Python po raz drugi

Zelektryzowała dziś kraj wieść, że podpis arcybiskupa Stanisława W. na dokumencie, do którego podpisania abp. się przyznał, został prawdopodobnie sfałszowany. Kto sfałszował, najwidoczniej na zlecenie hierarchy (lub tegoż mocodawców), jego własny podpis, nie wiadomo, podobno jednak już w tej chwili do mężnego, ratującego twarz polskiego Kościoła czynu przyznaje się kilku byłych esbeków. Wszystko pachnie tajemnicą nie mniejszą niż badania DNA Leppera (tu również ekspertyzę przeprowadzono potajemnie za granicą; krajowym laboratoriom nie można zaufać, wszak nawet oprzyrządowanie jest w nich reżimowe), co zresztą doskonale współgra z resztą historii Bonda w sutannie.

Szczerze mnie jednak ubodło zdanie wygłoszone przez Sakiewicza w odniesieniu do publikacji „Życia Warszawy”: To jest poziom Monty Pythona. Fakt, że brytyjska trupa tak często wiązana jest (za sprawą przekładu Beksińskiego) z aferą Wielgusa, nie uzasadnia przecież porównywania poziomu jej skeczy do poziomu jakiejkolwiek polskiej gazety (nawet „Polskiej”). Kto nie wierzy, niech zobaczy sam, w jaki sposób Pythoni potrafili opowiadać o Wielkim Przyjacielu Poncjusza Piłata:

4 thoughts on “Python po raz drugi

  1. „…najwidoczniej na zlecenie hierarchy…”
    to informacja czy glut wydłubany nie wiadomo skąd?

  2. Domniemanie.
    Jak się okazało nie do końca uzasadnione, skoro za całą hucpą stał, jak się okazało, pupil Leppera i Rydzyka:

    Weterynarz od Leppera tropi fałszywkę

    Niemniej pamiętajmy, kto według niektórych stoi dziś za Lepperem i Rydzykiem, a kiedyś stał za zwierzchnikami Wielgusa. Jak na swoim blogu przytomnie stwierdza Tomasz Sakiewicz:

    jeszcze ciekawszy jest życiorys tego dziwnego człowieka. Korepondent moskiewski z początku lat dziewięćdzisiątych, obrońca Oleksego i prawnik Leppera, aktwynie zaangażowany w zwalczanie lustracji i ustawy likwidującej WSI. Ostatnio komentator Radia Maryja. Można powiedzieć, że czysta schizofrenia, gdyby nie to że jest pewien wspólny mianownik w jego życiorysie. Środowiska przez które się przewinął, na jakimś etapie swojego istnienia, miały dobry kontakt z władzami rosyjskimi. Rosjan nie interesowało to, żeby Polska była lewicowa, albo prawicowa, chcieliby,żeby była ich. Na pewno poważną przeszkodą w planach rozbudowy rosyjskich wpływów stał się 7 stycznia br., kiedy to Papież dał sygnał, że współpracownicy służb komunistycznych nie mogą pełnić ważnych funkcji w Kościele.

    za: Moskiewski łącznik

  3. Wydaje mi się, że poszedł Pan nieco inną drogą…
    To odrobinkę tak, jak w powiedzeniu (kiedyś popularnym): a u was murzynów biją.
    Mój zarzut nie dotyczył osoby Gontarskiego, ani szlachetności Wielgusa – jeden jest rzeczywiście dosyć dziwną postacią, drugi się pogrążył samym faktem „mieszania”. Szło mi tylko o insynuację (bo inaczej tego nie można nazwać), że jakiś esbek fałszował podpis Wielgusa na jego zlecenie. Pan natomiast, zamiast grzecznie przeprosić za „nadużycie semantyczne” czy „skrót myślowy”, zmienia temat.
    Wnioski zresztą, jakie Pan przepisuje od Sakiewicza, są też dosyć pokrętne.
    Ktoś był korespondentem rzepy w 92 w Rosji, ktoś uważa, że sprawa olina jest dęta, ktoś twierdzi, że lustracja jest idiotyzmem – znaczy, osobnik podejrzany, prawdopodobnie na pasku idący. Kiedy pisał o rurociągu pod Bałtykiem, o żądaniach powiernictwa pruskiego albo o traktacie europejskim i dokładał Millerowi et consortes, to był w porządku – prasa prawicowa i blogi tejże proweniencji mogły się spokojnie nań powoływać. Teraz jest be.
    Kim jest p. Gontarski nie wiem. Może to i prawnik. Mianem weterynarza został określony przez p. Huebner. Doktoryzował się na warszawskim dziennikarstwie, a praca została zaklasyfikowana do dziedziny „nauki o polityce”. Przynajmniej od dwóch lat przedstawia się jako dyrektor Centrum Ekspertyz (albo Analiz – spotkałem się z różnymi wersjami) Prawnych ZPP, co jednak zeń automatycznie prawnika nie czyni. W doniesieniach prasowych przedstawiany był jako specjalista z różnych dziedzin prawa (prasowego, konkurecji, spółek, międzynarodowego, europejskiego i pewnie jeszcze innych), co powinno pozwolić na uznanie go za omnibusa, ale już dosyć dawno przestałem bezkrytycznie podchodzić do słowa pisanego.
    Do meritum te informacje nic nie wnoszą. Może sobie p. Gontarski być doradcą Leppera, może udzielać wywiadów w wiadomym radiu, może być nawet wyjątkowo brzydką postacią, ale to jeszcze trochę mało na stawianie tezy o istnieniu jakichś prorosyjskich spisków czy innej szarej sieci.
    Nie mam pojęcia, co (i czy w ogóle) p. Gontarski przedstawiał do analizy. To nie ma przecież znaczenia – nawet, gdyby się okazało, że podpis był sfałszowany, to nic nie zmienia. Abp. Wielgus pogrążył się kłamstwem i matactwem (a m.zd. pogrążył się jako kapłan podpisując zobowiązanie współpracy; to, co uchodzi „cywilowi” – podpis na odczepnego, za paszport czy inne udogonienia, jemu nie powinno uchodzić) – Sakiewicz i „Gazeta Polska” mogą spać spokojnie, bo w ich relacji szło o sprawę, a nie wartości dowodowe poszczególnych kwitów. Jeśli jednak – poza zobowiązaniem współpracy – inne kwity byłyby falsyfikatami (idzie o te notatki o większej wadze, niż plan prac naukowych w Bawarii), to trzeba by było arcybiskupowi przyznać rację, że podpisywał dla pozoru i nikomu krzywdy nie uczynił – co i tak nie zmienia negatywnej jego oceny (zarówno w okresie poprzedzającym ingres, jak i samego zobowiązania do współpracy).
    ukłony

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s