnego.

USA: Wnuk ojcem dziecka własnej babki

„Przez milion lat nie pomyślałabym, że w wieku 72 lat będę w ciąży z własnym wnukiem” – mówi Pearl Carter o swym związku z Philem Bailey, 26-letnim synem córki, którą 54 lata temu oddała do adopcji. I dodaje: „Niczego nie żałuję i wierzę, że to sam Pan Bóg postanowił dać mi drugą szansę”.

Niecodzienna para z Indiany poznała się cztery lata temu, gdy Phil po śmierci matki postanowił odnaleźć jej jedyną żyjącą krewną. Jak zwykle w takich wypadkach, zaczęło się od maili i wymiany zdjęć, potem przyszło pierwsze spotkanie i niespodziewany, gorący seks. Philowi zawsze podobały się starsze kobiety, ale tej pamiętnej nocy to jego babcia wykonała pierwszy krok: zwabiła wnuka do swego pokoju, kazała usiąść na łóżku, po czym rzuciła się nań wpijając swe usta w jego usta. Dziś, po czterech latach pożycia, przychodzi czas na potomstwo. Z uwagi na wiek pani Carter konieczne okazało się jednak skorzystanie z usług matki-surogatki. Na zdjęciu szczęśliwy trójkąt:

Najlepsze (i tu może się schować nawet najbliższa rodzina Edypa), że dziecko Pearl i Phila, gdy już podrośnie, będzie mogło wybrać, czy chce do swej dwukrotnej antenatki mówić „Mamo”, czy „Prababciu”. A jeśli okaże się chłopcem, nie raz pewnie zaszpanuje przed kolegami faktem, że jego dorosły ojciec jest jego siostrzeńcem…

Tylko pozazdrościć.

1 900 000 000 000 dolarów

Tyle dodrukuje z powietrza w tym roku Obama w celu zaspokojenia bieżących wydatków rządu federalnego tudzież rozruszania amerykańskiej gospodarki (trudno zaprzeczać, że gdy już w końcu nadejdzie hiperinflacja, nad której wykreowaniem od miesięcy wytrwale pracuje prezydent, nikomu za oceanem nie będzie się opłacało oszczędzać, dzięki obywatele rzucą się do wydawania coraz mniej wartych dolarów – a nic tak nie rozpędza gospodarki, jak konsupcja). Jak plan się powiedzie, Nobla – tym razem z ekonomii – ma już Barack w kieszeni. Pytanie tylko, czy aby tym razem nie powinien podzielić się nagrodą ze swym guru w dziedzinie rozwiązywania problemów gospodarczych przez zwiększanie podaży zadrukowanej zerami makulatury? I bynajmniej nie mam na myśli Andrzeja Leppera:

Tymczasem w komunistycznych Chinach znów dwucyfrowy wzrost gospodarczy, więc Amerykanie są dobrej myśli. Po drugiej kadencji Obamy będzie gdzie uciekać za chlebem, nawet jeśli Meksyk i Kanada zamkną granicę…

13-tka na 13-tego

Polak potrafi… Na Diggu furorę robi dziś zestawienie 13 największych zboków w historii Hollywoodu. Wygrał oczywiście Nasz Wielki Rodak, dystansując przy okazji takie sławy jak Michael Jackson, Hugh Grant czy George Michael (który, mimo częstych eskapad po kalifornijskich wychodkach, w ogóle nie załapał się na listę). Jerry Lee Lewis, który swoją 13-letnią siostrzenicę, Myrę Gale Brown, po bożemu przed bzyknięciem zaślubił (w 1957 było to w Stanach legalne – w końcu, wbrew temu, w co chcieliby wierzyć współcześni konserwatyści, zakaz małżeństw i seksu z nastoletnimi dziewczynkami wywalczyli w cywilizowanym świecie nie księża, pastorzy i imamowie, tylko bojowniczki o prawa kobiet i reszta „zepsutej” lewicy) zajął dopiero 3 miejsce. Woody Allen, którego długoletnia partnerka Mia Farrow przyłapała na romansie ze swą córką, Soon-Yi Previn, musiał zadowolić się miejscem nr 9 – i to ponoć tylko dlatego, że młoda Koreanka została potem jego oficjalną małżonką.

Co zresztą pokazuje, że może i dla Polańskiego nie jest jeszcze za późno. Tylko trzeba by szybciutko rozwieść się z Emmanuelle Seigner, zapłacić Samancie Gailey kolejne pół miliona za podróż do Szwajcarii i szybki ślub – a potem przekonać kalifornijskie sądownictwo, że skoro nic nie zrobiło Jerry’emu i Woody’emu, męczenie Romka za seks z aktualną żoną zakrawa na antysemityzm. W stanie, w którym z uwagi na chęć uniknięcia zarzutu o dyskryminację Czarnego, uniewinniono OJ Simpsona, zapewne to przejdzie.

Za co Barack Obama dostał Nobla?

Pytanie, które nurtuje dziś świat prawie tak mocno, jak: „Dlaczego Obama, a nie Tusk?”. Tymczasem odpowiedzi już 4 miesiące temu udzielili politolodzy z JibJab:

Najmniej wybór Norweskiego Komitetu Noblowskiego zdziwił Amerykanów, którzy doskonale wiedząc, na co stać ich prezydenta, takiego właśnie obrotu spraw się spodziewali. A teraz nie mają wątpliwości, że świeżo upieczony noblista w najbliższych miesiącach zdobędzie także Pulitzera, Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową, 10 medali olimpijskich i tytuł Miss Świata.

Uwolnić Romka!

My o Polańskim już dawno zapomnieliśmy za sprawą znacznie atrakcyjniejszej medialnie afery hazardowej (BTW, dziś podobno wyleci z rządu sam Schetyna), tymczasem za oceanem wciąż przeżywają sprawę najsłynniejszego tam ostatnio Polaka. A właściwie już nie samą sprawę (bo tu od trzydziestu lat wszystko wiadomo i nie bardzo jest co jeszcze przeżywać), tylko to, co na jej temat wyrzucają z siebie środowiska opiniotwórcze. Przykładem pokazywany tu przed tygodniem werbalny wyskok Whoopi „Rape Rape” Goldberg, który wedle wielu komentatorów zrewolucjonizował sposób, w jaki prosty Amerykanin odbiera społeczno-polityczne zaangażowanie gwiazd Hollywoodu:

whoopi

Ale to zapewne nie koniec, dziś bowiem pierwszy odcinek drugiej, jesiennej części trzynastego sezonu Miasteczka South Park, którego autorzy z lewicowym hollywoodzkim establishmentem od lat mają na pieńku (czego dowody mogliśmy oglądać m.in. w ich ostatnim pełnometrażowym obrazie „Team America”). Tytuł odcinka to „Dead celebrities”, więc dominują spekulacje, że będzie o Michaelu Jacksonie, Patricku Swayze lub innej znakomitości, która wyciągnęła ostatnio raciczki, mnie jednak jakoś nie opuszcza przeczucie, że i nasz Romeczek, choć wciąż żywy, dostanie swoje 5 minut.

Whoopi broni Polańskiego

Na początek krótkie obwieszczenie: moja największa jak dotąd rozprawa o sprawie Romana Polańskiego, Socjobiologia seksu z nastolatką, jest już i – z uwagi na rozmiar – wisi tam, gdzie długie teksty wisieć mają w zwyczaju. A tutejszym bywalcom wściekle może się spodobać…

To była reklama. A teraz cudo film, w którym Whoopi Goldberg, tłumacząc koleżankom z talk show The View różnicę między „gwałtem” i „gwałtem gwałtem”, nieświadomie przebija w argumentacji nawet Krzysztofa „Czy można zgwałcić 13-letnią prostytutkę” Zanussiego:

PETA kontra prawa kobiet

The Onion i epilog do poprzedniej notki, zlinkowany w komentarzach przez KosciaKa. Na pozór prześmiewczy, ale biorąc pod uwagę, przeciw czemu potrafią protestować nasze feministki, wcale bym się nie zdziwił, gdybym w podobnym, lecz zupełnie poważnym programie zobaczył kiedyś w identycznej roli Manuelę Gretkowską lub Magdalenę Środę…