Wykop effect

Każdy, kto choć trochę liznął psychologii blogowego marketingu, wie, ile można zdziałać mając do dyspozycji atrakcyjny tytuł i kontrowersyjny temat. Niemniej nawet biorąc to wszystko pod uwagę, dwadzieścia tysięcy wejść w ciągu doby potrafi człowieka zaskoczyć.

WE2

Z drugiej strony, strach mysleć, co się musi dziać, gdy w nazwie linku na Wykopie znajdzie się np. „seks”…

9 thoughts on “Wykop effect

  1. Rozumiem że była to prowokacja (żart, eksperyment, you name it). A ja już się obawiałem, że tamten post (w całości) istotnie odzwierciedlał poglądy autora.

  2. Nie, nie odzwierciedlał. Wręcz przeciwnie. Autor w rzeczywistości jest za obdzieraniem ludzi i zwierząt ze skóry na sztukę także na żywca i bez znieczulenia. Publiczność performansu dostaje wtedy wtedy znacznie lepsze efekty audiowizualne, co bezsprzecznie wzmacnia wymowę i siłę oddziaływania aktu twórczego.

  3. Wie Pan co, Panie Tomku – myślę, że ceniony przez Pana (a trochę też i przez mnie) Steven Pinker byłby z Pana zadowolony. Jako przykładu.
    Ale czy Pan na pewno tego chce?o

    Pański powyższy tekst odebrałem jako mało zróżnicowany, swadliwy i polemiczny. Obsługując specyficzny rodzaj emocji wędruje Pan chyba jednak „troszku” na granicy populizmu. Ale może tak trzeba? Może inaczej nie można dotrzeć do grupy docelowej którą Pan sobie upatrzył?

    Trudne, nie tylko bo upał.
    Nie wiem dlaczego, ale pański post przypomniał mi sposobem argumentacji trochę sławetną onegdaj (chyba w 1913 czy 1914 roku) rozprawę Micińskiego z kubizmem. Zeby Pan wiedział, jak on im wówczas, tym pseudoartystom paryskim i autorom ewidentnych bohomazów dołożył. Ku niepomiernej uciesze czytelników.

    Aż dziw, że się pozbierali. 😉

  4. Panie Telemachu, o ile wiem, jednym z kluczowych założeń współczesnego podejścia do sztuki jest subiektywność ludzkich gustów. Dlaczego zatem – parafrazując Gombrowicza – ma mi się podobać coś, co mi się nie podoba? I idąc dalej, skoro mi sie coś nie podoba, dlaczego mam milczeć?

    Druga sprawa, że owszem, na kubizm (impresjonizm, fowizm, a wcześniej na romantyzm i modernizm) psioczono, a te odniosły sukces. Psioczono jednak również na setki innych kierunków, o których nikt dziś nic nie wie poza garstką historyków sztuki. Czy Tinkebell będzie Picassem bądź Mozartem XXI wieku – ocenią to potomni. Choć, gdybym miał obstawiać, zgadywałbym, że będą o niej wiedzieli mniej niż my o Salierim. Salierego w końcu da się od biedy słuchać…

    Trzecia sprawa, o której zresztą w głównym tekście już pisałem: kubiści i impresjoniści utrzymywali się z tego, co sprzedali, a jak nic nie sprzedali, to przymierali głodem (chyba że mieli dodatkowe źródła dochodów, np. stałą pracę). Nie wyciągali łap po kasę, odebraną ludziom przez polityków i urzedników. I to największe zastrzeżenie, jakie mam do współczesnych „artystów”.

  5. Pnie Tomku, myślę że dzieli nas mniej niż Pan sądzi. Z „trzecią sprawą” nie tylko zgadzam się bez zastrzeżeń – wręcz podpisuje się obiema rękoma. Artystyczna prowokacja za pieniądze podatnika i sława burzyciela konwencji z nadania włodarzy środków publicznych budzi u mnie, wyraźmy się eufemistycznie, podobny niepokój.

    Naturalnie, że może się Panu podobać lub nie podobać co Pan uważa za godne podobania lub niepodobania. Mnie osobiście zaskoczył niebywale kategoryczny ton Pana wypowiedzi.Odniosłem wrażenie, że kategoryczność ta była zabiegiem zamierzonym i obliczonym na obsługiwanie pewnego rodzaju emocji, emocji za którymi nie przepadam, bo są one typowe dla raczej prostego sposobu postrzegania rzeczywistości. Innymi słowy: zabrakło mi w Pańskiej wypowiedzi ukłonu w stronę „dobrodziejstwa wątpliwości”. Użył Pan cepa – w dyskusjach na tematy estetyki (podobnie zresztą jak w dyskusjach na tematy światopoglądowe) nie jest to narzędzie „pierwszego wyboru.

    Chociaż – jak widać – zapewnia intensywne (choć krótkotrwałe) zainteresowanie ogółu.

    Pozdrawiam
    t.

  6. Mr Telemach, w pełni się zgadzam, to był cep. Z tym, że użyty nie po to, by zainteresowanie ogółu wzbudzić (no dobrze, nie tylko po to), ale głównie żeby wyładować emocje. Bo to nie było tak, że wpadłem na pomysł dowalenia artystom w celu zdobycia poklasku, po czym zacząłem poszukiwania najbardziej odjechanego bądź odrażającego twórcy. Artykuł o Tinkebell znalazłem zupełnie przypadkowo na hiszpańskojęzycznym odpowiedniku wykopu, a potem po prostu dałem się ponieść wściekłości. A wściekłość cepy lubi…
    I tyle.

  7. @Tomek Łysakowski: rozumiem, mogło mi się pewnie (ewentualnie) też zdarzyć. Czasem trzeba emocjonalnie. Tinkebell idzie szeroką drogą w dół. Trudno ustalić, kto zaczął wytyczać ten szlak. Damien Hirst ze swymi przepołowionymi krowami? Tracey Emin prezentująca swą rozmamłaną pościel? Prawdopodobnie trzeba by było się cofnąć do Yvesa Kleina – ale również wtedy przyjdzie ktoś i powie, że już Courbet ze swym L’Origine du monde był zwykłym sensatem zainteresowanym zamianą skandalu na brzęczącą monetę.

    Nie podnieca mnie to. Zastanawia mnie natomiast reakcja na to co ona robi. Bo – jeśli poczytać to co mówi i co o niej piszą (a piszą dużo) – to intencje ma szczytne i ideologiczna nadbudowa tej radykalnej wegetarianki tchnie humanizmem ze szczególnym naciskiem na troskę o los zwierząt. To nie żart.

    Pozdrowienia
    t.

  8. Telemachu, wiem, że Pan nie żartuje. Nic jednak nie poradzę na fakt, że „ideologicznę nadbudowę” tego, co robi Tinkebell, odbieram przede wszystkim w kategoriach merkantylnych. Przecież na zdrowy rozum, to samo, co ta panna, od wieków robią wszelkiej maści kuśnierze i specjaliści od wypychania zwierząt – tyle, że nie ogłaszają się przy tym bojownikami o prawa obdzieranych przez siebie ze skóry stworzeń, co – jak widać – odbija się na promocji. I zapewne również obrotach.

    Ja rozumiem, że od zarania dziejów sztuka, oprócz funkcji estetycznych, miała również poruszać, zmuszać do myślenia i zmieniać człowieka na lepsze. I jeśli takie intencje Tinkebell przyświecają, jeśli chce, by ci, co zobaczą jej dzieła, nigdy już nie tknęli mięsa, niech jej będzie. Równie dobrze można jednak założyć, że niektórzy po obejrzeniu tych aranżacji postanowią naśladować artystkę i wydłubią oczy jakiemuś złapanemu kotu… A potem będą się usprawiedliwiać tą samą ideologią.

    Jadam od czasu do czasu mięso, stosuję też – gdy jestem chory – leki, które zapewne przetestowano na zwierzętach. Wierzę jednak, że powinniśmy traktować inne stworzenia w zgodzie z zasadami utylitaryzmu: nie zadawać im niepotrzebnego cierpienia, nie zabijać dla kaprysu czy bez wyższej konieczności. Gdyby Tinkebell dysponowała wynikami wiarygodnych badań, pokazującymi, że po ekspozycji na jej dzieła ludzie zmieniają stosunek do zwierząt na bardziej pozytywny, pewnie nie miałbym nic przeciwko tej sztuce (zwłaszcza że wciąż płacą za nią holenderscy, a nie polscy podatnicy). Póki jednak tego nie zrobi, zastrzegam sobie prawo pełnego oburzenia wywijania cepem.

    Pozdrawiam również!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s