Zapisz mieszkanie Radiu Maria!

Radio-MariaJak zapewne wielu czytelników zdaje sobie sprawę, Radio Maryja to nie tylko polski fenomen. Rozgłośnia o niemal identycznej nazwie, Radio Maria, istnieje i prężnie działa np. we Włoszech (choć nadaje z Watykanu). Że zaś nazwa zobowiązuje, jej szef został właśnie przyłapany na procederze, którego nie powstydziłby się tatulo Rydzyk.

Sprawę podniósł syn pewnej 92-letniej staruszki, który wpadł kiedyś niezapowiedziany do swojej matki i zastał ją przy wypełnianiu skomplikowanego kwestionariusza. Kwestionariusz, dołączony do listu przysłanego babci przez dyrektora Radia Maria, ojca Livio Fanzagę, dotyczył szczegółowych informacji związanych ze stanem majątkowym wypełniającej. Jeszcze ciekawszy był sam list, zawierający informacje, jak zmienić testament, tak by część lub całość majątku zostawić watykańskiej rozgłośni, oraz oferujący pomoc prawną przy takiej zmianie. W kwestii tego, co zapisywać Radyju, ojciec Fanzaga uściślał w liście, że interesuje go gotówka, nieruchomości, akcje oraz zawartość kont bankowych i rachunków powierniczych. Na wszystkich stronach zapewniano adresatkę, że jej darowizna przyczyni się do tryumfu Królestwa Niebieskiego na tym świecie oraz przestrzegano przed informowaniem o czymkolwiek członków rodziny.

Zszokowany syn pognał ze sprawą do lewicowego La Republicca i we Włoszech wybuchła chryja. Kościół i rozgłośnia jak na razie odmawiają informacji, ilu krewnych zostało już pozbawionych spadku. Dla nas, Polaków, pojawia się tu jednak jeszcze ważniejsze pytanie: czy ojciec z Torunia wiedział o wykorzystaniu swych patentów, a jeśli tak, to czy dostawał jakieś tantiemy?

Katoperwersje

Asfiksja erotyczna to rozpowszechniona wśród bogatych i zblazowanych (tylko w poprzednim miesiącu wykończyć miała m.in. siedemdziesięcioletniego Davida Carradine’a) metoda intensyfikowania doznań w trakcie orgazmu poprzez odcinanie sobie dopływu tlenu (podduszanie się i te sprawy). Jak każda moda, dotarła w końcu także do Polski; oczywiście w pierwszej kolejności do naszych bogatych i zblazowanych – czyli duchowieństwa. I tak w Pruszczu Pomorskim zamknięto pewnego księdza… za to, że próbował powiesić się wspólnie z umiłowanym ministrantem. Co ciekawe, jak wynika z artykułu, pleban (podobnie jak kościelny i szef ministrantów) molestował chłopca (tudzież jego kolegów) od dobrych kilku lat, regularnie się też dusił (poprzednio gazem), niemniej, jak to w Polsce, nikt się tym jakoś w parafii nie przejmował, dopóki koneser w sutannie nie postanowił połączyć przyjemnego z pożytecznym. I niech mi ktoś powie, że żyjemy w konserwatywnym i purytańskim kraju…

Przy okazji ciekawa reklama dla matek i ojców chłopców, którzy mają przyjemność (nie zawsze nawet z księdzem) być ministrantami:

Ironia losu, że kiedyś do odganiania złych mocy służyła woda święcona…

Komunia nie dla wyborców Obamy

To się nazywa wierność ideałom. Jay Scott Newman, proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny w Greenville (Południowa Karolina) ogłosił, że żaden katolik, który głosował na Baracka Obamę w ostatnich wyborach, nie ma prawa przystępować w jego parafii do sakramentu Eucharystii. Oficjalnym powodem jest popieranie przez Demokratę prawa kobiet do aborcji, co według krewkiego kapłana z definicji ekskomunikuje każdego, kto przyczynił się do wyboru płodobójcy.

Deklaracja ojca Newmana nie jest odosobnionym wyskokiem a la Artur Górski, ale wpisuje się w szerszy trend. Kolejni amerykańscy biskupi potępiają „liberalizm” i „permisywizm moralny” prezydenta-elekta i gorączkowo przygotowują się do wojny ideologicznej z nową administracją. Na nieszczęście dla hierarchów, wykluczanie niewystarczająco spolegliwych ze wspólnoty wiernych może się w tej wojnie okazać bronią obosieczną.

Statystyki są bowiem nieubłagane: aż 54 procent katolików mimo zaklęć i błagań duszpasterzy zagłosowało przed tygodniem na „czarnego mesjasza nowej lewicy”. Amerykański Kościół musi to jakoś przełknąć. No, chyba że planuje spore odchudzanie…

Zabić Myszkę Miki

Islam w pełnej krasie: saudyjski duchowny wzywa wiernych do świętego dżihadu przeciw myszom w ogóle i pewnemu kultowemu bohaterowi amerykańskich kreskówek w szczególności:

Ech, pozostaje cieszyć się, że rezolutny imam nie nawoływał do wykończenia Kaczora Donalda, bo by nam już pewnie w kierunku Pałacu Prezydenckiego i Kancelarii Premiera leciały Boeingi…

Seksarchiwista w sutannie

Bydgoscy katolicy, nie do końca pewni, na co idą niedzielne tace, mogą odetchnąć z ulgą: bynajmniej nie na panienki (względnie chłopców), których księża i tak mają ile duch zapragnie (przypomina się stare przysłowie: za sutannami dupy sznurami) – lecz na nowe technologie. Tak, tak, w czasach gdy wielu wyrzuca Kościołowi obyczajowe (i nie tylko obyczajowe) zacofanie, pewien kujawski duchowny udowodnił, że nie ma to jak seks z komórką:

Paweł L., wikary z parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla na Błoniu (…) spotykał się z kobietami i uprawiał z nimi seks. – Najczęściej w sutannie – ujawniają policjanci. – Na dodatek uwieczniał te chwile aparatem fotograficznym i telefonami komórkowymi.
Jak ustaliła policja, sprzętem zainteresowała się jedna z kobiet, która dokładnie przejrzała galerię zdjęć. Przekonana o tym, że jest jedyna, na widok rywalek ze złości zabrała duchownemu komórki. Później zadzwoniła do niego z propozycją, że odda wszystko razem z zawartością, jeżeli ten jej zapłaci.
Przez kilka dni trwały negocjacje, w końcu stanęło na kilkunastu tysiącach złotych.
Wikary wycofał się jednak i powiedział, że pieniędzy nie da. – Wtedy kobieta sprzedała telefony w komisie w centrum miasta – opowiadają policjanci pracujący nad sprawą.
Właściciel komisu, prawdopodobnie z nudów, także zapoznał się z niewykasowaną galerią zdjęć i postanowił zrobić z nich użytek. Skontaktował się z duchownym i zaproponował sprzedaż kompromitujących fotografii. – Tym razem stawka wyjściowa była wyższa, bo 200 tys. zł – zdradza policja. – W końcu, w toku negocjacji zmieniono sumę okupu na 10 tys. zł. (…)
Wikary Paweł L. zdecydował się opowiedzieć o wszystkim policjantom.

Policjanci zareagowali natychmiast: zastawili pułapkę, złapali szantażystę, po czym wypuścili go za poręczeniem, dzięki czemu – jak przypuszczam – zdjęcia już wkrótce obejrzymy w sieci. Linki znajdziemy zapewne na dumnych z osiągnięć technicznie zaawansowanego duchownego stronach katolickich.

Embankowa eminencja

Pojazdy, jakimi po polskich drogach jeżdżą duchowni (zwłaszcza ci, którzy ślubowali ubóstwo), interesują u nas nie tylko fanów motoryzacji. Cały kraj wiedział swego czasu, że ojciec R. po ulicach Torunia porusza się niepozornym (jak na zakonnika przystało) Maybachem, a prałat J. po swych gdańskich lennach telepie się Mercedesami klasy S, BMW serii 7 i – bodaj najskromniejszym w zestawie – Audi A8. Teraz mBank w niezwykle śmiałej jak na polskie warunki reklamie, którą na Dailymotion załadował i pierwszy dziś omówił nieoceniony MediaFun, pokazuje, na jazdę czym skazani są inni biedacy w sutannach – i jak do tego podchodzą:



Najciekawsze (choć nie wiem, czy to efekt zamierzony) jest jednak to, że przebrany hierarcha wydaje się dosyć podobny do Piotra Adamczyka z czasów jego tytułowej roli w filmie „Karol. Człowiek, który został papieżem”. A mimo to protestów ze strony fanów JP2, znanych z tego, że urazić ich potrafi zwykłe „Ojcze”, jakoś dotąd nie słyszałem…

Apostołka zdrowia

Billboard w metrze w stolicy arcykatolickiej, konserwatywnej Bawarii:

Co szokujące dla przybysza znad Wisły, reklama sieci supermarketów ze zdrową żywnością Basic najwyraźniej nikogo tu nie oburza. W internecie znalazłem tylko jedną wzmiankę o plakacie: w raczej prześmiewczym artykule w Suddeutsche Zeitung na temat problemów firmy.

A teraz porównajmy ten odzew z niedawną reakcją Polaków na o niebo subtelniejszą kampanię House’a „Strzeż mnie, Ojcze”. Jak widać, ojczyznę Byłego Papieża od ojczyzny jego następcy dzielą w kwestii podejścia do reklamy (i wolności wypowiedzi) całe lata świetlne.