Szkoła z jajami

Pedagogiczne realia w Australii i placówka edukacyjna, która próbuje je okiełznać. Nawet jeśli samo nagranie (które robi ostatnio furorę w anglojęzycznym necie) to fake, i tak wystarczająco mówi o tym, ile już wkrótce będą warte dyplomy ukończenia jakichkolwiek szkół (w tym polskich zerówek, w których nauczycielom nie wolno uczyć dzieci czytać ani pisać; swoją drogą czy fakt, że odpowiedzialna za to pani minister jako niemal jedyna z platformowej wierchuszki utrzymała się w rządzie po środowej rzezi, nie zakrawa na jeszcze większy absurd?) w świecie, w którym dobre samopoczucie dziecka i samozadowolenie rodzica już dawno stały się ważniejsze od nauczenia kogokolwiek czegokolwiek.

Is it a choice?

Dyskusja pod wpisem o uśmierceniu dziecka jako metodzie ochrony przed adopcją przez dwóch gejów (tudzież linia argumentacji Bianki) przypomniała mi, że kiedyś planowałem pokazać tu pewien amerykański dokument o racjonalności opartych na Piśmie Świętym i teoriach Freuda przekonań, które część Amerykanów (i większość Polaków) żywi na temat homoseksualizmu. Zeszło trochę, niemniej co się odwlecze to nie uciecze, poza tym wreszcie mam komu (tak, tak, Biance) zadedykować emisję…

Ile kasy po których studiach?

Trystero to blog, który polecam, komu tylko mogę – przede wszystkim za doskonałe analizy ekonomiczne, jak również za styl pisania oraz za zatrzęsienie genialnych wykresów (ach, jak ja lubię wykresy), takich jak te w najnowszej notce o tym, po których kierunkach w Stanach najlepiej się zarabia. Notki nie będę tu streszczał, każdy może sobie kliknąć na link i ją przeczytać, ale przed przekopiowaniem głównego wykresu po prostu nie mogę się powstrzymać:

najlepsze-kierunki

Lista dotyczy tylko kierunków licencjackich, stąd nieobecność dość dobrze rokujących finansowo medycyny i prawa. Abstrahując od tego, można jednak jasno stwierdzić, że wspomniane na niej kierunki mają parę cech wspólnych. Po pierwsze: żaden nie ma nic wspólnego z humanistyką. Po drugie, wszystkie wymagają dobrej znajomości matematyki – tej samej, o prawo do niezdawania której rodzice przyszłych maturzystów toczą co roku walki z ministerstwem. Bo w końcu nie ma nic fajniejszego dla rodzica, niż pewność, że jego dziecko będzie w przyszłości biedne.

Efekt? Najczęściej wybieranymi studiami w 2008 roku były w Polsce prawo, psychologia i dziennikarstwo. Zaraz potem dreptały: bańka reklamowa pod tytułem „marketing i zarządzanie” (jak przyjemnie być narodem dyrektorów), przekazujące studentom odjechane ideologie jako wiedzę socjologia i politologia czy niczego sensownego nieuczące kulturoznawstwo (wiem, studia, na których w ramach zajęć ogląda się dzieła postimpresjonistów lub dyskutuje o Marksie, Derridzie i Naomi Klein, wydają się niektórym pociągające – tyle że na rynku pracy wiedza o tym, co Baudrillard miał na myśli pisząc o symulakrach, nie ma najmniejszej wartości, w przeciwieństwie do wiedzy o tym, jak zbudować most, podmienić fragment DNA w komórce lub zaprogramować bazę danych). W 2009, jak wszystko wskazuje, będzie podobnie, i to mimo faktu, że większość studiujących na niedających wiedzy (wyjątek prawo i – gdzieniegdzie – psychologia) i nierokujących wielkich perspektyw (jeśli – dotyczy tylko studentów prawa – nie ma się mamy notariusza lub wujka adwokata) kierunkach musi za tę przyjemność płacić z własnej kieszeni.

Tymczasem młody człowiek, który zdecyduje się na studiowanie takiej fizyki, nie dość, że ma pewność, że się dostanie na państwową uczelnię i nic nie zapłaci za studia (miejsc co roku jest więcej niż chętnych), to jeszcze może liczyć na stypendium motywacyjne od rządu: okrągłe 1000 zł (dość przyzwoita suma dla sporej liczby żaków), wypłacane co miesiąc za sam fakt bycia studentem (bez względu na średnią!). Dodajmy: studentem kierunku, po którym pracuje się w CERN-ie lub w centrali dużego banku (nawet jeśli nie miało się w niej rodzica), a nie – jak po kulturoznawstwie lub socjologii – na zmywaku w Londynie.

Mimo to chętnych brakuje. Widać po prostu lubimy zmywaki.

Ściąga doskonała

Pokutuje nad Wisłą stereotyp, że w kulturze anglosaskiej uczniowie i studenci nie ściągają, czego dowodem dla szczególnie nieobeznanych z angielszczyzną miałaby być m.in. nieobecność w języku Szekspira odpowiedników naszego zapuszczania żurawia (jakby cheat, crib i plagiarize nie wystarczały). Prawda okazuje się, jak zwykle, mniej wzniosła: Anglicy i Amerykanie rżną, zżynają i zjeżdżają wcale nie mniej niż Polacy, tyle że przy użyciu znacznie bardziej zaawansowanych technologii:

Darwin terrorysta

Profesor Giertych nie jest już osamotniony w swych zmaganiach na forum europejskim ze współczesną wiedzą biologiczną. Z odsieczą właśnie pospieszyli mu tureccy islamiści, rozsyłając (gratis!) do francuskich szkół tysiące egzemplarzy „podręcznika”, w którym teoria Darwina nazwana jest prawdziwym źródłem terroryzmu.

770-stronicowe tomiszcze nosi tytuł „Atlas stworzenia” (L’atlas de la création) i poświecone jest zbijaniu tez Darwina. Temu zbijaniu nie służą jednak tym razem opowieści o smoku wawelskim czy Ewie, Adamie i wężu, tylko, jak się zresztą można było spodziewać, odpowiednie wersety Koranu. W świętej księdze muzułmanów podobnie jak w Biblii twardo bowiem stoi, że człowieka, razem ze światem, stworzyła w kilka dni jakaś nadrzędna istota. Co prawda oba dzieła różnią się w kwestii imienia tej istoty, tudzież inaczej datują sam akt stworzenia, niemniej nie czas kłócić się o detale, gdy niewierzący nie tylko bezkarnie chodzą po ziemi, lecz nawet mają czelność nauczać w szkołach swoich herezji.

Książki jednak nikt by pewnie nie zauważył, gdyby autor, Harun Yahya, nie posunął się w swych rozważaniach ciut dalej niż chyba wszyscy antydarwiniści dotąd razem wzięci, i nie zamieścił w swym dziele fotografii płonącego Word Trade Center z podpisem: Ci, którzy sieją terror, są w istocie darwinistami. Darwinizm to jedyna filozofia, która pochwala i wzbudza waśnie.

Mnie osobiście, gdy słyszę taki argument w ustach przedstawiciela religii, której wyznawcy popełniają we współczesnym świecie jakieś 99 wszystkich czynów terrorystycznych, dyskutować się odechciewa, oddaję więc głos człowiekowi, który wciąż znajduje w sobie na to siły, Richardowi Dawkinsowi:

Ciążowy sukces dwóch panów

Jednym z głównych postulatów, jakie wysuwały PiS i LPR idąc po władzę, było zatrzymanie spadku demograficznego. Dziś, po ponad roku rządów prawicy, widać, że obietnica ta realizowana jest z naddatkiem. Zwłaszcza w Giertychowej szkole.

Uparta walka z prezerwatywami i promocja naturalnych technik zapobiegania ciąży przynosi efekty szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Jak ogłosił dziś triumfalnie wiceminister Orzechowski (na zdjęciu: niższy jegomość), w roku szkolnym 2004/05 (ostatni rok rządów lewicy) w całym kraju w ciążę zaszły 143 dziewczęta w wieku 12-15 lat, gdy tymczasem w roku 2005/06 (pierwszy rok nowej koalicji) – 177. Wzrost dzietności gimnazjalistek o prawie 25 procent robi znacznie większe wrażenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że – na co zwrócił uwagę minister – współżycie płciowe z osobami poniżej 15. roku życia to przestępstwo. Najwyraźniej jednak patriotycznie nastawieni Polacy coraz częściej są skłonni ryzykować nawet pobyt w więzieniu, byle tylko pomnażać ilość substancji narodowej. Według ekspertów dowodzi to, że prorodzinne projekty Ministerstwa „Edukacji” skazane są na sukces.

Statystyki w wyższych grupach wiekowych również dodają otuchy. Liczba ciąż wśród uczennic w wieku 16-18 lat – w roku szkolnym 2004/05 3515 przypadków – także wzrosła: do 4461. I choć w procentach to niewiele więcej niż 1/5, pamiętajmy, że w liczbach bezwzględnych oznacza to prawie tysiąc nowych obywateli! Ci ludzie może w ogóle by się nie urodzili, gdyby wybory 2005 wygrała lewica, tak ochoczo promująca w szkołach pigułki, prezerwatywy i inne środki mordowania dzieci niepoczętych. Prawdziwie wymierne efekty resort Giertycha (na zdjęciu: wyższy) zanotował jednak wśród uczennic pełnoletnich. W tej grupie w roku szkolnym 2004/05 przy nadziei było 1250 dziewcząt, w roku następnym – 1772. Wzrost dzietności na poziomie 40 procent! I jak tu nie podziwiać duetu Giertych-Orzechowski?

Sukcesy demograficzne tak upoiły resort edukacji, że już zapowiedział kolejną kampanię, tym razem promującą niezbędne młodym matkom cnoty: czystość (dzieci trzeba myć) i wierność (współżycie z więcej niż jednym partnerem jest marnowaniem energii w sytuacji, gdy zajść w ciążę można – przy odpowiednim przeszkoleniu – już po pierwszym stosunku). Tylko czekać na równie spektakularne efekty.

Kuźnie Wszechpolskości

Minister Edukacji Narodowej, Roman Giertych publicznie ogłosił, że już za dwa lata rozpocznie się nabór do nowych ośrodków edukacyjnych, które zamierza stworzyć dla wybranych młodych Polaków. Znajdzie w nich swe miejsce 2-3 procent młodzieży, absolutna elita: o tym, by się dostać do takiej placówki, będą mogli myśleć tylko najlepsi z najlepszych. Szansę na naukę w renomowanym ośrodku dostaną wyłącznie osoby, które już wcześniej udowodnią swą męskość i polskość: przywłaszczą sobie jakąś rzecz na terenie „starej” szkoły, zaczepią nieznajomego bez powodu (najlepiej wyzywając go od pedałów), zniszczą jakiś sprzęt szkolny, uniemożliwią nauczycielowi prowadzenie lekcji lub ośmielą się mu grozić, zmuszą kogoś do czynności upokarzających, pobiją jakiegoś lewaka lub innego mięczaka, wreszcie będą się mogli w swoim CV pochwalić zatrzymaniem lub przynajmniej notowaniem przez policję.

W ekskluzywnych placówkach, które – wzorem najbardziej renomowanych szkół angielskich – mają być zamknięte i wyposażone w niekoedukacyjne internaty (te nadzorować będzie osobiście poseł Wojciech Wierzejski), na wybrańców czekać mają warunki, o jakich tylko marzyć będą mogli ich rówieśnicy w „zwykłych” szkołach: lekcje pod okiem psychologa (w tej roli preferowani absolwenci UKSW, członkowstwo w LPR jest zrozumiałe samo przez się), klasy najwyżej 15-osobowe, specjalne stypendia motywacyjne za zachowanie godne Polaka, wreszcie dodatkowe zajęcia pozalekcyjne i kluby hobbystyczne prowadzone przez instruktorów i wolontariuszy z Młodzieży Wszechpolskiej. Każdy ośrodek posiadał będzie stronę internetową i obowiązkowo wydawał gazetkę poświeconą współczesnemu rozumieniu patriotyzmu i oraz problemom czystości rasowej i etnicznej. Najlepsze gazetki obejmie swym patronatem wiceprezes Telewizji Polskiej, Piotr Farfał.

W ramach zajęć lekcyjnych i pozalekcyjnych uczniowie poznają m.in. tajniki wschodnich sztuk walki i metody kopania tak, by najbardziej bolało. W programie przewidziano także wieczory poezji patriotycznej i konkursy w rzucaniu kamieniami w gejów i feministki. Nade wszystko jednak młodzi ludzie hartować się będą do walki o lepszą i czystszą Polskę. Polskę, w której – co już dziś możemy zobaczyć na niektórych proroczych spotach – metalowcy, obszarpańcy i inni wrogowie Giertycha nie będą wpuszczani nawet do „zwykłej” szkoły: