Zapisz mieszkanie Radiu Maria!

Radio-MariaJak zapewne wielu czytelników zdaje sobie sprawę, Radio Maryja to nie tylko polski fenomen. Rozgłośnia o niemal identycznej nazwie, Radio Maria, istnieje i prężnie działa np. we Włoszech (choć nadaje z Watykanu). Że zaś nazwa zobowiązuje, jej szef został właśnie przyłapany na procederze, którego nie powstydziłby się tatulo Rydzyk.

Sprawę podniósł syn pewnej 92-letniej staruszki, który wpadł kiedyś niezapowiedziany do swojej matki i zastał ją przy wypełnianiu skomplikowanego kwestionariusza. Kwestionariusz, dołączony do listu przysłanego babci przez dyrektora Radia Maria, ojca Livio Fanzagę, dotyczył szczegółowych informacji związanych ze stanem majątkowym wypełniającej. Jeszcze ciekawszy był sam list, zawierający informacje, jak zmienić testament, tak by część lub całość majątku zostawić watykańskiej rozgłośni, oraz oferujący pomoc prawną przy takiej zmianie. W kwestii tego, co zapisywać Radyju, ojciec Fanzaga uściślał w liście, że interesuje go gotówka, nieruchomości, akcje oraz zawartość kont bankowych i rachunków powierniczych. Na wszystkich stronach zapewniano adresatkę, że jej darowizna przyczyni się do tryumfu Królestwa Niebieskiego na tym świecie oraz przestrzegano przed informowaniem o czymkolwiek członków rodziny.

Zszokowany syn pognał ze sprawą do lewicowego La Republicca i we Włoszech wybuchła chryja. Kościół i rozgłośnia jak na razie odmawiają informacji, ilu krewnych zostało już pozbawionych spadku. Dla nas, Polaków, pojawia się tu jednak jeszcze ważniejsze pytanie: czy ojciec z Torunia wiedział o wykorzystaniu swych patentów, a jeśli tak, to czy dostawał jakieś tantiemy?

Co gej może robić w kościele?

Z jednej strony Wielkanoc, a z drugiej premiera trzeciego sezonu „Gry o tron” (już, niestety, bez Robba Starka) sprawiają, że grzechem byłoby nie puścić dziś praktycznego instruktażu, w którym Richard Madden pokazuje, jak praktycznie wykorzystać przedłużającą się spowiedź mamusi:

Dla ciekawskich, serial z którego kawałek pochodzi, to Sirens. Zrobiono tego w Wielkiej Brytanii tylko sześć – za to genialnych – odcinków (wyemitowanych w 2011), i więcej się nie zapowiada. Przynajmniej w oryginale, bo prawa do własnej wersji serialu kupili Amerykanie (a ci już z Queer as Folk pokazali, że z czegoś, co w UK miało 8 odcinków, da się w USA zrobić 80) – jednak coś mi mówi, że takiej sceny tam nie zobaczymy.

Kościół stawia na cierpienie

Wielki Piątek na ogół nie jest tu świętowany, ale w tym roku trafia się okazja: dyskusja o cierpieniu, w jakiej przed blisko miesiącem przyszło mi wziąć udział w programie „Między Ziemią a Niebem”. Przeważnie nie puszczam tu własnych kawałków (od tego jest blog oficjalny), ale ta akurat, ze względu na tematykę, program i to, kogo zaprosili, jest naprawdę hardkorowa):

Oczywiście, tak naprawdę ludzkie cierpienie nie ma głębszego sensu. To odczuwane jako fizyczny ból jest po prostu sygnałem, jakie nasze ciało wysyła za pośrednictwem neuronów do mózgu, informując go, że coś jest nie tak. Z kolei to odbierane jako ból psychiczny, lęk, obniżenie nastroju lub depresja – sprowadza się na ogół do zaburzonej gospodarki serotoniną bądź dopaminą w samym mózgu. Z powodów zdroworozsądkowych i utylitarnych człowiek powinien robić wszystko, by cierpienia unikać – tak jak mają to w zwyczaju niemal wszystkie żywe istoty. Na nieszczęście, wciąż istnieją religie i kapłani, którzy przekonują, że ból i cierpienie są czymś dobrym, wzniosłym i szlachetnym, oraz naiwni ludzie, którzy pod wpływem religijnej indoktrynacji odmawiają przyjmowania środków przeciwbólowych lub – jak w wypadku Świadków Jehowy – nawet w obliczu śmierci nie wyrażają zgody na pewne ratujące życie zabiegi medyczne. W skrajnych wypadkach (islam) taki religijny masochizm może skończyć się wysadzeniem się w powietrze w miejscach uczęszczanych przez niewiernych. Musi to być dość bolesne – ale w końcu na dziewice w Raju trzeba jakoś zasłużyć.

Przy tym wszystkim wiara katolików wydawałaby się dość umiarkowana, zarówno w zadawaniu, jak i gloryfikowaniu cierpienia, gdyby oczywiście nie feblik hierarchów na punkcie uprzykrzania życia gejom i lesbijkom (ostatnio głównie poprzez aktywny lobbing polityczny, promujący dyskryminację ze względu na orientację seksualną, np. w dostępie do instytucji małżeństwa). Rozumiałbym jeszcze ograniczanie się w prześladowaniu do homoseksualistów wierzących (wedle doktryny Kościoła bycie prześladowanym zbliża człowieka do Boga; zgodnie z tą pokręconą logiką Kościół nękając swoich gejów wyświadcza im przysługę), ale szczucie polityków na niewierzących przedstawicieli mniejszości seksualnych to już absolutnie kupy się nie trzyma.

Z drugiej strony, co w doktrynie katolickiej kiedykolwiek się jej trzymało?

Państwowy sponsoring ciemnoty i nienawiści

Michał Łaszczyk polecił mi na FB inne dzieło, najprawdopodobniej tego samego autora, co poprzednio, z jeszcze większą liczbą jeszcze ciekawszych statystyk. Cóż zrobić, też je polecam:

Swoją drogą te 5 mld zł, wydawane przez państwo Tuska i Komorowskiego na robienie dobrze pedofilom w czarnych sukienkach, jeśli podzielić je przez liczbę frajerów, którzy w Polsce pracują i płacą podatki (15 mln), daje jakieś 350 zł rocznie. Tyle kosztuje cię w Polsce Kościół – nawet jeśli jesteś ateistą, każdego dnia chcąc nie chcąc płacisz średnio złotówkę na światłe cele kultu religijnego, promowania ciemnoty i szerzenia nienawiści do gejów i lesbijek.

Ale nie narzekajmy – w końcu mogłoby na Kościół iść z naszych danin tyle, co na ZUS lub rodziny posłów PSL…

Raj Tuska i Kaczyńskiego

Pierwszy znany mi polski spot polityczny, który bezwzględnie zasługuje na milion odsłon na YT w 2 tygodnie (i przynajmniej 38 milionów w nadchodzącym roku). Z noworocznymi życzeniami wszystkim Polkom i Polakom:

Czemu JP2 nie chce cudować?

Znalezione na mauinews.com pytanie a propos wczorajszej beatyfikacji i poprzedzającego ją cudu, na które mam nadzieję odpowie mi tu jakiś katolik:

If John Paul II can intervene in the miracle racket, why a maximum of twice? With a few exceptions, notably Our Lady of Lourdes, modern Catholic miracle workers are rationed to just 2, just enough for sainthood.

Father Damien, a kindly man in life who refused his help to no one, in death gets to help just 2. How does he select those 2? The priests do not say. Is he resentful? Does he complain to God, “God, helping people is what I do. It was hard enough down there, but now, up here, where I really have the tools, and, God you know there are enough people who need help, I get to help just 2. How the hell am I supposed to pick just 2 out of all the ones who petition me?”

No właśnie, jak u licha katolicy radzą sobie z tym, że z ich tak cudownych za życia idoli robią się po śmierci takie cudotwórcze kutwy?

Quake, aikido i satanizm

The Best of Ksiądz Piotr Natanek (o czemuż dopiero dziś dowiaduję się o istnieniu tego wspaniałego kapłana?), o którym tu i teraz powiadam Wam, że, zaprawdę, będzie na polskim Youtubie Jozinem z Bazin vel Kononowiczem Roku Pańskiego 2011:

Sklonujmy Jezusa!

W Sokółce na Podlasiu hostia przemieniła się w ludzkie serce. Świętują parafianie, ale jeszcze bardziej cieszą się naukowcy: w końcu jeśli z komórek wyglądającego na dość świeży organu (co do którego nikt nie ma wątpliwości, do kogo należał) uda się wyodrębnić DNA, będzie można je zanalizować i wreszcie odpowiedzieć na pytania, które nurtują ludzkość od prawie dwóch tysiącleci. Zwłaszcza na to najważniejsze: czy ojcem Jezusa był człowiek, czy też może jakaś istota pozaziemska.

Zresztą, na tym zapewne się nie skończy. Skoro od dawna klonujemy koty, myszy i owieczki, cóż stoi na przeszkodzie, byśmy zreplikowali najdoskonalszą według chrześcijan istotę, jaka kiedykolwiek chodziła po powierzchni Jeziora Galilejskiego? Miało by to same zalety: nie dość, że wciąż jest na świecie sporo chorób, których leczyć nie potrafimy i z których Chrystus mógłby hurtowo uzdrawiać, nie dość, że do niektórych partii Afryki bardziej niż żywność opłacałoby się transportować specjalistę od jej cudownego namnażania, to wreszcie sam autor mógłby nam bez pośrednictwa papieża i księży wyjaśniać, co dokładnie miał na myśli, mówiąc to lub tamto w Ewangeliach.

To kto jest za?

Sens chrześcijaństwa

Parę osób dało mi znać w komentarzach, że obraził ich fragment ostatniego postu, w którym nazwałem dziwakami ludzi wierzących w mityczną dziewicę, która 2 tysiące lat temu na drodze samorództwa wydała na świat pierwowzór kapitana Jacka Harknessa (pozostając cały czas dziewicą), po czym zamieszkała w obrazku na Jasnej Górze, gdzie do dziś spełnia życzenia swych najbardziej hardkorowych fanów. Jako że obrażać nieznanych mi osób nie lubię i w ogóle człowiek jestem koncyliarny i ugodowy, uprzejmie przepraszam i biję się po katolicku w piersi. Nie miałem racji, jesteście całkowicie normalni!

Na dowód, jeśli ktokolwiek go jeszcze potrzebuje, kultowy Demotivational Poster, ukazujący głęboką sensowność reszty wspaniałych rzeczy, w które wierzycie. Stary jak świąt, ale założę się, że w Polsce wciąż są tacy, co go nie widzieli…

christianity

Zboczony jak ksiądz

Asfiksja erotyczna to rozpowszechniona wśród bogatych i zblazowanych (tylko w poprzednim miesiącu wykończyć miała m.in. siedemdziesięcioletniego Davida Carradine’a) metoda intensyfikowania doznań w trakcie orgazmu poprzez odcinanie sobie dopływu tlenu (podduszanie się i te sprawy). Jak każda moda, dotarła w końcu także do Polski; oczywiście w pierwszej kolejności do naszych bogatych i zblazowanych – czyli duchowieństwa. I tak w Pruszczu Pomorskim zamknięto pewnego księdza… za to, że próbował powiesić się wspólnie z umiłowanym ministrantem. Co ciekawe, jak wynika z artykułu, pleban (podobnie jak kościelny i szef ministrantów) molestował chłopca (tudzież jego kolegów) od dobrych kilku lat, regularnie się też dusił (poprzednio gazem), niemniej, jak to w Polsce, nikt się tym jakoś w parafii nie przejmował, dopóki koneser w sutannie nie postanowił połączyć przyjemnego z pożytecznym. I niech mi ktoś powie, że żyjemy w konserwatywnym i purytańskim kraju…

Przy okazji ciekawa reklama dla matek i ojców chłopców, którzy mają przyjemność (nie zawsze nawet z księdzem) być ministrantami:

Ironia losu, że kiedyś do odganiania złych mocy służyła woda święcona…

Pochwa z różańcem

Oszczędna w szczegółach, za to mocna w symbolice (przynajmniej dla tych, których kręcą gadżety religijne – ale czy to aby na pewno ten target?) kampania hiszpańskich feministek w obronie prawa kobiety do decydowania o losie kolejnych nośników jej genów. Ups, feministki ponoć nie wierzą w socjobiologię…

rosarios_ovarios