Dlaczego kobieta nie lata

Ta sama informacja, czego o płci bohaterki powiedzieć się już nie da:

„Rzeczpospolita”, artykuł Pilotka pomyliła lotniska (wytłuszczenia sformułowań wskazujących na płeć – moje):
Kilka minut przed godziną 20 czarterowy boeing 737 tureckich linii lotniczych wylądował na wojskowym lotnisku w Krzesinach zamiast na cywilnym w Ławicy. (?)
Turczynka pilotująca maszynę była zszokowana, gdy okazało się, że wylądowała w jednostce wojskowej mówi Paszkowski [rzecznik MON]. – Przecież podczas podchodzenia do lądowania na lotnisko w Ławicy była w kontakcie z wieżą. Pierwszy raz leciała do Polski. Nie wiedziała, iż w Poznaniu są dwa lotniska: wojskowe Krzesiny i cywilne Ławica. Dzielą je 24 kilometry. Leżą po przeciwnych stronach Poznania. (…)

Inne media elektroniczne również identyfikują kobietę:

wp.pl: Pani pilot pomyliła lotniska:
Samolot czarterowy z Turcji z dwustu turystami na pokładzie zamiast na poznańskim lotnisku na Ławicy, wylądował wczoraj wieczorem na wojskowym lotnisku w Krzesinach. Pani pilot tłumaczyła, że pomyliła lotniska.

onet: Lądowanie w Krzesinach – pani pilot pomyliła lotniska:
Pilot prawdopodobnie pomylił się” stwierdził dyżurny cywilnego lotniska. Tę informację później potwierdzono oficjalnie: pilot a dokładnie pani pilot pomyliła lotniska.

Jednak nie wszystkie media. Wyjątkiem okazuje się portal gazeta.pl. Relacja pod znaczącym tytułem Poznań: Pilot boeinga pomylił lotniska jest znacznie bardziej barwna i drobiazgowa niż poprzednie:

W poznańskiej redakcji „Gazety” rozdzwoniły się telefony. Proszę pana, od 40 minut czekam na lotnisku Ławica na rodzinę, która ma przylecieć z wakacji w Turcji. Przed chwilą odebrałem telefon i wie pan co? Samolot wylądował, ale na wojskowym lotnisku w Krzesinach! denerwował się pan Grzegorz); autor, Michał Kopiński, płeć osoby odpowiedzialnej za zdarzenie postanowił jednak zachować dla siebie:
Obaj panowie czekali na poznańskim, cywilnym lotnisku Ławica na lot SHY335 z Antalyi. Nie mogli się doczekać, pilot boeinga 737 – Turek – pomylił lotniska i zamiast na Ławicy wylądował na nieoświetlonym pasie położonego kilkanaście kilometrów dalej lotniska wojskowego w Krzesinach. (?)
– Jeden pasażer dostał się w końcu do kapitana – relacjonował Mirosław Walczyński, kolejny z turystów. – Dowiedział się jednak niewiele, potwierdza się wersja mówiąca o pomyłce.

Jakby nie patrzeć, z informacji na portalu Agory wynika, że sprawczyni zdarzenia była mężczyzną. Jakkolwiek bowiem słowa pilot i kapitan, jako nazwy zawodów od biedy mogą być stosowane również do kobiet (zdanie Ona jest pilotem choć może razić niejedną feministkę, nie gwałci reguł języka polskiego – rodzaj męski bywa tu używany generycznie, na określenie kazdego przedstawiciela danego zawodu bez oznaczania jego płci), to już zdanie Ona jest Turkiem poza specjalnymi kontekstami w języku nie występuje. Jeśli chodzi o narodowość, przyjęło się bowiem w polszczyźnie wskazywać płeć osoby, o której mówimy. Biorąc pod uwagę, że w całym artykule ani razu nie występuje nawet sugestia, jakoby pilot był kobietą, Turka owego należy traktować jako wskazanie płci. Gazeta więc w istocie wprowadza w błąd swoich czytelników, jeśli chodzi o płeć pilota (pilotki).

Przypadek, o którym piszę, nie jest odosobniony. Kobiety często w relacjach dziennikarzy (a czasem nawet i dziennikarek) stają się mężczyznami, zwłaszcza jeśli chodzi o zawody cieszące się jakim takim prestiżem (sprzątaczka we wszelkich relacjach pozostaje sprzątaczką, pielęgniarka też nie zmienia się w pielęgniarzadyrektorki i prezeski już to nie dotyczy) lub kojarzone ze stereotypowo rozumianą męskością. Oczywiście, dziennikarz Wyborczej być może chciał dobrze. Mogło być tak, że wiadomość uruchomiła mu obecny gdzieś z tyłu głowy stereotyp kobiety jako istoty gorzej prowadzącej pojazdy mechaniczne czy gorzej orientującej się na mapie – i postanowił, biedaczek, zawalczyć z tym stereotypem (lub przynajmniej dalej go nie promować) pisząc, że samolot pilotował facet. Końcem końców wyszło jednak niepotrzebne kłamstwo. Niepotrzebne, gdyż żaden z pozostałych przytoczonych artykułów nie sugeruje, by płeć pilotki miała związek ze zdarzeniem. Za to wydźwięk artykułu ze strony gazeta.pl wydaje się jednoznaczny: pilot może być tylko mężczyzną. Kobiety nie latają.


21 thoughts on “Dlaczego kobieta nie lata

  1. Czy aby na pewno taka interpreatacja jest słuszna?
    Język polski jest niedoskonały; ciężko jest wyrazić się bez deklaracji płci o np. pilocie samolotu.
    Przykladowo w j. angielskim nie ma tego problemu.

    Będac trochę adwokatem diabła 😉 akurat tutaj podoba mi się podejście ‚gazety’.
    Pilot to pilot a co mają kwalifikacje pilota do jego płci?
    Zresztą wystarczy popatrzeć na serwisy informacyjne w sieci, które podały, że to PANI pilot i na niewybredne komentarze pod tymi artykułami (np onet)

    Tak na marginesie, wyobraźmy sobie, że to wąsaty Turek wylądował w Krzesinach.
    Czy taki artykuł na onecie czy wp.pl zaczynałby się od „PAN pilot pomylił..”

  2. To nie tak do końca. Wyrażenia „pani pilot” i „pilotka” oznaczają w języku polskim po prostu pilota rodzaju żeńskiego. „Pan pilot” to już jednak więcej niż pilot rodzaju męskiego – wyraz „pilot” sam w sobie jest bowiem rodz. męskiego i nie ma potrzeby wzmacniać go przez słowo „pan”.

    Kwalifikacje nie mają związku z płcią, ale nachalne przemilczanie płci lub sugerowanie, że pilot był mężczyzną (jak to ma miejsce w niezwykle sensacyjnej relacji w Wyborczej), przynosi efekt odwrotny do zamierzonego, jeśli tylko czytelnik nie poprzestanie na jednej jedynej relacji na gazeta.pl. Idioci, którzy wypisywali obraźliwe komentarze na onecie też nie zaczęliby nagle szanować kobiet – po prostu zajęliby się, jak ci z forum gazety, produkowaniem obraźliwych komentarzy pod adresem „wąsatych Turków”.

    Co do angielszczyzny, zgadzam się, że lepiej sobie z rodzajem niż polszczyzna radzi, i ona wszak z bólem do tego dochodziła. Wyplenienie popularnej swego czasu końcówki „-ess”, czy zastąpienie generycznego męskiego „he” neutralnymi „they” i „he or she” w przypadku, gdy nie chcemy płci okreslać, były to procesy niezwykle długie i pracochłonne. Ciężko też powiedzieć, by tak „oczyszczona” angielszczyzna była szczególnie urodziwa – a poza tym powiedzenie wielu rzeczy jest dziś w niej już niemożliwe.

  3. Masz Pan racje, Panie Tomasz! Angielszczyzna rzeczywiscie lepiej sobie radzi z rodzajem; ot chocby policeman, fireman czy teacher….. Podaj uzywane odpowiedniki zenskie.

  4. Ej, nie chodzi przecież o sensowność używania nazw takich jak np. „socjlożka”, „biolożka” itp. – jeśli są adekwatne to można ich używać (a niektórzy i niektóre powiedzieliby i powiedziałyby) nawet, że _trzeba_ ich używać – sam ich staram się używać, to w końcu niewielki wysiłek na początku pamiętać o takim _adekwatnym_ użyciu, a potem już działa to automatycznie.

    Chodzi o to, że w większości pozytywnych (albo nie negatywnych) kontekstów w „Wysokich Obcasach” i w sporej liczbie takich kontekstów w GW podawana są właśnie żeńskie formy takich terminów. Tutaj zaś pilotka spieprzyła sprawę (czyli pokazała swoją niekompetencję – choć być może tyko w tym jednostkowym przypadku) – i wygląda na to, że autor inkryminowanego tekstu chciał płeć winowajczyni ukryć.

    Tak się bawić (Kali ukraść – dobrze, Kalemu ukraść – źle) nie lubię i tak samo nie lubię tych osób, które się w taką grę bawią.

  5. Ciekawosc budzi o co w tych rozwazaniach chodzi. O nieprecycyjnosc myslenia? O nieprecyzyjnosc jezyka? O balamutnosc mimowolna „pisatieli”, czy zamierzona balamutnosc, zeby wzbudzic sensacje i przyciagnac czytelnika?

    Pewnie jeszcze kilka innych pytan mozna postawic. Jesli pamietam T.L. jest uwiklany w komunikacje spoleczna … No to pytanie osobiste mam….

    O co Autorowi chodzi. O pokazanie jak dzialaja pismacy. O pokazanie jak dobierajac slowa manipuluja przekazem. Czy o pokazanie jak manipulacje slowami i kontekstem oddzialywuja na pelnego fobii i uprzedzen czytelnika?

    Bo dla mnie to czy byl to samolot tej czy innej linii, czy pilot byl takiej czy innej plci, wieku i.t.d., ma absolutnie zerowe znaczenie na przeciw faktu, ktory to cale „wydarzenie” ujawnilo ….

    Mianowcie lotnisko Lawica nie ma automatycznego naprowadzania samolotow … Albo jesli ma, to nie byl wlaczony, albo jesli byl wlaczony to nie zadzialal … I to jest dopiero fakt, ktory budzi najwiekszy niepokoj…. Bo wplywa na bezpieczenstwo o wiele baardziej niz narodowosc pilota czy jego plec.

    Swoja droga zajecie sie plcia pilota, zamiast bezpieczenstwem laatania, dopiero zle swiadczy o dziennikarzach i ich umyslowej kondycji.

    Pozdrawiam tych co na Lawice lataaja …

  6. Tomku, widać że z lotnictwem za wiele wspólnego nie masz :-). Pilotka, to taka czapka, hauba, jeśli darujesz germanizm. _Nigdy_ nie słyszałem żeby ktoś na lotnisku mówił o latającej kobiecie że „jest pilotką”. „Ona jest pilotem”, „ona pilotuje”, „ona ma licencję pilota”, etc.

    A co do meritum, jak zwykle zadziwiające jest, jak wielu ludzi nie mających _bladego pojęcia_ o lotnictwie i lataniu rzuca się z „mądrymi komentarzami”. „…nie ma automatycznego naprowadzania samolotów…nie był włączony…nie zadziałał…”, kto nie był włączony? Chyba pilot do tv?

    Zobaczylibyście, jak to jest, kilka tysięcy metrów nad nieznanym terenem, ewentualne problemy z x (tutaj jest bardzo dużo możliwości), wszystko dzieje się szybko a odpowiedzialność za setki ludzi na pokładzie musi być straszna (piszę „musi być” bo sam jestem pilotem sportowym, Boeingami nie latam 🙂 ).

    Zrobiła dobrze bo _bezpiecznie wylądowała_. Co do ewentualnego błędu wypowie się Komisja Badania Wypadków Lotniczych. I koniec.

  7. niestety taka jest prawda, my kobiety nie potrafimy jezdzic samochodami, a co tu mowic o lataniu (pewna slawna Szwedka cale 2 godziny latala samolotem; i to byl jeden jedyny raz, pozniej juz jej nie chcieli dac maszyny)

  8. do Michala…

    Faktycznie nie znam terminologii, ale ciut czytalem o bezpieczenistwie laatania i o ile mi wiadomo to wszystkie samoloty pasazerskie maja w swoich komputerach pokladowych namiaary na wiekszosc lotnisk pasazerskich. A ponadto w staandardowym wypozazeniu lotniska powinny byc urzadzenia do naaprowadzania samolotu naa pas. Jka sie takie cos nazywa faktycznie nie wiem. Niemniej wiem, ze istnieje i powinno byc na wyposaazeniu.

    Jesli sam latasz sportowo, to tym dziwniejsze jest dla mnie, ze zajmujesz sie „halbami/pilotkami” zamiast podac nazwe takiego urzadzenia do naprowadzania samolotu na lotnisko. No znasz jak sie takie cos nazywa? Czy nie znasz? I chyba wiesz jako znajacy sie lepiej niz ja (to nie sa kpiny, bo ja laatam tylko jako pasazer) , ze takie urzadzenia dzialaja caly czas, i chybaa wiesz tez, ze samolot jest „prowadzony” przez w odpowieddnim korytarzu – a jak z niego wyjdzie to kontrolerzy lotu ….

    A zreszta szkoda gadac. Dobrze ze sie tak skonczylo. Kilkanascie lat temu taakie cos mogloby skonczyc sie traagiczznie. Bo np. mogloby zostac uznane za ataak NATO (Turcja tam od dawwna nalezy) na lotnisko woskowe Ukladu Warszawskiego …

  9. Zreczny dziennikarz potrafilby zamiescic informacje o plci pilota bez kaleczenia jezyka polskiego. Oczywiscie nie jako informacje pierwszego rzedu – zgadzam sie z przedmowcami, ze plec czy narodowosc pilota sa malo istotne w tym przypadku, chociaz media zazwyczaj podaja takie szczegoly i ich prawo. Jednakze demonstrowanie plci za pomoca karkolomnych neologizmow uwazam za o wiele bardziej seksistowskie, niz udzielenie tej informacji za pomoca poprawnej polszczyzny. Ja ososbiscie na przyklad diabelnie nie zycze sobie byc „historyczka”. Takie sztuczne rozroznianie na plcie w zawodach jest po prostu zbedne i w moim odczuciu sugeruje nierownosc kwalifikacji i predyspozycji.

  10. Zenobia:
    „my kobiety nie potrafimy…”. To już, jak uważasz. I jak wola. Ale ja znam kilka kobiet, które są bardzo dobrymi pilotami, kierowcami, itd. I dlatego sądzę, że kobiety mogą robić takie rzeczy równie dobrze jak i najlepsi mężczyźni, ale istnieje coś w rodzaju „społecznego przyzwolenia”, coś co się zowie „baba za kółkiem” i wielu kobietom po prostu z lenistwa nie chce się nauczyć porządnie.

    Prostaczek:

    Daruj, jeśli Cię uraziłem. Nie było to moją intencją. Ale posłuchaj:
    Latanie na przyrządy (IFR) to cała dziedzina wiedzy. Nie ma jednego prostego urządzenia, które załatwiałoby wszystkie problemy „ślepego latania”. Do nawigacji na większym obszarze (np. z Warszawy do Krakowa) wykorzystuje się np. urządzenia NDB lub nowsze VOR/DME (radiolatarnia NDB znajduje się np. na podejściu do Balic, VOR/DME choćby w Jędrzejowie). Do precyzyjnego podejścia do pasa np. ILS, MLS. Popularny GPS w lotnictwie toruje sobie drogę z oporami (długi czas certyfikacji, nie zawsze jest niezawodny, nie do wszystkich zadań się nadaje)…
    To nie jest takie proste: „naciskam guzik w komputerze i samolot ląduje na Ławicy”. Skomplikowany, złożony system. Wystarczy że jeden element zawiedzie (np. odbiornik ILS na pokładzie samolotu) i już jest problem. To po pierwsze.

    Po drugie, jeśli pogoda na to pozwala, często lata się VFR’em (czyli z widocznością), bo jednak przyrządy nie załatwią wszystkiego. W większości przypadków lepszym narzędziem są oczy pilota niż elektronika. Przyrządy mogą zawieść, może ogłupić je burza, przyrządy nie wylądują za pilota na pasie schowanym we mgle! One mogą tylko (w dość ograniczony sposób) podpowiadać gdzie ten pas jest.

    Po trzecie, samolot nie jest „prowadzony”, jak mówisz (zgaduję że masz na myśli wektorowanie na radarze), a raczej bywa. Ale wcale nie musi być. „Korytarze”, też nie służą do lądowania, prędzej „ścieżki zejścia”, ale ten Boeing raczej nie miał problemu na ścieżce zejścia (no bo nie rozbił się na Ławicy kilometr od pasa), tylko wylądował nie na tym lotnisku (czyli lądował +- poprawnie), etc, etc.

    Wiesz, „ludzie lotnictwa” nie lubią większości reakcji mediów i publiki. Latanie to najbezpieczniejszy (ciągle!) środek transportu. Mimo że jak żaden inny zależy od pogody. Wszystkie sprawy związane z poważnym lotnictwem są naprawdę _bardzo skomplikowane_. _Nigdzie_ nie ma tak rozbudowanych procedur bezpieczeństwa jak w lotnictwie. _Nigdzie_ tyle czynności i kosztów (ośmielę się stwierdzić że większość czasu i pieniędzy) nie poświęca się na bezpieczeństwo.

    A jak się coś zdarzy, ten jeden wypadek na milion, to podnoszą się tysiące głosów w rodzaju „nie mieli komputera”, „urządzenie było nie włączone” albo „pilot był pijany”. Takie proste, jak od cepa wnioski. „Dobre rady Kargula i Pawlaka dla rozwoju transportu lotniczego”. Nie dziw się, że nas to wkurza…

  11. do Michal:

    Dzieki za wyczerpujaca (pewnie nie do konca) informacje…

    Nie sadze, zebysmy tu mieli roztrzygnac, skad i jak doszlo do ladowania ww Krzesinach zamiast na Lawicy …

    Znacznie ciekawszy wydaje mi sie temat komunikacyjny, czyli „przypiecie” sie i pisanie przez dziennikarzy o plci i narodowosci, zamiast skupienia sie na tym, ze paasazerski samolot nie trafil taam gdzie mial, tylko gdzie indziej. A z tym trafieniem gdzie indziej to plec i narodowosc nie maja wiele wspolnego … (jak mi sie zdaje)

    Jeszcze jedno spostrzezenie. Najwyzszy nieokoj powinno budzic nawet nie ta nieporadnosc jezykowa piszacych (bo mimo wszytsko mozna zrozumiec) ale nieporadnosc umyslowa w wylowieniu istoty zdarzenia. A w konsekwencji na sprowadzeniu wszystkiego do poziomu Faktu, czy innego rownie powaznego pismidla. Co mozna zauwazyc nawet w tym malym wyborze dokonanym przez Tomka z prasy …

    pzdr. P

  12. [j_u:]

    Napisz o tym list do „Wysokich Obcasów” – mówię jak najbardziej poważnie i bez cienia złośliwości.

    Może niektóre propozycje językoznawców brzmią śmiesznie („chirurżka”), ale akurat to jest łatwiejsza strona tematu: z gramatyką jest znacznie trudniej – bo przecież podział na rodzaje męskoosobowy i niemęskoosobowy stawia grupę kobiet obok psów, stołów i innych takich „stoły stały, psy wyły, kobiety pilotowały”. Już jeden penis homosapiens w takiej grupie w magiczny sposób nobilituje ją i wyróżnia przez inną „końcówkę”.

    Może nie trzeba nic z tym robić i w życiu są znacznie ciekawsze sprawy do się-nimi-zajmowania, ale tym bardziej napisz do „Wysokich Obcasów”, to co wsześniej zadeklarowałaś – bo zazwyczaj spotykam się z sądami, że dokładnie przeciwna sytuacja (czyli nieuwzględnienie płci) jest odbierana za seksistowską.

    pzdr.

  13. Wszystkim, którzy piszą o „niewyławianiu istoty sprawy” chciałbym przypomnieć, że Autor nie jest ani specem od awiacji, ani transportu lotniczego, ani od lotniczych procedur startu-lądowania. Jest językoznawcą…

    To chyba nic dziwnego, że zauważył różnicę, która leży w obszarze jego zawodowych zainteresowań (i psychologicznych, i językowych).

  14. do tuje:

    jezykoznawca i psycholog. Swietnie!

    mamy wiec problem fascynacji jezykowej i efektow tejze komunikacji w sferze psychologicznej w jednym …

    I mamy samolot co wyladowal nie tam gdzie pwinien, w dodatku pilotowany przez kobiete i zeby dopelnic do konca Turczynke …

    W rezultacie fascynacji jezykowych problemem przestaje byc niepokojacy fakt ladowania nie tam gdzie naalezaloby, a staja sie rozwaania nad nieporadnoscia jezykowa dziennikarzy.

    Sadzic by mozna, ze niezaleznie od zawodowych fascynacji slowem, kazdy myslacy czlowiek „oleje” fakt gramatycznej nieporadnosci tego czy innego pismaka, a skupi sie na tym wyladowaniu w innym miejscu …

    A, tak poza tym to byc moze masz racje, ze nie ma sie co czepiac przedlozenia wyzej mniej istotnego elementu calej historii nad inne, ktore komus wydaja sie wazniejsze. Lataam dosc czesto i jakos jest mi obojetne jakiej plci jest pilot, a jeszcze bardziej jakiej narodowosci, byle umial robic co robi …

    W tej chwili wciaz jeszccze poznajemy nazwisko pilota, ale za chwile bedzie i z tym jak z miejskim autobusem, czy tramwajem, gdzie nie znamy nazwiska osoby, ktorej powierzamy swoje zycie …

    pozdrawiam

  15. co do tramwajow, to trzeba uwazac na to co sie mowi (i komu wysyla sie smieszne fotki), bo mozna trafic na kapusia

  16. [prostaczek:]

    „W rezultacie fascynacji jezykowych problemem przestaje byc niepokojacy fakt ladowania nie tam gdzie naalezaloby, a staja sie rozwaania nad nieporadnoscia jezykowa dziennikarzy.”

    Mylisz się. Chyba czytałeś alternatywną notkę. Problem nie przestaje być niepokojący. Notka było o warstwie językowej doniesień dziennikarskich. Nie o sprawie jako takiej.

    „Sadzic by mozna, ze niezaleznie od zawodowych fascynacji slowem, kazdy myslacy czlowiek „oleje” fakt gramatycznej nieporadnosci tego czy innego pismaka, a skupi sie na tym wyladowaniu w innym miejscu … ”

    Spróbuję to wyjaśnić: otóż mam na półce poprzednie numery miesięcznika Warszawskiej Okręgowej Izby Lekarskiej. Są w nich felietony np. o tematyce prawniczej. Otóż w felietonach tych nie ma opisów aktualnych problemów prawnych, które dręczą „światłego obywatela”. Nie znajdziesz tam ani dywagacji na temat Trybunału Konstytucyjnego, ani rozważań o ordynacji wyborczej ani, ani. Są tam za to opisy aktów prawnych i problemów ważnych dla LEKARZY – bo to w końcu pismo dla lekarzy. Czy to oznacza, że lekarze olewają te Inne Ważne Problemy? Za nic mają ‚zamach koalicji na ordynację’? Nic podobnego i nie ie trzeba wielkiego wysiłku, żeby to pojąć.

    Zresztą – jesteś „myślący”, to się skupiaj nad sprawą do woli. Jak wolisz.

    EOT, bo w tej sprawie już powiedziałem wszystko co chciałem.

  17. A czy zwróciłeś uwagę na nową kampanię bilboardową PIS. Tam też jest znakomity przykład tego zjawiska. Młodą dynamiczną kobietę nazwano „OBYWATEL IV RP”. Dla mnie to trochę strzał do własnej bramki, ale rozmawiałem o tym z różnymi osobami i niektóre długo nie dostrzegały niczego szczególnego w treści plakatu.Jak zwracałem ich uwagę nie były przekonane, a jednen kolega przekonywał mnie że słowo „OBYWATELKA” kojarzy się z PRL-em.

  18. >Może nie trzeba nic z tym robić i w życiu są znacznie >ciekawsze sprawy do się-nimi-zajmowania, ale tym >bardziej napisz do „Wysokich Obcasów”, to co wsześniej >zadeklarowałaś – bo zazwyczaj spotykam się z sądami, że >dokładnie przeciwna sytuacja (czyli nieuwzględnienie >płci) jest odbierana za seksistowską.

    Tuje: ot co, sa ciekawsze w zyciu rzeczy niz pisanie do „Wysokich Obcasow” ;-P
    W moim odczuciu jest to sztuczna ingerencja w jezyk, bedaca objawem pewnego rodzaju frustracji. Nie wnikam, w jakim stopniu frustracja owa jest uprawniona w swoim istnieniu, bo nie o to mi sie rozchodzi. Ja jako kobieta nie potrzebuje sztucznych nowotworow slownych, zeby podkreslic swoja wartosc. I jezeli ktos mi sugeruje, ze taka potrzebe powinnam odczuwac, dopiero wtedy moge sie czuc urazona – jakby nie bylo nic innego, czym te wartosc moge udokumentowac!

  19. Filkower, dzięki za przykład.
    Właśnie piszę na ten temat artykuł naukowy i „obywatel” posłuży mi bez wspaniała egzemplifikacja…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s