Moi kandydaci

Za Gniewomirem zrobiłem sobie test preferencji prezydenckich. Wyszło kilka niespodzianek:

pełna tabela odpowiedzi

Korwin na pierwszym jakoś mnie nie dziwi (wystarczyło szczerze odpowiedzieć na pytania o KRUS, NFZ i prywatyzację szpitali – nie było, niestety, pytań o delegalizację przejść dla pieszych i odbieranie kobietom praw wyborczych), Leppera na trzecim miejscu też jeszcze jakoś strawię (wszystkim wychodzi, zapewne przez pytania o Afganistan), ale Jurek z wynikiem na poziomie Olechowskiego i Napieralskiego (tudzież lepszym od Komorowskiego) to jakaś paranoja. Czyżbym czegoś o sobie nie wiedział?

13 thoughts on “Moi kandydaci

  1. O, polemizowałbym. W 2007 zrezygnował z marszałkowania, gdy mu się Kaczyński nie zgodził na całkowity zakaz aborcji (docelowo z karą śmierci dla kobiet, które by przerwały ciążę).

  2. Mówiąc, że to farbowany prawicowiec, chodziło mi raczej o sprawy gospodarcze, bo to, czy aborcja jest zakazana całkowicie, czy tylko częściowo, to akurat sprawa drugorzędna (z praktycznego punktu widzenia oczywiście, bo ideologicznie może i nie, ale mnie ideologia nie obchodzi). Według mnie zawsze sprawą pierwszorzędną będą sprawy gospodarcze, bo jak mawiał Milton Friedman: „Żeby zaistniała jakakolwiek inna wolność, najpierw musi zaistnieć wolność ekonomiczna”. A jeśli obecna jest wolność ekonomiczna, to Kowalska może sobie pojechać na wakacje do Holandii na przykład, skoro u niej w kraju aborcja jest całkowicie zakazana (czemu ja się akurat sprzeciwiam, choć określam się jako prawicowca raczej). Natomiast, wracając do Jurka, pod względem właśnie ekonomicznym, to taki sam socjalista jak Kaczyńscy i Tusk – w tej materii nigdy się jeszcze nic nie zmieniło i pewnie długo się jeszcze nie zmieni.

  3. No tak, problem tylko w tym, że na powyższej liście 9 z 10 to kandydaci gospodarczo lewicowi (lub skrajnie lewicowi), a jedyny nielewicowy ma w sprawach niegospodarczych poglądy tak odjechane, że skutecznie zniechęcają rozsądnych ludzi do oddania nań głosu. I tu lezy kluczowy dla mnie problem polskiej demokracji (i główny czynnik, który sprawia, że w niedzielę znów będziemy mieć w wyborach frekwencję w okolicach 40 procent): 10 kandydatów z 10 programów, a nie ma na kogo głosować.

  4. W jakim sensie „odjechane”? Skrajne? Głupie?

    Tomek Łysakowski :(…) że w niedzielę znów będziemy mieć w wyborach frekwencję w okolicach 40 procent): 10 kandydatów z 10 programów, a nie ma na kogo głosować.

    Bez przesady. Jak dotąd tylko raz frekwencja była niższa niż 50%. 🙂 Co mnie akurat martwi, bo jeśli chodzi o mnie, to marzy mi się frekwencja na poziomie 3-5%, i to ludzi, którzy głosują świadomie, a nie na czas antenowy kandydatów w TV.

    Natomiast co do tego, że nie ma na kogo głosować, to dla mnie tylko połowiczny problem, bo co prawda zgadzam się z Januszem Korwin-Mikkem jeśli chodzi o większość jego poglądów i nie mam wątpliwości, że na niego powinienem zagłosować, aczkolwiek gdyby w wyborach pojawił się np. Robert Gwiazdowski, to z pewnością na niego oddałbym głos, mimo że nie jestem zwolennikiem politycznej poprawności i ugrzecznionej gadki, której JKM zdaje się nie doceniać w tej demokratycznej grze, w to w mojej opinii duży błąd.

  5. Odjechane w sensie: oderwane od rzeczywistości (zastąpienie demokracji monarchią – swoją drogą ciekawe, że w świecie Mikkego to przeciwstawne tsobie ustroje), nierealizowalne (odbieranie kobietom czynnych praw wyborczych) lub po prostu obraźliwe dla sporej liczby wyborców, którzy mogliby na niego zagłosować (weźmy przykład gejów, którzy na ogół nie mają dzieci i nie palą się do płacenia podatków na cele socjalne – gdyby Korwin nie lżył tej grupy w co drugim wystapieniu i odpuścił kobietom, kto wie, czy nie dociągnąłby do 5 proc. w wyborach parlamentarnych). Ale cóż, woli być politycznie niepoprawny (kiedyś mówiło się na to: chamski).

  6. PS. Gwiazdowski i na mój głos mógłby liczyć, podobnie jak np. Tomasz Wróblewski i jeszcze paru całkiem rozsądnych ekonomistów i publicystów. Problem w tym, że ludzie tacy jak oni na ogół już odnieśli (a jeśli jeszcze nie odnieśli, to odniosą) sukces poza polityką, więc się nie pchają do cyrku.

  7. „(zastąpienie demokracji monarchią – swoją drogą ciekawe, że w świecie Mikkego to przeciwstawne tsobie ustroje)”

    Uważam, że otwarte mówienie o tym to błąd, ale właśnie ze względu na strategię polityczną. Nie znaczy to, że nie chciałbym takiej zmiany. I czy te dwa ustroje nie są w takim razie przeciwstawne, skoro to tylko „w świecie Mikkego są one przeciwstawne”?

    „nierealizowalne (odbieranie kobietom czynnych praw wyborczych)”

    O ile ja pamiętam to nie chodziło TYLKO o kobiety. Zresztą to JKM chyba prostował nie raz i nie dwa. To z tym obieraniem prawa do głosu bezpośrednio sprowadza się do zmiany ustrojowej i odejścia od dogmatycznej demokracji.

    „obraźliwe dla sporej liczby wyborców, którzy mogliby na niego zagłosować (weźmy przykład gejów, którzy na ogół nie mają dzieci i nie palą się do płacenia podatków na cele socjalne”

    A jak JKM obraża homoseksualistów? Ja właśnie za każdym razem jak słyszę jego wypowiedzi na ich temat, to nie ma w nich nic obraźliwego, a wręcz przeciwnie, powtarza on, że nie ma nic do nich, w przeciwieństwie do wielu innych środowisk w Polsce. A może chodzi o używanie słowa „homoś”?

    „Ale cóż, woli być politycznie niepoprawny (kiedyś mówiło się na to: chamski).”
    JKM mówi, że zdaje sobie sprawę, iż musi grać według demokratycznych reguł, ale mnie się właśnie wydaje, że on sobie chyba nie zdaje z tego sprawy, bo polityczna niepoprawność nie jest jednym z jej elementów. To jest główny zarzut wobec niego, nawet w obozie jego zagorzałych zwolenników.

  8. majlo :

    Uważam, że otwarte mówienie o tym to błąd, ale właśnie ze względu na strategię polityczną. Nie znaczy to, że nie chciałbym takiej zmiany. I czy te dwa ustroje nie są w takim razie przeciwstawne, skoro to tylko „w świecie Mikkego są one przeciwstawne”?

    No nie wiem, miernikiem powinien tu być stan faktyczny, a nie czyjeś widzimisię. Jedno z najbardziej demokratycznych (obok Szwajcarii i kilkunastu stanów) państw świata – Liechtenstein – jest monarchią. Mówię „jedno z najbardziej demokratycznych”, bo dla mnie demokracja bezpośrednia jest na tym polu ideałem. Ale monarchiami jest również sporo państw z demokracją przedstawicielską: Japonia, Hiszpania, kraje Beneluksu, 3 państwa skandynawskie, 16 państw Commonwealthu (w tym UK, Kanada i Australia) etc. Tylko niewielki procent monarchii świata (głównie bogate w ropę państwa arabskie) jest niedemokratyczny (w przeciwieństwie do lwiej części republik) i rozumiem, że ten procent to ideał Korwina, obawiam się jednak, że gazu łupkowego nie starczy na to, by nas zrobić drugą Arabię Saudyjską.

    A jak JKM obraża homoseksualistów? Ja właśnie za każdym razem jak słyszę jego wypowiedzi na ich temat, to nie ma w nich nic obraźliwego, a wręcz przeciwnie, powtarza on, że nie ma nic do nich, w przeciwieństwie do wielu innych środowisk w Polsce. A może chodzi o używanie słowa „homoś”?

    Nie, chodzi np. o nazywanie faszystami (tudzież homofaszystami), porównywanie do funkcjonariuszy SA (zastanawiam się, czy może kiedyś jakiś gej chciał go zabić?), zarzuty, że wykorzystywanie przez nich prawa do obrony w sądzie przed zniesławieniem, to terroryzm (nie mówię, że nie można tak myśleć, ale trzeba być konsekwentnym – a nie słyszałem, by w JKM w podobnym nazywał terrorystami „pomówionych” polityków prawicy, procesujących się o dobre imię z Gazetą Wyborczą lub ludzi wytaczających procesy o obrazę uczuć religijnych), wreszcie nawoływanie do dyskrymiancji poprzez odmawianie prawa do małżeństw. Wszystko w jednym tekście. Dalej nie chciało mi się szukać.

    JKM mówi, że zdaje sobie sprawę, iż musi grać według demokratycznych reguł, ale mnie się właśnie wydaje, że on sobie chyba nie zdaje z tego sprawy, bo polityczna niepoprawność nie jest jednym z jej elementów. To jest główny zarzut wobec niego, nawet w obozie jego zagorzałych zwolenników.

    Ja mam na ten temat trochę inne zdanie: JKM-a ktoś wymyślił (zainspirował, uruchomił, wypromował – niepotrzebne skreślić) na początku przemian ustrojowych po to, by kompromitować idee liberalne i wolnorynkowe, zestwiając je z absurdami, i dzięki temu nie dopuścić do dojścia do władzy w Polsce formacji niesocjalistycznych. Z perspektywy 20 lat można powiedzieć, że plan w 100 procentach wypalił.

  9. Przepraszam za takie ręczne cytowanie, ale na WordPressie, zdaje się, nie ma cytowania selektywnego.

    „Jedno z najbardziej demokratycznych (obok Szwajcarii i kilkunastu stanów) państw świata – Liechtenstein – jest monarchią.”
    W jakim sensie demokratycznym? Bo mimo że odbywają się u nich jakieś wybory, to największą władzę i tak ma książę, który demokratycznie nie jest wybierany przecież (nie musi się zatem martwić o poparcie mas, choć ciężko 30000 ludzi nazywać masami). Cały czas rządzi jedna osoba i ona jest odpowiedzialna za stan kraju, a nie ktoś, kto za kilka lat i tak pewnie zejdzie z „tronu”; takiej osobie, wydaje mi się, mniej zależy na stanie kraju, za który odpowiada. No chyba że chodzi o zakres swobód i wolności, bo te rzeczy są czasami utożsamiane z demokracją, notabene co dla mnie stanowi kuriozum. Z tym nie wiem, jak jest w Liechtensteinie, więc się nie wypowiadam.

    „Tylko niewielki procent monarchii świata (głównie bogate w ropę państwa arabskie) jest niedemokratyczny (w przeciwieństwie do lwiej części republik) i rozumiem, że ten procent to ideał Korwina”.

    Żadna monarchia nie jest demokratyczna w tym sensie, że władca nie jest wybierany demokratycznie, przez ogół ludzi, co zazwyczaj jest złym wyborem. Oczywiście takie monarchie, które są na pokaz, a rządzą i tak ludzie wybierani przez ogół, to dla mnie żadne monarchie – no chyba że tylko z nazwy, nic więcej.

    Czy to ideał Korwina? Ostatnią wypowiedź, jaką słyszałem na ten temat, w odpowiedzi na pytanie: „Jaki kraj obecnie uważa pan za modelowy?”, była właśnie taka, że Liechtenstein…

    Natomiast co do gejów, w moim odbiorze JKM nie atakuje gejów jako takich, czyli orientacji seksualnej, zresztą w podlinkowanym tekście o tym wspomina. Szkoda, że na ten temat nie mogę nić powiedzieć z autopsji ;), ale zastanawia mnie, czy gdyby środowiska homoseksualne przestały się afiszować ze swoją seksualnością, to czy w ogóle ta kwestia byłaby podnoszona. Wydaje mi się, że nikt by o tym nie wspominał.

    Co do zawierania małżeństw: ja się akurat dziwię Korwinowi, że ma coś przeciwko. Rozumiem, że konserwatyzm mu nie pozwala na zaakceptowanie czegoś takiego, ale ja jestem głęboko przekonany, że tutaj właśnie konserwatyzm powinien dać pola liberalizmowi, a tłumaczenia, że ktoś może sobie zawrzeć spółkę nie przekonują mnie, bo to tak samo jak bym chciał zjeść pomidorówkę z makaronem, a ktoś by tego zabronił i powiedział, że mogę zjeść rosół, bo tam przecież też jest makaron. Nie wspominając już o tym, że zalegalizowanie takich związków byłoby świetnym probierzem interesów środowisk homoseksualnych.

    „Ja mam na ten temat trochę inne zdanie: JKM-a ktoś wymyślił (zainspirował, uruchomił, wypromował – niepotrzebne skreślić) na początku przemian ustrojowych po to, by kompromitować idee liberalne i wolnorynkowe, zestwiając je z absurdami, i dzięki temu nie dopuścić do dojścia do władzy w Polsce formacji niesocjalistycznych. Z perspektywy 20 lat można powiedzieć, że plan w 100 procentach wypalił.”

    Ciekawa i odważna interpretacja. Któż to mógł być? Stefan Kisielewski? 😉
    Nie no, żartuję. Dla mnie to brzmi, szczerze mówiąc, jak teoria spiskowa, ale nawet czegoś takiego nie można wykluczać, bo idee wolnorynkowe są w pewnym sensie kompromitowane. Chociaż w USA Ron Paul np. jest typowo demokratycznym kandydatem, jest grzeczny, nikogo nie obraża, kompromituje poglądy socjalistyczne, a jego poparcie i tak jest znikome. Wnuk Miltona Friedmana powiedział, że już nie wierzy w powrót liberalizmu i wolnego rynku „normalną drogą”. Do czegoś takiego doprowadzić może wyłącznie kryzys finansowy. Ale taki prawdziwy. 😉

  10. Co do Liechtensteinu, fakt, że władza jest silna, nie sprawia wcale, że kraj nie jest demokratyczny. W Liechtensteinie w 2003 lud ustanowił sobie poprawkę do konstytucji, która zgodził się na rozszerzenie prerogatyw księcia, w referendum (a jednocześnie sprzeciwił się jego abdykacji i ustanowieniu republiki, czyli jakby nie patrzeć, potwierdził mu władzę). Jutro może taką poprawkę cofnąć lub zmusić księcia do rezygnacji po referendum, do którego zwołania wystarczy 1500 podpisów.

    Ale jest tego więcej: popatrzmy choćby na artykuł 4 konstytucji: każda gmina Liechtensteinu, której większość obywateli podpisze się w referendum pod tym pomysłem, może legalnie ogłosić secesję i stać się niepodległym państwem, rządzącym się swoimi własnymi prawami (lub przyłączyć się do innego państwa, jeśli zechce i jesli zechce ją to państwo). Trudno mi sobie wyobrazić, bez wzgledu na ustrój, który aktualnie wybrali sobie obywatele danego państwa, bardziej demokratyczną zasadę ustrojową.

    Nie wspominam już o tym, że wszystkie ustawy poza bardzo pilnymi i budżetem, uchwalane przez parlament muszą, jeśli zechce tego niewielka liczba obywateli, być poddane pod referendum, bo to oczywistość w krajach demokracji bezpośredniej. Tu bardziej demokratyczne są tylko niesktóre stany, takie jak Kalifornia, gdzie obywatele w ogóle mogą zgłaszać i przegłosowywać w referendach zwykłe ustawy i nawet poprawki do konstytucji bez jakiegokolwiek udziału parlamentu czy gubernatora, a parlament z kolei nie może później zmienić takich ustaw bez zgody ludu w referendum.

    Jak dla mnie taki system, w którym ludzie mają zagwarantowaną BEZPOŚREDNIĄ kontrolę nad każdym dotyczącym ich aktem prawnym to faktyczna demokracja. Tylko że ich decyzje są wówczas znacznie bardziej konserwatywne, niż decyzje elit, które zawsze dojdą do władzy w systemach zapośredniczonych. Wniosek: gdyby Korwin był rzeczywiście skrajnym konserwatywnym liberałem, domagałby się demokracji bezpośredniej (tak jak stronnicy Rona Paula w USA jej bronią), a nie zwalczał ją mętnym elitaryzmem.

  11. Podajemy tu Liechtenstein jako przykład, ok, ale ja mam jednak mały problem z tym przykładem. Owszem, obecny system, który tam obowiązuje, jest niewątpliwie lepszy niż ten, który mamy w Polsce. Aczkolwiek ja sobie w Polsce nie wyobrażam demokracji bezpośredniej. Czemu? 30000 mieszkańców a 38 mln. to jednak spora różnica; różnica, która diametralnie zmienia okoliczności, bo jak sobie pomyślę, że pośrednio o moim życiu decyduje kilka(naście) milionów innych współobywateli, którzy jednak często i gęsto nie wiedzą niczego o działaniu państwa, to aż mnie wzdryga na samą myśl o tym. Jeśli takie decyzje podejmuje się w gronie 30000 ludzi, albo w jeszcze mniejszym skoro w Liechtensteinie poszczególne jednostki administracyjne mają prawo do secesji, to zakres kompromisu jest o wiele mniejszy niż w przypadku decyzji podejmowanej przez kilkanaście milionów ludzi. Taką demokrację jak w Liechtensteinie jestem w stanie zaakceptować, bo koniec końców i tak jakaś ta większość musi być, wydaje mi się tylko, że ważne jest, żeby odbywało się to na jak najniższym szczeblu, nie na centralnym. Inna sprawa, czy taki zapis w konstytucji w razie potrzeby byłby przestrzegany, bo w Polsce np. konstytucji nie zawsze się przestrzega. A jeszcze inną sprawą jest to, że w Liechtensteinie książę cieszy się podobno taką estymą, że żadne secesje nie są potrzebne. Ale fakt, sam zapis w konstytucji już sprawia, że człowiek czuje się wolniejszy. A w Polsce np. nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żeby dopuszczono prawo secesji poszczególnych województw. Żadna siła polityczna nie pozwoliłaby sobie na to.

    „Jak dla mnie taki system, w którym ludzie mają zagwarantowaną BEZPOŚREDNIĄ kontrolę nad każdym dotyczącym ich aktem prawnym to faktyczna demokracja.”
    Sejm w Polsce chce przepchać ustawę o np. dopuszczeniu aborcji w przypadkach nie tylko szczególnych. Demokracja bezpośrednia w takim przypadku byłaby dobra? Chyba tylko dla tej większości, która wygrała głosowanie. Jeśli demokracja bezpośrednia, to fajnie by było, gdyby kraj mógł działać na zasadzie federalizmu. Pisał o tym Milton Friedman w „Kapitalizmie i wolności”: jeśli obywatelowi A nie podoba się, że na terenie jego jednostki administracyjnej rząd lokalny wprowadził powszechne prawo aborcji, to może się przenieść do innej, tym samym oszczędzając sobie trudów przenoszenia się do innego państwa. W ten sposób ludzie naturalnie pogrupują się zgodnie z wyznawanymi przez siebie zasadami.

    „Wniosek: gdyby Korwin był rzeczywiście skrajnym konserwatywnym liberałem, domagałby się demokracji bezpośredniej (tak jak stronnicy Rona Paula w USA jej bronią), a nie zwalczał ją mętnym elitaryzmem.”

    Właśnie problem w tym, że demokracja bezpośrednia może być dobra, ale wcale nie musi. W Gruzji np. wprowadzono limit na podnoszenie podatków w postaci referendum. Z jednej strony to dobre, bo wiadomo, że obywatele raczej nie zagłosują za podwyższeniem podatków, ale jednocześnie ludzie się nie znają na tyle, żeby decydować o takich sprawach i wtedy wkracza elitaryzm, który będzie raczej efektywniejszy niż demokracja bezpośrednia.

    Jakikolwiek system obierzemy, wydaje mi się, że ważne jest tak jego zorganizowanie, żeby osoba, która pełni władzę, czuła się odpowiedzialna za swój kraj i w razie konieczności z tej odpowiedzialności była rozliczana. A nikt mi nie wmówi, że obecnie nasi politycy czują się odpowiedzialni za Polskę, a już tym bardziej, że są rozliczani za swoje partactwa.

  12. – można się było tego spodziewać, że Korwin będzie zbyt mało pokazywany w mediach przed wyborami, dlatego jakoś nie dziwi, że i po wyborach, będąc na 4 miejscu jest ciągle ignorowany.
    Obawiam się i nad tym ubolewam , że ‚zlikwidowanie koryta’ nie wchodzi w rachubę nie tylko po tych, ale i po kolejnych i kolejnych wyborach.., taka karma.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s