Zniknięcie pana Wybo

Przez lata na Zachodzie pokutował stereotyp, że Polacy nie potrafią się z siebie śmiać. Wódka Wyborowa w mało u nas znanej kampanii, którą do wczoraj prowadziła w Szwajcarii, postanowiła udowodnić, że jednak potrafią. I, jak wskazują wszelkie znaki na niebie i ziemi, mocno się na tym przejechała.

Ale zacznijmy od początku. Kilka tygodni temu w szwajcarskim necie pojawiła się dwujęzyczna (francuska i niemiecka) strona Mister Wybo. Opisywała przypadki Szwajcara imieniem Jean Claude, który pewnego dnia postanowił zostać Polakiem. Zabrał się do tego, przyznajmy, w dość niekonwencjonalny sposób:

Vodpod videos no longer available.

W kolejnych filmikach bohater wędrował po polskich knajpach, siłował się z polskimi robotnikiem i dostawał w twarz od młodej polskiej kelnerki, gdy ta przejrzała jego niecne zamiary podszycia się pod prawdziwego Polaka. Wszystkie spoty łączyła dyskretna ekspozycja naszego narodowego trunku i toporny humor, eksploatujący najbardziej absurdalne stereotypy na temat Polaków, jakie tylko można sobie wyobrazić. Pachniało to wszystko Monty Pythonem i resztą tego, co na swój temat kręcą znacznie mniej od Polaków przewrażliwieni Brytyjczycy, nic więc dziwnego, że nad Wisłą okazało się nie do strawienia.

Co ciekawe, pierwszy o stronie nie doniósł żaden „Nasz Dziennik”, czy inne „Wprost”, tylko skądinąd postępowy w kwestiach społecznych portal Pardon (dla niezorientowanych: polityczny brat Pudelka), za to w tekście napisanym językiem, którego nie powstydziłby się Jerzy Robert Nowak. Jakiś dziwny, polsko-rosyjski bełkot. Jakieś tańczenie kozaczoka. Jakieś niby polsko-ludowe przyśpiewki. Wyborowa jest w Szwajcarii jedną z najlepiej sprzedających się marek wódki. W Polsce mało kto wie, w jaki sposób ten sukces osiągnięto. Otóż przedstawiając Polaków jako groteskowych kretynówgrzmiała obrończyni dobrego imienia polskości Magda Hartman, po czym pytała (retorycznie): dlaczego mamy tak straszne pretensje, gdy cudzoziemcy rozpowszechniają krzywdzące stereotypy na nasz temat? I odpowiadała kolejnymi pytaniami: Bo wolno to robić tylko Polakom? Najlepiej – dla zysku?

Dalszych doniesień, niestety, już nie było, bo strona Pana Wybo szybko została zablokowana (wkrótce co prawda wróciła, ale aktualnie cały jej content stanowi informacja, że Mister Wybo gdzieś przepadł), a związane z nią treści i materiały zaczęły znikać z sieci w rekordowym tempie. Skasowano m.in. filmiki z Mr Wybo, wcześniej umieszczone na YouTubie i Dailymotion (Bogu dzięki za serwery chińskie), ze zdjęć natomiast przetrwały tylko te, które zapobiegliwa redakcja Pardonu umieściła na własnym serwerze. W efekcie o sprawie nie doniosły ani wczoraj ani dziś żadne liczące się media papierowe.

W ten sposób dobiegła końca pierwsza – i być może ostatnia – kampania reklamowa pokazująca, że Polacy też mają w stosunku do siebie jakiśtam dystans (inna sprawa, że mogła to robić, dopóki prawdziwi Polacy nie dowiedzieli się o jej istnieniu). Mimo wszystko śmiem jednak wątpić w to, że poprawi to nasz wizerunek w oczach Helwetów. Powiedzmy sobie bowiem szczerze: ludzie, którzy mają o nas dobre zdanie, nie zmienią go tylko dlatego, że obejrzą jakąś kpinę spod znaku Pythonów. A tym, co o Polakach myślą źle, też jej nieoglądanie raczej nie pomoże. Zresztą, gdyby reklamy tego typu nie miały związku z tym, jak nas i bez tych reklam widzą za granicą, nikt by się nimi ani tam nie interesował, ani u nas nie oburzał.

Jeśli nie podoba nam się nasz wizerunek w oczach Szwajcarów, Niemców czy Francuzów, może lepiej pomyśleć, jak go zmienić, zamiast wściekać się, że ktoś pokazuje Polaków tak, jak nas inne nacje na co dzień postrzegają. Jakkolwiek bardzo byśmy chcieli, nie wygra się ze stereotypem zmuszając innych do udawania, że go nie ma.

6 thoughts on “Zniknięcie pana Wybo

  1. W istocie przepotworna potworność. Bajdełej, hódafakis Magda Hartman? Jeszcze inna sprawa, że pardon.pl to banda starych malutkich, którym myśl własna prawdopodobnie nie postała we łbie, od kiedy byli w stanie odcyfrować napisy do filmu „Być jak Ewa Milewicz”.
    I dzięki, że zamieściłeś frankofońską wersję, bo z hitlerowskiej narracji nic bym, niestety, nie zrozumiał.

  2. Tekścik rzeczywiście sympatyczny.
    A co do obrażania – toż to najczystszy przejaw kumoterstwa! Każdego ktoś zna i prawie każdego ktoś lubi. Gdybym się tym przejmował, to praktycznie nikogo nie mógłbym obrażać zestawieniem z Ewą Milewicz. Łącznie z samą Ewą Milewicz, bo również ją parę osób zna, a nie wykluczam, że może nawet ktoś ją lubi. Choć za to już głowy nie dam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s