Zapisz mieszkanie Radiu Maria!

Radio-MariaJak zapewne wielu czytelników zdaje sobie sprawę, Radio Maryja to nie tylko polski fenomen. Rozgłośnia o niemal identycznej nazwie, Radio Maria, istnieje i prężnie działa np. we Włoszech (choć nadaje z Watykanu). Że zaś nazwa zobowiązuje, jej szef został właśnie przyłapany na procederze, którego nie powstydziłby się tatulo Rydzyk.

Sprawę podniósł syn pewnej 92-letniej staruszki, który wpadł kiedyś niezapowiedziany do swojej matki i zastał ją przy wypełnianiu skomplikowanego kwestionariusza. Kwestionariusz, dołączony do listu przysłanego babci przez dyrektora Radia Maria, ojca Livio Fanzagę, dotyczył szczegółowych informacji związanych ze stanem majątkowym wypełniającej. Jeszcze ciekawszy był sam list, zawierający informacje, jak zmienić testament, tak by część lub całość majątku zostawić watykańskiej rozgłośni, oraz oferujący pomoc prawną przy takiej zmianie. W kwestii tego, co zapisywać Radyju, ojciec Fanzaga uściślał w liście, że interesuje go gotówka, nieruchomości, akcje oraz zawartość kont bankowych i rachunków powierniczych. Na wszystkich stronach zapewniano adresatkę, że jej darowizna przyczyni się do tryumfu Królestwa Niebieskiego na tym świecie oraz przestrzegano przed informowaniem o czymkolwiek członków rodziny.

Zszokowany syn pognał ze sprawą do lewicowego La Republicca i we Włoszech wybuchła chryja. Kościół i rozgłośnia jak na razie odmawiają informacji, ilu krewnych zostało już pozbawionych spadku. Dla nas, Polaków, pojawia się tu jednak jeszcze ważniejsze pytanie: czy ojciec z Torunia wiedział o wykorzystaniu swych patentów, a jeśli tak, to czy dostawał jakieś tantiemy?

Arcybiskup przyjacielem gejów

Jako że Amerykanie też obchodzą April Fools Day, arcybiskup Nowego Jorku (tudzież kardynał i przewodniczący episkopatu USA) Timothy Dolan postanowił sobie podowcipkować i ogłosił że Kościół katolicki… jest przyjacielem gejów i lesbijek.

– Nie jesteśmy przeciwko wam. Chcemy waszego szczęścia! – zapewniał arcybiskup, by zaraz dodać, że oczywiście nie dotyczy to praw osób LGBT do życia w szczęśliwych małżeństwach. Dał również do zrozumienia, że Kościół katolicki nadal będzie nawoływał do odmawiania gejom i lesbijkom równych praw w cywilizowanym świecie, oraz do zabijania ich w mniej cywilizowanych zakątkach planety – a wszystko, oczywiście, dla ich dobra i zbawienia.

Na deser doskonały komentarz użytkownika o nicku Marac pod artykułem o sprawie w Gazecie Wyborczej:

Kardynał Nowego Jorku do gejów i lesbijek: „Chcemy waszego szczęścia. Nie jesteśmy przeciwko wam”
Za chwilę udacie się do łaźni, gdzie przejdziecie kąpiel dezynfekującą. Proszę więc zachować spokój, rozebrać się do naga, ubrania złożyć na stole po lewej stronie, a pieniądze i kosztowności za pokwitowaniem zdeponować w tamtym koszu, którego na czas waszej kąpieli będą pilnować wyznaczeni ministranci. Odbierzecie je po kąpieli.
Szczęść Boże! I pamiętajcie, że praca czyni wolnym!

Co gej może robić w kościele?

Z jednej strony Wielkanoc, a z drugiej premiera trzeciego sezonu „Gry o tron” (już, niestety, bez Robba Starka) sprawiają, że grzechem byłoby nie puścić dziś praktycznego instruktażu, w którym Richard Madden pokazuje, jak praktycznie wykorzystać przedłużającą się spowiedź mamusi:

Dla ciekawskich, serial z którego kawałek pochodzi, to Sirens. Zrobiono tego w Wielkiej Brytanii tylko sześć – za to genialnych – odcinków (wyemitowanych w 2011), i więcej się nie zapowiada. Przynajmniej w oryginale, bo prawa do własnej wersji serialu kupili Amerykanie (a ci już z Queer as Folk pokazali, że z czegoś, co w UK miało 8 odcinków, da się w USA zrobić 80) – jednak coś mi mówi, że takiej sceny tam nie zobaczymy.

Kościół stawia na cierpienie

Wielki Piątek na ogół nie jest tu świętowany, ale w tym roku trafia się okazja: dyskusja o cierpieniu, w jakiej przed blisko miesiącem przyszło mi wziąć udział w programie „Między Ziemią a Niebem”. Przeważnie nie puszczam tu własnych kawałków (od tego jest blog oficjalny), ale ta akurat, ze względu na tematykę, program i to, kogo zaprosili, jest naprawdę hardkorowa):

Oczywiście, tak naprawdę ludzkie cierpienie nie ma głębszego sensu. To odczuwane jako fizyczny ból jest po prostu sygnałem, jakie nasze ciało wysyła za pośrednictwem neuronów do mózgu, informując go, że coś jest nie tak. Z kolei to odbierane jako ból psychiczny, lęk, obniżenie nastroju lub depresja – sprowadza się na ogół do zaburzonej gospodarki serotoniną bądź dopaminą w samym mózgu. Z powodów zdroworozsądkowych i utylitarnych człowiek powinien robić wszystko, by cierpienia unikać – tak jak mają to w zwyczaju niemal wszystkie żywe istoty. Na nieszczęście, wciąż istnieją religie i kapłani, którzy przekonują, że ból i cierpienie są czymś dobrym, wzniosłym i szlachetnym, oraz naiwni ludzie, którzy pod wpływem religijnej indoktrynacji odmawiają przyjmowania środków przeciwbólowych lub – jak w wypadku Świadków Jehowy – nawet w obliczu śmierci nie wyrażają zgody na pewne ratujące życie zabiegi medyczne. W skrajnych wypadkach (islam) taki religijny masochizm może skończyć się wysadzeniem się w powietrze w miejscach uczęszczanych przez niewiernych. Musi to być dość bolesne – ale w końcu na dziewice w Raju trzeba jakoś zasłużyć.

Przy tym wszystkim wiara katolików wydawałaby się dość umiarkowana, zarówno w zadawaniu, jak i gloryfikowaniu cierpienia, gdyby oczywiście nie feblik hierarchów na punkcie uprzykrzania życia gejom i lesbijkom (ostatnio głównie poprzez aktywny lobbing polityczny, promujący dyskryminację ze względu na orientację seksualną, np. w dostępie do instytucji małżeństwa). Rozumiałbym jeszcze ograniczanie się w prześladowaniu do homoseksualistów wierzących (wedle doktryny Kościoła bycie prześladowanym zbliża człowieka do Boga; zgodnie z tą pokręconą logiką Kościół nękając swoich gejów wyświadcza im przysługę), ale szczucie polityków na niewierzących przedstawicieli mniejszości seksualnych to już absolutnie kupy się nie trzyma.

Z drugiej strony, co w doktrynie katolickiej kiedykolwiek się jej trzymało?

Państwowy sponsoring ciemnoty i nienawiści

Michał Łaszczyk polecił mi na FB inne dzieło, najprawdopodobniej tego samego autora, co poprzednio, z jeszcze większą liczbą jeszcze ciekawszych statystyk. Cóż zrobić, też je polecam:

Swoją drogą te 5 mld zł, wydawane przez państwo Tuska i Komorowskiego na robienie dobrze pedofilom w czarnych sukienkach, jeśli podzielić je przez liczbę frajerów, którzy w Polsce pracują i płacą podatki (15 mln), daje jakieś 350 zł rocznie. Tyle kosztuje cię w Polsce Kościół – nawet jeśli jesteś ateistą, każdego dnia chcąc nie chcąc płacisz średnio złotówkę na światłe cele kultu religijnego, promowania ciemnoty i szerzenia nienawiści do gejów i lesbijek.

Ale nie narzekajmy – w końcu mogłoby na Kościół iść z naszych danin tyle, co na ZUS lub rodziny posłów PSL…

Czemu JP2 nie chce cudować?

Znalezione na mauinews.com pytanie a propos wczorajszej beatyfikacji i poprzedzającego ją cudu, na które mam nadzieję odpowie mi tu jakiś katolik:

If John Paul II can intervene in the miracle racket, why a maximum of twice? With a few exceptions, notably Our Lady of Lourdes, modern Catholic miracle workers are rationed to just 2, just enough for sainthood.

Father Damien, a kindly man in life who refused his help to no one, in death gets to help just 2. How does he select those 2? The priests do not say. Is he resentful? Does he complain to God, “God, helping people is what I do. It was hard enough down there, but now, up here, where I really have the tools, and, God you know there are enough people who need help, I get to help just 2. How the hell am I supposed to pick just 2 out of all the ones who petition me?”

No właśnie, jak u licha katolicy radzą sobie z tym, że z ich tak cudownych za życia idoli robią się po śmierci takie cudotwórcze kutwy?

Kościół określi, czy możesz mieć dzieci

Sceptycy uważają, że na kwestiach związanych z poczynaniem dzieci duchowni Kościoła katolickiego znają się jeszcze mniej niż na drugim ulubionym temacie kazań i encyklik – seksie męsko-męskim. Polskiemu Episkopatowi nie przeszkadza to jednak w domaganiu się prawa do określania, kto, kiedy i w jakiej sytuacji powinien w Polsce móc się rozmnażać. I komu należy tego zabronić:

Abp Henryk Hoser: Zapłodnienie ma być dziełem rodziców, a nie techników.

Zalecenie moralne na pozór proste: prawo do poczynania dzieci powinni mieć tylko ci, którzy już mają dzieci (rodzice), w żadnym zaś razie nie powinni go zaś mieć ludzie po szkołach technicznych. Arcybiskup niestety nie wyjaśnia, co należy zrobić męsko-damskiej parze techników, którzy zaczną uprawiać niezabezpieczony seks, mogący skończyć się zapłodnieniem: odizolować ich od siebie, wsadzić za kratki, czy może w jakiś bardziej drastyczny sposób (premier Tusk mógłby tu zaproponować kastrację obojga) uniemożliwić im poczęcie dziecka?

Logiczna analiza propozycji Hosera stawia zresztą więcej znaków zapytania: co począć z ludźmi, którzy już mają dzieci (są rodzicami), ale też są z zawodu technikami? Czy traktować ich bardziej jako rodziców, czy jako techników? Kto miałby o tym decydować: biskup diecezjalny czy zwykły proboszcz? I ile kosztowałaby pozytywna decyzja?

Na szczęście rozważania ojców Kościoła nie ograniczają się dziś do niezbyt jasnych wskazówek moralnych. Są wśród nich znacznie spójniejsze propozycje – ot choćby ta wzywająca do zreformowania kłamliwego języka współczesnej nauki:

Ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier: Ze względu na szacunek dla podmiotowości człowieka embrion nie może być stawiany na równi z komórką.

Bo przecież komórką nie jest, nieprawdaż? A kto twierdzi inaczej, pójdzie do piekła, tak jak każdy lekarz-morderca od in vitro, każda para egoistów, która wbrew woli Bozi chce mieć własne dziecko, oraz każdy antychryst, urodzony z takiego grzechu.