Co by jeszcze sp…ć?

Spadło nam chwilowo bezrobocie (lato, emigracja), zatem ulepszacze świata z LPR-u i okolic odkurzają stare pomysły: dzisiejszy Dziennik donosi, że oprócz zamknięcia w niedziele wszystkich większych sklepów (małe sklepiki osiedlowe już teraz są w dni świąteczne pozamykane) posłowie planują zakazać pracy w niedzielę m.in. weterynarzom, handlowcom, kioskarzom, nauczycielom akademickim, elektrykom, hydraulikom, księgarzom oraz studentom pracującym tylko w weekendy. Eksperci szacują, że wskutek reformy w samym handlu pracę straci co piąta zatrudniona osoba, co daje 60 tysięcy świeżo upieczonych bezrobotnych. Doliczywszy pozostałe dziedziny, wyjdzie zapewne drugie tyle. Cel wszak, jakim jest – o tym posłowie mówią otwarcie – „poprawa niedzielnej frekwencji w kościołach”, najwidoczniej uświęca środki.

Posłowie nie są głupi: reforma wejść w życie ma dopiero po wyborach samorządowych. W końcu dotknie – pośrednio lub bezpośrednio – niemal każdą polska rodzinę. Ci mniej dotknięci nie będą mogli w dzień święty opatrzyć zranionego czworonoga lub zrobić zakupów, ci bardziej dotknięci – stracą pracę i dochody. Zważywszy, że ucierpią przede wszystkim ludzie o niskich dochodach (bogaci w niedziele przewalają się w daczach, a nie ślęczą przy kasach w hipermarketach), czyli naturalny elektorat aktualnej koalicji rządzącej, wstrzemięźliwość owa nie dziwi.

Pytanie, co dalej. W końcu zostało jeszcze trochę zawodów, których przedstawiciele zmuszani są przez bezwzględny system do pracy w dni świąteczne, które to dni spędzać mogliby z dziećmi i rodzinami względnie – jeśli dzieci i rodzin nie posiadają – w kościółkach, modląc się o takowe. Wszystkie ptaszki ćwierkają, że jeśli naród przełknie pierwszy etap reformy, władza planuje część drugą, w ramach której w podobny sposób uszczęśliwieni zostaną:
1. kierowcy autobusów, tramwajów, pociągów, warszawskiego metra, pracownicy dworcowych kas – z jakiej w ogóle racji mają poświęcać swe życie rodzinne dla bandy burżujów, którym zachciewa się podróżować właśnie w niedzielę, jakby sześć pozostałych dni w tygodniu im nie wystarczało;
2. pracownicy elektrowni – niezwykle stresująca praca, nie do pomyślenia w dzień, w którym Pan Nasz zmartwychwstał; poza tym msze można odprawiać przy świecach, co zaś do reszty, wszyscy wiedzą, że wieczory bez prądu sprzyjają rozrodczości;
3. prezenterzy telewizyjni i radiowi oraz wszelcy dziennikarze – ci pierwsi i tak nie mieliby nic do roboty, w końcu mało kto bez prądu telewizor uruchomi, w radiu zaś można w dzień święty na okrągło msze retransmitować (w TV zresztą też); ci drudzy powinni się cieszyć, że i o nich władza pomyślała.

Niestety, żaden z projektów nie przewiduje odejścia od dyskryminacji najbardziej harujących w niedziele i święta – księży. Mimo że i ci prawdopodobnie woleliby te dni spędzać z dziećmi i rodzinami.

Życie jednak nie jest sprawiedliwe.

100 thoughts on “Co by jeszcze sp…ć?

  1. Witam Pana Tomasza,
    Muszę przyzanć, ze dokonałeś świetnej analizy galopującego bezrobocia w naszym, coraz bardziej żałosnym kraju.

    To raczej do nas, konsumentów należy decyzja , w jaki sposób spędzamy czas wolny od pracy, więc wszelkiego rodzaju zakazy, nakazy, czy tez ograniczenia chyba nie mają zbyt wielkiego znaczenia.

    Zawrotne tempo zycia, pogoń za pieniędzmi oraz narastajacy głód ciagłej konsumpcji bez własciwej weryfikacji potrzeb, powoduje, że nie mamy czasu na zakupy w ciągu tygodnia, lub pomysłu na ciekawsze zajecia podaczas wekendu…

    Jakie to smutne…

    Pozdrowionka Hanuś

  2. Szkoda, że nikt nie zapytał „ciemiężonych pracowników hipermarketów” o zdanie. Jestem pewien, że większość z nich woli pracować w niedzielę, bo zawsze wpadnie parę złotych.
    Bardzo zastawia mnie czy zakazane zostanie świadczenie usług religijnych w niedzielę. Wszak projekt ustawy mówi jasno o wszystkich usługach, które nie ratują życia. A może z życiem zostało zrównane życie duchowe? Niezbadane są wyroki polskiego parlamentu…


    Polityka, liberalizm, wydarzenia

  3. Ozą szuka póki co udziałowca do nacierania trupa, ale wszyscy trzymamy kciuki za rychły koniec kariery pana Górnego…

  4. Ktoś musi tę kasę, co nie będzie wydana w hipermarkecie, w niedzielę pozbierać, prawda? A kto się do tego nadaje najlepiej? Nasi kochani księży-cowi.
    Zamiast w kasie, płać na tacę!

  5. „Ozon pada”. „Rychły koniec kariery pana Górnego”.

    Głupszych komentarzy dawno nie czytałem. Jakieś tam pisemko pada. Fakt, paru udziałowców utopiło tam trochę forsy (niejaki Palikot?). Czym tu się podniecać? Schadenfreude? Cóż, zdarza się ona jak widać po powyższych komentarzach nawet wśród tzw. wykształconej i oświeconej elity. BTW: jaki był zasięg rażenia „niesłusznego” Ozonu? Choć taki jak szkodliwych szczekaczek w rodzaju Naszego Dzienika albo Tygodnika Niedziela? A kariera pana Górnego niestety (czego akurat tego bardzo żałuję) raczej nie padnie w gruzach – (sądząc po jej dotychczasowym przebiegu) ten arcyszkodnik przejdzie na z góry upatrzone pozycje, pełniąc dalszą „zaszczytną służbę na froncie walki ideologicznej”, ze szczególnym uwzględnieniem tępienia gejów i lesbijek. Jak mógłby powiedzieć pan Zagłoba: na pohybel jemu i pchłom jego.

    Jeśli już pozostajemy w obszarze mediów ultrakatolicko-fundamentalistycznych, to polecam lubiącym ostrą jazdę audycję niejakiego Tekieli Roberta w Radiu (chyba) Józef – coś z NewAgem w tytule. Wczoraj paluch mi się omsknął i miast Programu 3 wylądowałem w tym czymś. Było nieźle. Wczoraj było o nowicjacie. Na początku myślałem, że to o jezuitach, albo innych dominikanach – standardowe pranie mózgów, oddzielenie od rodziny, prace fizyczne w rodzaju mycia kibli, obowiązkowe lektury, ban na używki i seks, wkuwanie wypocin ojców duchowych – no standard w takich nowicjatach. Nie byłem pewien, czy to ma być agitacja, czy co… Po jakimś czasie sie dopiero okazało, że to nie jest o zakonach, tylko o innych sektach: o Hare Kriszna. No nie domyśliłbym się o własnych siłach. Podobieństwa uderzające. Że się tym hipokrytom z radyja józef prąd w mikrofonach z oburzenia nie zbuntował, widać mają swoje wtyki nawet i w elektrowanich 😦

    Howgh.

  6. Abstrahując od ogólnej głupoty planowanych przepisów i wypowiedzi pana Wszech-Wierzejskiego, uderza mnie umieszczenie weterynarzy na liście zawodów „zakazanych” w niedzielę.
    Mam 14-letniego kundla i już nie raz „na sygnale” pędziłem w weekend do weterynarza.
    Za naszymi kochanymi rządzącymi ciągnie się smród polskiej wsi, traktującej zwierzę jak rzecz.
    Jeśli jednak zwierzę jest rzeczą, moją własnością, za którą zapłaciłem i opłacam podatek, to przepis zabraniający pracy weterynarzy w niedzielę jest sprzeczny z konstytucyjną gwarancją nienaruszalności własności prywatnej.
    Nawiązując do niewątpliwie katolickich przesłanek projektów, próbowałem dojść do jakiegoś argumentu, mówiącego, dlaczego właśnie weterynarze, a nie opryskliwa baba w warzywniaku pod blokiem, nie mogą pracować w niedzielę. Z wielkim żalem stwierdzam, że Biblia traktuje zwierzęta bardzo przedmiotowo. Ale jest jeden pozytyw: Bóg stworzył zwierzęta i powiedział, że są dobre, a następnie powierzył Człowiekowi władzę i troskę nad całym światem, w tym również zwierzętami. Czyżby ten niuans przeciekł przez palce naszych prawicowych polityków gdy czerpali z nauki chrześcijańskiej?

  7. No tak, celnie jak zwykle. Czytanie Twojego bloga jest jak jedzenie lodów na mrozie. Pyszne, ale boli.

  8. Heh, przemyślenia, Tomaszu niezwykle wprost zbieżne z mymi, zwłaszcza w okolicach konkluzji 😀

    Tuje: Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, że wspomniany przez Cię Tekieli Robert to jest (lub był, aż tak bardzo nie wgłębiam się w smutną i wzruszającą historię tej szmatki) wicenaczelny Łozona. Ament.

  9. pomimo wszystko rozbawił mnie ten sarkazm. any way. dobrze. na zachodzie też sklepy wielkopowierzchniowe są nieczynne i wszyscy szaleją w soboty. tyulko jest jedna różnica. płaca minimalna i poziom rozwoju gospodarczego daje tam ludziom i firmom żyć. kompletnie nie rozumiem jak można do tego stopnia ignorować względy ekonomiczne.
    co do wykładowców, a co ze studiami zaocznymi??? przecież to odstrzał.
    weterynarze? to może lekarze też? i pielęgniarki i wogóle jak zauważyłeś wszystkie branże, w których nadzór 24/7 jest niezbedny do funkcjonowania wszystkiego.
    pracownicy dużych sklepów stracą nie tylko dochód, ale jak zauważyłeś wielu z nich pracę, ponieważ zmusi to pracodawców do innego rozkładu zmian. wystarczy mniej osób. też jak zauważyłeś, co z ludźmi, którzy w weekendy dorabiają w hipermarketach? hostessy, prezenterzy, animatorzy itp. a galerie handlowe?? to jakiś obłęd.
    ja nie wiem dla kogo to ma być dobre, bo mam wolne niedziele od zawsze i nie chodzę do kościoła.
    zaczynamy w błyskawicznym tempie oddzielać się nie tylko od europy, ale i od cywilizacji. tylko czekać na inkwizycję.

  10. [Logicu:] nie czytam wszystkich pisemek z kruchty ani z krypty, a co dopiero oczekiwać, że będę znał skład ich kolegiów redakcyjnych. Na pana arcyszkodnika Górnego trafłem dużo wcześniej, zanim stał się rednaczem Ozonu. Jeśli chodzi o szmatkowość pisma Ozon, to niestety znam bardziej szmatkowe i ze strony prawej i ze strony lewej. Na szczęście nie muszę ich czytać. Co nie zmienia faktu, że póki ich publikacje nie łamią prawa, to lepiej żeby brednie, w które (chyba) wierzą ich autorzy wychodziły na światło dzienne w tych zonach, a nie np. w mediach wielkonakładowych, albo niedajmatkonaturo w podręcznikach szkolnych. Na bzdury prawicowo-lewicowe miejsca tam być nie powinno: jest znacznie więcej ciekawych i prawdziwych rzeczy do poznania, przeczytania, przemyślenia. Co nie zmienia faktu, że (moim zdaniem) wróg rozpoznany i wyizolowany jest daleko mniej groźny, niż „czający się podstępnie i sączący jad”. Wolter nazwałby to wolnością słowa, druku i wypowiedzi, za co chyba nawet gotów był w zapale polemicznym nadstawić swoją głowę. Czy jakoś tak.

  11. Appendix:

    Jak myślisz, w jakim medium może znaleźć się teraz niestety miejsce dla komisarzy z Ozonu? Ja stawiam na któryś z kanałów TVP, i choć żadnego nie oglądam, to o ile w Ozonie komisarze mogli mieć targecik jak mały parazyt, to w tewupe będą mieli widownię znacznie większą. Oby nie, czego sobie i wszystkim życzę.

    Howgh.

  12. Widzisz Tuje, opisujesz to tak, jakby „Ozon” był dla Górnego, Tekielego i im podobnych (dwóch pierwszych znam również osobiście i całkowicie podzielam Twą do nich antypatię) czymś w rodzaju getta, z którego nie mogą wyjść. Ale nie jest. Ci faceci tak czy inaczej mają otwarty dostęp do mediów o dużym zasięgu, m.in. ze względu na zaufanie sz. pana Bronka z TVP, jakim się cieszą. Upadek ozonu nic w ich sytuacji nie zmienia, a być może nawet w innym przypadku udałoby im się przekształcić ów „Ozon”: w medium o dużym oddziaływaniu.

    Co prawda przy organizacyjnych zdolnościach i sile charakteru Górnego jest to wątpliwe, ale kto wie…

    pzdr.

  13. Tomek,
    obnizasz loty: „które to dni spędzać mogliby z dziećmi i rodzinami względnie – jeśli dzieci i rodzin nie posiadają – w kościółkach, modląc się o takowe.”
    co to jest w ogole za pisanie?
    do kosciola nie chadzam, ale nie nasmiewam sie z ludzi tam chodzacych…

  14. „co zaś do reszty, wszyscy wiedzą, że wieczory bez prądu sprzyjają rozrodczości”

    Tomku, ale przy niedzieli nie wypada seksu uprawiac 😉

  15. @camell_ek: a mi akurat odpowiada ta notka; bo do kosciola chodza modlic sie nie tylko wierzacy, ale tez tacy co to na pokaz wszystko robia; hipokryzja pelna geba

  16. Oczywiście małe księgarnie i sklepiki przyparafialne będą pracowały w niedziele i święta – w końcu sprzedaż „Dzienniczka” s. Faustyny i „Gościa Niedzielnego” to coś innego niż sprzedaż „Lalki” Prusa i „Polityki”.

    Wydaje mi się, że jest tylko jeden sposób, by ten kretyński pomysł obrócił się przeciwko autorom: otóż, dziennikarze powinni się zbuntować i nie zapraszać tego buractwa z Wiejskiej w niedzielę do telewizji. W końcu dziennikarze, kamerzyści i dźwiękowcy też mają prawo iść z rodziną do kościoła 😉 Żadnych „Siódmych dni tygodnia”, żadnych konferencji prasowych, po prostu niedziela bez polityków!

  17. Upał padł na mózg większości ludzi więc ci, Tomek wybaczam. Poziom wypowiedzi straszny i niestety czuć wyraźnie dyskryminację/pogardę dla katolików. Przykre, ale prawdziwe.

    Inna rzecz że podobne ustawy jak proponuje koalicja, choć zawzięcie wyśmiewane w Polsce, funkcjonują na zachodzie od dawna (kto był ten wie). Co prawda mają wyjątki, ale są. A u nas nagle zaczyna się skrupulatnie liczyć każdą złotówkę bez patrzenia na ludzi i ich życie. Niedziela to dzień odpoczynku także dla ateistów.

    Kierowcy autobusów, pracownicy elektrowni, itp. zawsze będą pracować w niedzielę. I to nie dlatego „żeby w domku był prąd bo jak nie to będzie ciemno”. Tam akurat nie potrzeba wiele energii.

    „co daje 60 tysięcy świeżo upieczonych bezrobotnych. Doliczywszy pozostałe dziedziny, wyjdzie zapewne drugie tyle.” Nie wiem skąd ci się wzięło to drugie tyle, ale napisz proszę i oświeć.

    A bezrobocie naprawdę spadło. W porównaniu z zeszłym rokiem, tym samym okresem jest też więcej ofert pracy.

    WIĘCEJ MYŚLENIA

  18. Nie pier…, szanowny Johny. Niepłaszczenie się przed tabu katolików to nie to samo, co dyskryminacja. Dyskryminacją jest natomiast ZAKAZ pracowania w określone dni tygodnia. Jest dyskryminacją, ponieważ zmusza ludzi, którzy nie podzielają przekonań ww katolików, do dostosowania się do ich trybu życia. Żydzi święcą dzień święty w sobotę, muzułmanie w piątek. Zaraz założę religię, ktora bedzie go święcić w czwartek… Pardon, ale ustawa, o której mowa wprowadza powszechny zakaz w imię zasad religijnych, które nie wszyscy poważają. Nawet jeśli poważa je większość (w co szczerz wątpię, kiedy sobie oglądam rzeczywistość), to pozostaje mniejszość, dla której nowe zasady są przymusem. Jeśli ktoś zamierza dzień święty święcić, niech go święci, nie zamierzam mu przeszkadzać nawet prośbą o szklankę cukru. Ale nie myślę się stosować do zakazu podawania szklanki cukru. Niedziele są ustawowo wolne od pracy. Jeśli pracodawcy tego nie szanują, niech szanowna władza znajdzie sposób, by zaczęli szanować. We Wszystkch dziedzinach. Handlu, usługach, służbie zdrowia, etc… Natomiast sztuczne zaganianie do kościoła, żeby ludkowie nie mieli nic lepszego do roboty, pachnie hipokryzją na miarę Himalajów.
    Wkurwia mnie natomiast pozbawienie mojego psa opieki weterynaryjnej w niedziele. Bo bydlak (ktory zresztą nie istnieje, ale właścicieli psów jest trochę w tym kraju) może cierpieć zupełnie amoralnie właśnie w niedzielę.
    Howgh

  19. Juz w momencie ogłaszania wyników wyborów wiedziałem, że codziennie będe siedenerwował nie wiedziałem , ze az tak.

    Johny „A u nas nagle zaczyna się skrupulatnie liczyć każdą złotówkę bez patrzenia na ludzi i ich życie.Niedziela to dzień odpoczynku także dla ateistów.” Proponuje wiecej myslenia i lekture kodeksu pracy. Czy ktos kto odpoczywa w poniedziałek a nie w niedziele umrze, gorzej odpocznie?

    Tak sie zastanawiam czy LPR testuje ludzka cierpliwość
    czy zakaz pracy dla nauczycieli razem z amnestia to niwa strategia edukacyjna Romana G.

    Czy pracownicy nie mogliby w niedziele przychodzic i pracowac jako wolontariusze a w sobote dostawać 200% dniowki.Pewnie nie a szkoda.

  20. Tak owszem, hipokryzja w kosciele jest az sie niedobrze robi. Nasmiewac sie mozna, ale trzeba to umiec. Bo nasmiewac sie chamsko potrafi kazdy, tylko to ciezko sie czyta.
    Szanowny autor tego blogu postanowil od notki „Ekomatrix” rozpoczac serie tematow wzbudzajacych emocje, na ktore ludzie mogliby sie wypowiadac. Metoda prosta: napisz cos glupiego/denerwujacego, jednym slowem rzuc w ludzi czerwona plachta, a potem ciesz sie z tego ze masz blog czesto odwiedzany i ze ludzie na nim dyskutuja….
    „Fakt” jednym slowem.

    Obawiam sie ze to moze byc jeden z ostatnich mych komentarzy tu….

    Kamil, frakcja rozczarowana
    camell.blox.pl

  21. Fiuuu, ciężkie słowa lecą („Fakt”, znaczy się)… Uważajmy, coby nie wyrodziło się z tego ostateczne starcie „NIE” z „Naszym Dziennikiem”, bo co później zostanie do roboty? :p

  22. PPS. (nic wspólnego z socjalizmem)
    A Ty, Tomku, zostałeś właśnie, jeśli się nie mylę, posądzony o granie pod publiczkę… Nic nie odpowiesz? 😀

  23. Cóż, Łysakowski wróci z urlopu w sobotę. Z przewrażliwionymi (których się w międzyczasie trochę jak widać tu objawiło) chciałbym się tymczasem podzielić refleksją.

    Według mnie największym debilizmem, idiotyzmem i kretyństwem toczącym polskie życie polityczne (szeroko rozumiane), w dodatku nie zwracającym uwagi ani na wykształcenie, ani na wysokie o sobie mniemanie, ani na zajmowane miejsce od lewicy do prawicy jest „myślenie pakietowe”. Popieranie czyichś poglądów nie dlatego, że są zgodne w jakiejś sprawie z naszymi, ale dlatego, że głoszą je Helenka, Wandzia, Adaś, Bronek, Tadzio itp. Z drugiej strony bardziej niż diabeł wody święconej wystrzeganie się współpracy w każdej sprawie, o ile tylko stoją za nimi Jarek, Lechu, Andrzejek, Romek itp. Oczywiście oba zbiory imion są przykładowe i można je ze sobą zamienić.

    Przykład: Łysakowski chyba nigdy nie ukrywał, że za szkodnictwem nazywającym się ekologami, a z ekologią nie mającym wiele wspólnego raczej nie przepada.

    Rozumiem, że niektórych do żywego dotknął tekst Łysakowskiego o „ekomatriksie”, ale cóż, fakty z życia codziennego są takie, że nie spotkałem żadnych szkodników z organizacji ekologicznych, którzy w jakikolwiek sposób próbowali na moim warszawskim osiedlu, w jakikolwiek sposób propagować np. segregację śmieci (osobne zbiorniki na śmieci stoją na osiedlu): a można tę pracę dydaktyczną robić choć w taki sposób jak robią to świadkowie Jehowy (wpadali do mnie często dopóki nie skapitulowali przed Karlem Popperem), albo przystojni mormońscy młodzieniaszkowie (również nachodzili mnie często, dopóki nie zapytałem co sądzą o wizji „Queers will be burnt in the hellfire”) – niestety już nie przychodzą.

    Miast tego najczęstsze informacje o działaniu ekologów jakie dochodzą do moich osiedlowych sąsiadów, to te w stylu blokowania budowy Złotych Tarasów, albo Arkadii (uważają, że to naciągacze próbujący wyłudzić forsę od deweloperów).

    (Swoją drogą myślę, że ekologistów toczy taki sam rak jak katolików: większość z nich zachowuje się w sposób jawnie sprzeczny z głoszonymi poglądami, ich „wyznanie” objawia się tylko od wielkiego dzwonu (czy to będzie msza ala jp2, czy błota Rospudy), a mimo to próbują narzucić swoją jedynie słuszną wizję całej reszcie. Jedyną różnicą jest na razie ich liczebność).

    Tak się niestety składa, że w Polsce częste jest łączenie kompotentu „zieloności” i np. feminizmu, lewicowości (ekonomicznej), walki o zrównanie w prawach osób homo i reszty społeczeństwa, histerycznej fobii lustracyjnej itp. Wielu się jak widać przyzwyczaiło, że najczęściej widzimy koryfeuszy ciągnących te komponenty na jednym wózku. Tyle, że akurat taki pakiet nie jest chyba „pakietem” Łysakowskiego (co po lekturze tego bloga widać wyraźnie).

    Dzyń, dzyń, dzyń… To jedyna tutaj gra pod publiczkę…

  24. [Johnny:]
    „A bezrobocie naprawdę spadło. W porównaniu z zeszłym rokiem, tym samym okresem jest też więcej ofert pracy.”

    Wiesz Johnny jestem na bieżąco z miesięcznikiem Warszawskiej Okręgowej Izby Lekarskiej. Porównałem numery bieżące i te sprzed roku. Faktycznie ofert pracy jest tam teraz znacznie więcej, co więcej są takie, które wiszą np. przez trzy numery (czyli kwartał!). I co sądzisz, że bezrobocie wśród lekarzy spadło? A o emigracji zarobkowej lekarzy i pielegniarek to niby nie słyszałeś? Wziąłeś to pod uwagę w swoich kalkulacjach?

    [Johnny:]
    „WIĘCEJ MYŚLENIA”

    No właśnie.

  25. Tomku, myslalam ze jestes na urlopie i leczysz sie z nalogu internetowego i zazdrosc mnie przepelniala 🙂 widze jednak, ze nalog trzyma sie mocno 🙂

    a teraz glos w dyskusji:
    generalnie nie popieram zakazu pracy w niedziele (pomysl z, np., weterynatrzami czy hydraulikami jest absolutnie kuriozalny no ale w wykonaniu LPR nie zaskakuje); na argument z poprawa frekwencji w kosciolach szkoda mi komentarza (naprawde tak powiedzieli? kto? :D)… ALE nie zgadzam sie z wysmiewaniem tego pomyslu jesli chodzi o hiper-, super- i inne duze markety. Instytucje te sa powszechnie znane z ‚poszanowania’ praw swoich pracownikow i kwestia pracowania lub niepracowania w ‚dzien swiety’ nijak sie nie ma do wolnego wyboru tychze (moja tesciowa in spe w takowym pracuje wiec wiem co mowie). Tymczasem faktem jest ze bardzo wielu ludzi chetnie by w niedziele nie pracowalo i to niekoniecznie ze wzgledow religijnych. Tak juz jest nie tylko w naszym superkatolickim kraju, ale w calym post-chrzescijanskim swiecie (nie wiem mowiac szczerze jak gdzie indziej) ze niedziele naleza do dni wolnych w instytucjach takich jak szkoly, uczelnie, urzedy etc. Dlatego dla ludzi majacych rodziny wolna niedziela a wolny poniedzialek to nie to samo. Uwazam wiec, ze powinni miec prawo wyboru w kwestii niedzielnej pracy. W chwili obecnej, jezeli pracuja w markecie, to go nie maja. I tyle.

    [galopujacy major:]
    „Czy ktos kto odpoczywa w poniedziałek a nie w niedziele umrze, gorzej odpocznie? ”
    >owszem, gorzej, przynajmniej jesli ma dzieci w wieku szkolnym albo wspolmalzonka/partnera zatrudnionego w instytucji panstwowej z wolnymi weekendami. Patrz wyzej.

    [tuje:]
    „Wczoraj było o nowicjacie. Na początku myślałem, że to o jezuitach, albo innych dominikanach – standardowe pranie mózgów, oddzielenie od rodziny, prace fizyczne w rodzaju mycia kibli, obowiązkowe lektury, ban na używki i seks, wkuwanie wypocin ojców duchowych – no standard w takich nowicjatach.”

    >rozumiem, ze w celach poznawczych spedziles troche zycia w kilku zakonnych nowicjatach i stad Twoja ekspercka wiedza?

    ml76
    „na zachodzie też sklepy wielkopowierzchniowe są nieczynne i wszyscy szaleją w soboty.”

    >okrutnie mnie bawi uzywanie slowa ‚zachod’ w tego typu dyskusjach, jako wielkiego worka do ktorego zwykle sie wrzuca dojrzala demokracje, stabilna ekonomie oraz cala masa innych rzeczy (‚na zachodzie markety sa nieczynne w niedziele’, ‚na zachodzie psy nie sraja na chodniki’ etc. etc.). Ludzie! taka mitologia moze byla zrozumiala w PRL ale teraz? co oznacza to slowo? Skoro jestesmy przy marketach, to np. w Holandii faktycznie sa generalnie pozamykane w niedziele (w duzych miastach zawsze znajdzie sie cos otwartego, ale wiekszosc jest zamknieta; w miasteczku w ktorym mieszkalam w niedziele nie dalo sie kupic naprawde nic, choc marketow bylo kilka). Natomiast w Wielkiej Brytanii WSZYSTKIE sklepy sa otwarte w niedziele a niedzielne zakupy sa tu rozrywka rownie popularna jak ogladanie pilki noznej.
    nastepnym razem, bracie, lepiej prercyzuj 😀

  26. Ha, a mi sie przypominaja slowa ulubienca wszystkich Janusza Korwina-Mikkego (ktory raczej nie kryje sie ze swoim Katolicyzmem i religijnoscia) nt. zakazu handlu w niedziele (bylo to kila lat temu, kiedy po raz pierwszy nasi dzielni zbawcy dusz ten pomysl forsowali). Otoz powiedzial on, ze z tego co widzi to sklepiki przyparafialne calkiem niezle sobie radza w niedziele… Ktos juz zreszta tutaj o tym wspomnial – jak to bedze z owymi sklepikami?

    Poza tym tuje bardzo slusznie zwrocil uwage na charakter „politykowania” w Polsce i ta swoista pakietowosc. Jest to idiotyczne, ale z drugiej strony nie ma czemu sie dziwic. Wybory, czy w ogole polityka, to swoisty konkurs pieknosci. Lyka sie opakowanie, a nie to co wewnatrz, a jak juz raz sie lyknie to trzeba za tym sie opowiadac chocby przypalali zelazem. Do swojego autorytetu wyborca przykleja sie jak rzep do psiego ogona i go nie opuszcza, a slowa przezen wypowiedziane sa swietoscia. Wystarczy poczytac wypowiedzi pod jakakolwiek notka dotyczaca wydarzenia politycznego, zeby sie przekonac jakie zastepy wyznawcow maja Kaczynscy, Tuskowie, Giertychy czy Leppery. Podobnie sie rzecz ma z workiem o nazwie „Zieloni”. Otoz „Zielony” to nie tylko „ekolog”, to jest jednoczesnie feministka, gej, antyfaszysta, antykapitalista, antyglobalista, antyklerykal, antypatriota, neoliberal, proeuropejczyk, prokapitalista…

  27. co wiecej wyznawcy (glownie ci prawicowi) posluguja sie jak jeden maz tymi samymi pojeciami: plucie jadem/saczenie jadu, panstwo ma byc skuteczne a nie tanie, jedyne wolne media, itd. Jakby na pamiec z jakiegos podrecznika sie nauczyli tych fraz i potem tylko ctrl+c ctrl+v
    nie maja swoich pogladow ? nie potrafia samodzielnie ubierac w slowa to, co mysla ?

  28. Ja popieram pomysł naszego rzadu bo dzieki niemu przynajmniej w niedziele udręczone kobiety w kasach w hipermarketach nie beda musiały sikać w pampersy i zamiast tego będa mogły pobyć z własnymi kochanymi dziećmi. Nawet jesli potem będą miały mniej pieniędzy, ich dzieciom niedziela z kochaną a zapracowaną w tygodniu mamą wyjdzie na dobre.
    Ten pomysł z elektrowniami czy pociagami tez nie jest zły. Ojcowie tez powinni niedziele spedzac z dziecmi.

  29. Wiesz co kattolik? Przekonales mnie. Pieniedzy bedzie mniej, ale spedzanie dnia z dziecmi jest wazniejsze. Kto wie, moze nawet beda musieli kochana mamusie zwolnic z pracy, bo spadly obroty, ale to w gruncie rzeczy jeszcze lepiej – wtedy bedzie mogla ona byc w domu 7 dni w tygodniu. A ze nie ma pienidzy? Coz, o tym panstwo pomysli pozniej.

  30. heh, ciekawe ilu z was pracuje w niedzielę.

    Myślicie, że ludzie idą do pracy w niedziele ze śpiewem na ustach, chwaląc kapitalizm w najczystszej formie?

    Nie jestem przeciwko kapitalizmowi, ale niekontrolowany może powodować wyzysk.

  31. Ja czesto pracuję w niedziele. A czasem między północą a np. 5 rano. I – szczerze – nie wyobrażam sobie tego inaczej.

  32. Ja pracowalem swego czasu na nocna zmiane od piatku do wtorku. I co? Bylo srednio, bo wiekszosc znajomych miala wolne weekendy. Ale coz, takie zycie – jakos sie czlowiek przyzwyczail, a dodatkowy pieniadz nieco lagodzil zal 🙂

  33. ja tez pracuje w niedziele, zeby miec co nieco dla siebie, bo 19% idzie do koryta

  34. tenar cytowała tuje:
    „Wczoraj było o nowicjacie. Na początku myślałem, że to o jezuitach, albo innych dominikanach – standardowe pranie mózgów, oddzielenie od rodziny, prace fizyczne w rodzaju mycia kibli, obowiązkowe lektury, ban na używki i seks, wkuwanie wypocin ojców duchowych – no standard w takich nowicjatach.”
    i komentarz tenar:
    >rozumiem, ze w celach poznawczych spedziles troche zycia w kilku zakonnych nowicjatach i stad Twoja ekspercka wiedza?
    Mój komentarz: wystarczy przeczytać książkę Eugena Drewermanna „Kler. Psychogram ideału”, żeby wiedzieć, jak wygląda życie zakonników. Mam koleżankę, która przeszła przez nowicjat [nadal jest zresztą w zakonie] i nie ukrywa, jak to wyglądało: czasochłonne mantry modlitewne, obieranie ton kartofli, mycie kilometrów podłóg, nakazy milczenia, zakaz kontaktu ze światem, uniform, bezwzględne posłuszeństwo wobec przełożonych – i tak samo to wygląda w sektach. A czym było chrześcijaństwo na początku – sektą religijną. Teraz jest sektą zinstytucjonalizowaną.

  35. merade nie wiesz co to jest sekta. Czy kościół zmusza kogokolwiek do dawania mu pieniędzy? Odp. NIE , choć pewnie wielu idiotów wrzaśnie że jakiś tam ojciec Rydzyk chce kasy, ale to bzdury.

    Czy przynależność do Kościoła oznacza zbawienie? NIE. Potrzebne jest życie sprawiedliwe, uczciwe itp.

    Czy przewodzący Kościołowi może wydać wyroki ważniejsze niż boskie? NIE – on zawsze stoi niżej Boga.

    A żadne uniformy, czy prace fizyczne nie mają tu nic do rzeczy. Czemu ta koleżanka została w zakonie skoro tak tam było ciężko? Może ta praca fizyczna jej pomogła?

    To tylko 3 z wyznaczników sekt których Kościół nie spełnia. Reszty nie pamiętam.

  36. NB, Nie mam histerii antykościelnej, nie jestem antyklerykałem, ale mam chroniczną alergię na bigoterię. Mam większą jeszcze alergię na bigoterię publiczną, a na instytucjonalizację bigoterii przez władze państwowe reaguję szokiem anafilaktycznym. A zwrot „dyskryminacja katolików” w naszym kraju wzbudza we mnie niepowstrzymany atak śmiechu, wybacz.

  37. Tuje,

    „Rozumiem, że niektórych do żywego dotknął tekst Łysakowskiego o „ekomatriksie”, ale cóż, fakty z życia codziennego są takie, że nie spotkałem żadnych szkodników z organizacji ekologicznych, którzy w jakikolwiek sposób próbowali na moim warszawskim osiedlu, w jakikolwiek sposób propagować np. segregację śmieci (osobne zbiorniki na śmieci stoją na osiedlu)”

    Widzisz, na tym polega problem ze myslisz egoistycznie. To znaczy, tak mi sie wydaje 🙂 Ekolodzy maja zalatwic zbawienie swiata, rozwiazac wszystkie problemy. Mowiac krotko (dluzej o tym napisze na mym blogu, bo to fajny temat) rusz pupcie swoja i sam zacznij segregowac smieci. Ty zyjesz na Ziemi, to Twoja rowniez planeta, wiec dbaj o nia. A jesli nie dbasz i masz w nosie co sie dzieje, to nie oskarzaj ekologow, czy tez „ekologow” ze nic nie robia. Sam rob.

    „(Swoją drogą myślę, że ekologistów toczy taki sam rak jak katolików: większość z nich zachowuje się w sposób jawnie sprzeczny z głoszonymi poglądami, ich „wyznanie” objawia się tylko od wielkiego dzwonu (czy to będzie msza ala jp2, czy błota Rospudy), a mimo to próbują narzucić swoją jedynie słuszną wizję całej reszcie. Jedyną różnicą jest na razie ich liczebność).”

    Masz racje. Ekologia powinna byc filozofia kazdego czlowieka. Dlaczego? Bo inaczej podusimy sie na naszej planecie. Czy to znaczy ze nalezy na sile ludzi nauczac? Nie wiem. Po prostu, tak jak sprzatasz po sobie smieci, tak powinienes czuc ekologie. Mysle ze wbrew pozorom kazdy to czuje. Ekolodzy (byc moze) widzac to probuja robic rzeczy „wieksze”, i czasem sie osmieszaja.

    „Tak się niestety składa, że w Polsce częste jest łączenie kompotentu „zieloności” i np. feminizmu, lewicowości (ekonomicznej), walki o zrównanie w prawach osób homo i reszty społeczeństwa, histerycznej fobii lustracyjnej itp. Wielu się jak widać przyzwyczaiło, że najczęściej widzimy koryfeuszy ciągnących te komponenty na jednym wózku. Tyle, że akurat taki pakiet nie jest chyba „pakietem” Łysakowskiego (co po lekturze tego bloga widać wyraźnie).”

    Wiesz, wszystko co wymieniasz pasuje po prostu do ludzi rozumnych. Prawie – poza fobia lustracyjna i lewicowoscia ekonomiczna. Poza tym reszta po prostu idze ze soba w parze. Mozna byc ekologiem, miec nieco bardziej otwarty umysl (tak otwarty) i nie byc feminista? Przeciez kazdy rozumny czlowiek jest feminista. Tylko nie kazdy sobie z tego zdaje sprawe. Wystarczy zapytac czy jest za rownouprawnieniem i wymienic kilka postulatow feministycznych bez nazywania ich feministycznymi i nastapi wielkie zdziwienie – jestem feminista.

    camell.blox.pl

  38. [tenar:]

    Właśnie, podobnie jak w przypadku [merade] miałem/mam znajomych którzy nowicjat przebyli i teraz są w zakonach, jak również tych, którzy zrezygnowali z tej drogi, chciałoby się powiedzieć, bardzo „wyboistej” drogi.

    Przypominam sobie jeszcze rozmowę, której się przysłuchiwałem, pomiędzy kierownikiem duchowym z zakonu pijarów (KDZZP), a potencjalnym pijarem: na listę pytań w tym rodzaju KDZZP odpowiedział, że to jak w wojsku – rzeba nauczyć się ścielić łóżka (to jest akurat najmniej ważne w tej wyliczance), mnie zmroziło, jak próbował tłumaczyć, że trzeba „nowicjuszowi” wyprostować myślenie i „oczyścić” je z rożnych zbędnych naleciałości (np. „wyprostować” relacje z rodziną, bo przecież nowicjusz ma teraz nową rodzinę – tj. zakon).

    Proces werbunku i obróbki wstępnej w przypadku mniej popularnych sekt (Hare Kriszna, Świadkowie Jehowy itp) znam z lektur. Nie różni się on od tego stosowanego w przypadku zakonów. Bo tu trzeba zwrócić uwagę, że odpowiednikiem takiej sekty nie będzie żadna tam parafia czy kółko różańcowe itp, tylko właśnie zakony i zgromadzenia.

    Nie wiem, czy samo w sobie życie zakonne, albo życie w sekcie typu Hare Kriszna jest szkodliwe, albo negatywne. Co nie zmienia faktu, że metody i sposób naboru nowych członków są praktycznie nieodróżnialne.

  39. [camel:]

    „Masz racje. Ekologia powinna byc filozofia kazdego czlowieka.”

    Jak chrześcijaństwo, islam, katolicyzm, marksizm itd. Wszystkie twierdzą to samo – którą wybrać? – masz wsparcie w swojej wierze? Bo to WIARA jest, jak inne.

    „A jesli nie dbasz i masz w nosie co sie dzieje, to nie oskarzaj ekologow, czy tez „ekologow” ze nic nie robia. Sam rob.

    A po co? Będę żył jeszcze maksymalnie 70 lat, I mam resztę życia sobie psuć przejmując się jakimiś duperelami ekologistów? Słuchać bajek o ocieplaniu klimatu, jak żyję pomiędzy zlodowaceniami? A może tracić aż 15 minut dziennie na segregację odpadów, zamiast sobie to życie uprzyjemnić przez ten zaoszczędzony kwadrans? Wystarczy, że nie kupuję gazet, nie mam samochodu, nie mam klimy ani w domu ani w pracy – bo mi się to NIE OPŁACA, a nie dlatego, że uwierzyłem w bajeczki ekologistów. Tak jak OPŁACA mi się zwracać do nieznajomych grzecznie (przynajmniej na początku), a nie dlatego, że w kościele trąbią o „miłości bliźniego”.

    Widzisz podobieństwa?

    A na koniec jak zwyklę polecę klasyczki: Rapaczyńską i Łuczywo:

    „The best way to keep the devil at the door is to be rich”.

    To i też moja filozofia. Tyle, że ja do niej nikogo nie namawiam. Szkoda czasu.

  40. Trochę smutne, tuje, że szkoda Ci czasu do przekonywania do swej filozofii 🙂 Bo, widzisz, ona nie jest taka głupia, ja tam bym wolał, żebyś poprzekonywał i przekonał 😛

  41. „Proces werbunku i obróbki wstępnej w przypadku mniej popularnych sekt (Hare Kriszna, Świadkowie Jehowy itp) znam z lektur. Nie różni się on od tego stosowanego w przypadku zakonów. Bo tu trzeba zwrócić uwagę, że odpowiednikiem takiej sekty nie będzie żadna tam parafia czy kółko różańcowe itp, tylko właśnie zakony i zgromadzenia.”

    >sposob werbunku i obrobki wstepnej w zakonach rozni sie dosc zasadniczo od tego w sektach, podobnie jak same zakony od sekt. Najbardziej oczywista i zasadnicza roznica dotyczy samej filozofii dzialanie tych instytucji. Problem z sektami polega na tym ze wmawia sie w nich ludziom jakoby jedyna droga do zbawienia polegala na byciu w tej wlasnie sekcie i stosowaniu sie scisle do jej regul. Takiego mniemania o sobie nie posiada juz (przynajmniej od czasow Sobory Watykanskiego II) Kosciol K., a tym bardziej nie maja go zakony. Bycie w zakonie jest uwazane za jeden ze sposobow bycia w Kosciele, w zadnym razie nie ‚jedynie sluszny’. W nowicjatach nie wmawia sie chlopcom i dziewczynkom ze jedyna ich droga do zbawienia jest pozostanie w zakonie. Przeciwnie, glowna idea nowicjatu jest rozpoznanie swojego powolania (cokolwiek to slowo dokladnie znaczy); mowiac po ludzku: przekonanie sie, czy faktycznie chce sie wstapic do zakonu.
    cdn za jakas godzine

  42. KK jest tak wielką i rozległą organizacją, że trudno formułować jakieś generalne tezy. Jest po prostu zbyt zróżnicowany. Jako całość raczej nie można go posądzać o sekciarstwo, bo „mainstreem” się od tego sekciarstwa zdecydowanie odcina. Co do zakonów, cóż, wstąpienie do takowego już od dawna nie jest one way ticket i, choć osobiście dziwię się ludziom, którzy tam wstępują, to w końcu ich decyzja, ich życie, pewnie znajdują w tym spełnienie, więc nie mnie się w to wtrącać. Aczkolwiek środowiska sekciarskie istnieją. I bardzo chciałyby być reprezentatywne dla Kościoła. Jednym z takich środowisk w naszym najukochańszym bantustanie jest środowisko „Frondy”, z którego rekrutuje się ta już ciepło tu wspominana wierchuszka „Ozonu”. Przypominam okładkę jednego z ostatnich numerów frondy z aniołkiem, który pokazuje zgięty łokieć i podpisem „Nie ma zbawienia poza Kościołem”. Jeśli to nie jest zachowanie sekciarskie, to nie wiem, co nim jest. O takich ślicznościach jak Radyjo nawet już nie wspominam.

  43. Ej, no misjonarza ze mnie nikt nie zrobi (a nawet ja sam) 😉 Opór mojej materii jest w tym obszarze za duży.

    Ale, ale… przecież powyżej się w akwizytora tej idei zabawiłem 🙂

    Kiedyś wpadła mi w ręce książeczka z godnej polecenia serii Nowe Horyzonty: było to „O pochodzeniu cnoty” Matta Ridleya. Choć naukowcy różnych dziedzin pokazli, że od momentu napisania książki (1996) do chwili obecnej kilka rzeczy się w niej zdezaktualizowało (co jest nieodłącznym atrybutem pisania o nauce), to książka na tym straciła w stopniu wybaczalnym.

    Otóż Ridley w rozdziale „Potęga własności” wspomina sprawę rolników z indonezyjskiej wyspy Bali: bardzo przemyślany system nawadniania pól ryżowych: system, ktory (jak się to zbada) zawiera w sobie konieczną synchronizację nawdniania w obrębie jednej wioski, jeszcze ważniejszą desynchronizację irygacji pomiędzy różnymi wioskami, a nawet uwzględnia konieczność zachowania jednolitego dla wszystkich wiosek okresu położenia odłogiem pól uprawnych. O wszystkich tych cechy Balijczycy przekonali się (niestety) na własnej skórze, gdy w latach 70 XX wieku, jak pisze Ridley:

    [cytat]
    wybuchła zielona rewolucja w formie International Rice Research, która lansowała nowe odmiany ryżu i obiecywła ludziom lepsze plony, jeśli przestaną zostawiać pola odłogiem między zasiewami. Rezultat był katastrofalny: braki wody i epidemie przenoszonych przez oady wirusów, które niszczyły zasiewy.

    Dlaczego? Wezwano na pomoc naukowców, żeby znaleźć odpowiedź. Stephen Lansing [*] przedstawił cały problem odpowiednikowi właściwej bogini – komputerowi, a ten rzekł: Przedtem, kiedy wszystkie subaki [**] równocześnie zostawiały swoje pola odłogiem, niszczyło to zarazę – nie miała gdzie przetrwać czasu odłogowania. Każdy subak sadził jednak ryż w innym czasie, co zapewniało wystarczającą ilość wody dla wszystkich. Przez zakłócenie równoczesnego odłogowania i przez stworzanie nagłego, wysokiego popytu na wodę na wielu terenach równocześnie zieloni rewolucjoniści zniszczyli wzór, który w żadnym wypadku nie był tylko przesądną tradycją. Był wysoce przemyślany.

    Był tak przemyślany, że człowiek, który go wypracował, musiał być zarówno mądry, jak potęzny. Kto to był? Komputer przemówił znowu. Nie było nikogo takiego. Porządek doskonale wyłania się z chaosu nie z powodu nakazów, ale ze względu na sposób, w jaki jednostki racjonalnie reagują na bodźce. Nie było żadnego wszechwiedzącego kapłana w najwyższej świątyni, lecz tylko najprostszy z wyobrażalnych nawyków. Wymaga on jedynie, by każdy chłop naśladował swojego sąsiada, który ma lepsze wyniki niż on sam. Rezultatem jest synchronizacja wewnątrz subaków i desynchronizacja miedzy nimi. Wszystko bez najmniejszego śladu centralnej władzy Rząd w postaci radżów i socjalistów nie zrobił nic dla stworzenia tego systemu; obkłada go jedynie podatkami.
    [/cytat]

    [*] S. Lansing, wykład dla Human Behaviour and Evolution Society, Ann Arbor, Michigan, czerwiec 1994)
    [**] wioski na zboczach gór

    Uff… Tyle Ridley. No to zachęcony postem [logica] piszę:

    Przykazanie drugie: „Naśladuj sąsiada, któremu się bardziej niż Tobie powodzi.”

    Pasuje Ci [logicu]? 🙂 🙂

    W ten sposób, nie wymyślając koła, a jedynie opierając się na cudzych doświadczeniach dostałem już dwa przykazania Nowego Dekalogu: czekam zatem na propozycję następnych 😉

  44. cd & [logic:]

    niewatpliwie istnieja sekciarskie srodowiska, w tym sekciarskie zakony, piorace mozgi i lamiace osobowosci ludziom, ktorzy mieli nieszczescie lub byli na tyle glupi zeby sie w nich znalezc. Sa one nawet calkiem liczne, niestety.
    Nie zmienia to jednak faktu, ze genralizacja jakiej dokonal tuje jest rownie nietrafiona jak niesprawiedliwa. Zabawne, ze w pierwszym poscie na ten temat przywolani zostali jezuici i dominikanie – zakony calkiem swiatle (pewnie, ze z wyjatkami: dobrym przykladem jest dominikanski arcybiskup bodajze Wiednia, gloszacy straszne bzdury na temat ewolucjonizmu)

  45. [tenar:]

    Cóż, co jest celem sekty? Według mnie niezależnie od innych celów absolutnie ważne jest posiadanie jak największej liczby oddanych i pożytecznych członków i członkiń, gotowych realizować te pozostałe cele.

    Są więc trzy rzeczy:

    1) jak największa liczba
    2) oddanych
    3) pożytecznych

    No ale, nikt nie twierdzi, że 10 kiepskich sekciarzy będzie zawsze w sumie pożyteczniejszych niż dwóch doskonałych. Liczy się efekt końcowy.

    Zakony na tym tle od sekt się nie odróżniają. Jeśli nie ida na prostą masówkę (tzn. nie próbują łapać naprawdę wszytkich), to być może wychodząć ze słusznego założenia, że proces tworzenia nowego zakonnika, czy zakonnicy jest na tyle drogi (materialnie i czasowo), że na początku warto zastosować większą selekcję, a i nie zawsze się to udaje – świetnym przykładem jest tu sprawa eksojca Obirka: w jednym z wywiadów wprost mói o tym, że zdaje sobie sprawę, że zakon zainwestował w niego potężnie fundując mu studia w Polsce i za granicą, naukę języków itp, a on spłacał ten dług zakonowi prowadząc zajęcia ze studentami, pisząc dla zakonu książki itp. – choć nie miało to formy umwoy cywilnej między „stronami”.

    Akurat trafiło się tak, że eksojciec był człowiekiem lojalnym i uczciwym.
    Co jednak zrobić w sytuacji, gdy sekta (będę pisał dalej ‚grupa’, żeby niczyich emocji religijnch na szwnak nie wystawiać) nie jest w tak komfortowej sytuacji, jak zakony i zgromadzenia o wielosetletniej tradycji i sporej bazie (choćby lokalowej)?

    Posłużę się analogią militarną: w zależności od okoliczności można postawić na precyzyjną selekcję, długie i kosztowne szkolenia, drogi sprzęt dla małego doborowego oddziału, albo zrobić brankę i sformować trzy marszbataliony które w walce na bagnety wykrwawią się po dwóch dniach, choć oczywiście tak jak ów doborowy oddziałek zadany cel wojskowy osiągną.

    I jedni i drudzy będą musieli przejść na początku szkolenie z musztry, pastowania butów i ryku „..est …anie …erale” ale jedni potem nauczą się obsługi skomplikowanego sprzętu do mordowania innych, a drugim wpoi się zasadę: „naprzód i bagnetem”.

    Tak więc, przyznaję: są różnice między sektami a zakonami – jeśli takie własnie różnice miałaś na myśli.

    Żeby jednak nie pozostać jedynie wśród grup, którym zależy na naszych „duszach” warto rozszerzyć dyskusję o np. werbunek Amwaya itp. firm. Napiszesz [tenar], że „podstawowa różnica jest w filozofii działania” – oczywiście: jedni składają raport z liczby sprzedanych szamponów, inni z liczby sprzedanych kadzidełek, jeszcze inni z liczby tych, którzy po odwiedzeniu w domu przysli na spotkanie do zboru świętych w dniach ostatnich, a jeszcze inni napiszą w swoim raporcie: „Tegoroczne Dni Skupienia Młodzieży Licelanej Płci Męskiej w naszym pijarowskim (nie mylić z PRowskim) ośrodku przyniosły plon stukrotny…”)

    Howgh.

  46. Do gościa Johny:
    moja wypowiedź dotyczyła tylko praktyk w nowicjacie, które podobne są do praktyk w sektach. W tym sensie można uznać sekciarstwo kościoła.

  47. Przykład ostatni („PR”) nie jest wyssany z palca, (kiedyś powiedziałbym: niestety).

    Ktoś tu przywołał bez wstydu dominikanów i jezuitów? Co do drugich nie mam specjalnego urazu – byli jak reszta KK – raz mniej boleśni dla innowierców, raz bardziej. Tych pierwszych zawsze jednak pozdrawiam na ulicy wspominając świętego zasłużonego dla KK, zakonu i wyplenienia okcytańskiego tj. Wilhema Arnaud. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego przestają się wtedy do mnie głupkowato uśmiechać.

  48. Merade, jeżeli w sektach ludzie chodzą do kibla i ja też chodze do kibla to jestem w sekcie?

  49. O, przepraszam: Wilhelm Arnaud jest tylko ‚błogosławionym’ (a nie ‚świętym’). Wspomnienie jego w zakonie obchodzi się 29 maja.

  50. Co do reszty wypowiedzi Johnego – cytuję i odpowiadam:
    >>Czy kościół zmusza kogokolwiek do dawania mu pieniędzy? Odp. NIE, choć pewnie wielu idiotów wrzaśnie że jakiś tam ojciec Rydzyk chce kasy, ale to bzdury.

    Właśnie czytam w najnowszej „Polityce” artykuł na temat dzieci skrajnie niedożywionych. Matka z takiej rodziny powiedziała, że ksiądz nie chciał dać chrztu dziecku za darmo, życzył sobie 200 zł.

    >>Czy przynależność do Kościoła oznacza zbawienie? NIE. Potrzebne jest życie sprawiedliwe, uczciwe itp.

    Wystarczy, że wedle jednej z encyklik Jana Pawła II nie ma zbawienia POZA kościołem katolickim.

    >>Czy przewodzący Kościołowi może wydać wyroki ważniejsze niż boskie? NIE – on zawsze stoi niżej Boga.

    Wierni nie wiedzą, jakie są wyroki boskie, tylko co zadecydował „przewodzący Kościołowi”. Czy papież stoi niżej Boga? – to dobre pytanie, zwłaszcza teraz, kiedy Polacy modlą się do zmarłego papieża i wystawiają mu na wyścigi pomniki…

  51. Nie [Johnny], jeśli przy pewnych schorzeniach ludzie mają problemy z czytaniem tekstu i Ty masz problemy z czytaniem tekstu, to wcale nie oznacza, że masz właśnie takie schorzenia.

    Jakie pytanie, taka odpowiedź.

  52. tuje

    Jesteś po prostu obrzydliwy. Filozofujesz na podstawie swoich domysłów. Pominąłeś jedno zasadnicze pytanie:
    Jaki cel mają sekty a jaki zakony przy pracy z ludźmi?

    Sekty przede wszystkim chcą ich totalnie fizycznie i umysłowo uzależnić od siebie. W przeważającej części chodzi im też o pieniądze.

    Zakony chcą pomóc człowiekowi stać się lepszym i aby przez dobre życie mógł dostąpić zbawienia. Sama przynależność do zakonu nie oznacza zbawienia.

    Poza tym skąd wiesz ilu ludzi przyjmują zakony? Życie w zakonie to kwestia wielu wyrzeczeń i nie każdy temu podoła. Stąd ograniczona ilość zakonników. A ty sprowadziłeś zakony do instytucji tworzących swoje armie kaznodziejów. Otóż w większości tak nie jest. Wszyscy zakonnicy pracują, ale każdy inaczej bo każdy jest inaczej uzdolniony.

  53. 1.Merade to że jakiś ksiądz gdzieś coś wymyślił głupiego nie odnosi się do całego Kościoła.

    2. Nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Przynależność do Kościoła może i jest wymagana, ale sama przynależność (jak w przypadku sekt) nie oznacza zbawienia.

    3. O tym że papież jest ważniejszy od Boga nie ma mowy. Ja się do Benedykta XVI nie modlę (bo on jest teraz papieżem). JP2 może będzie świętym i to trochę inna historia. Papież nie może zmienić np. Pisma Św. (to chyba jest dla ciebie jasne)

  54. [Johnny:]

    Fiu, fiu. O wiele rzeczy mnie tu oskarżano (raz słusznie, raz niesłusznie – jak to w życiu bywa), ale żebym miał być obrzydliwy?

    Nie nazwałbym tego co piszę filozofowaniem, ot: żyjemy w czasach,w których dzięki takim wynalazkom jak komputery i sieci komputerowe ludzie mogą wymieniać swoje opinie i przemyślenia dużo łatwiej, co też czynią, a pośród nich i ja.

    Zadałeś jednak [merade] pytanie niegrzeczne, nie należy więc się spodziewać francji-elegancji w odpowiedzi: to tylko wśród polskich katolików na jeden policzek nadstawiają ci drugi. Nigdzie więcej tak nie ma.

    A jeśli chodzi o zakony i kwestie wyrzeczeń: samo życie to chłopie pasmo wyrzeczeń. Zakon do tego jest niepotrzebny.

    Amen

  55. camel_ek: Mowiac krotko (dluzej o tym napisze na mym blogu, bo to fajny temat) rusz pupcie swoja i sam zacznij segregowac smieci.

    Zdarzyło mi się segregować śmieci. Do czasu. Jak przyjechała śmieciara i do tego samego otworu śmieciarze wrzucali po kolei szkło z pojemnika tylko na szkło, papier z pojemnika tylko na papier itd. Śmiać mi się chce, jak słyszę o segregacji odpadów w Polsce.

  56. tuje:

    „Cóż, co jest celem sekty? Według mnie niezależnie od innych celów absolutnie ważne jest posiadanie jak największej liczby oddanych i pożytecznych członków i członkiń, gotowych realizować te pozostałe cele.”

    >Nobla! a zatem, faktycznie, zakony nalezy uznac za rownorzedne z sektami poniewaz tez jest to dla nich wazne. Co wiecej, na rejestr sekt nalezy natychmiast wpisac rowniez partie polityczne, organizacje pozarzadowe i w ogole wszelkie stowarzyszenia i inne grupy ktorych dzialanie zalezy od liczby i zaangazowania ich czlonkow. Wtedy bedzie naprawde zabawnie, bo okaze sie ze prawie kazdy i kazda z nas jest w jakiejs sekcie. Jak w swiecie wg. PiSu – uklad jest wszedzie, ty tez jestes w ukladzie.

  57. Tenar2: Bycie w zakonie jest uwazane za jeden ze sposobow bycia w Kosciele, w zadnym razie nie ‚jedynie sluszny’. W nowicjatach nie wmawia sie chlopcom i dziewczynkom ze jedyna ich droga do zbawienia jest pozostanie w zakonie.

    To mnie zastanowiło. Czy rzeczywiście tak jest? Z historii kościoła wynika co innego. Kościół przez wieki uważał, że duchowni wybrali lepszą ścieżkę do Boga. A dzisiaj? Wymieniony już przeze mnie Drewermann świetnie opisuje, jak kościół wpaja zakonnikom i księdzom pewnego rodzaju „wyższość” wobec świeckich.

  58. przypomne tylko 1 rzecz:

    roznica w filozofii dzialania, o ktorej pisalam, polega na tym, ze jedni terroryzuja swoich ‚wiernych’ perspektywa wiecznego potepienia ktore ich czeka jesli zejda z jedynie slusznej drogi, a drugim chodzi o to (przynajmniej w zamysle, w praktyce wyglada to napewno roznie w zaleznosci od zakonu i jak juz pisalam, zdaje sobie sprawe ze niektore stosuja metody zblizone do dzialania sekt) zeby ludzie sami zdecydowali czy jest to dla nich czy nie dla nich. Wolny wybor, rozumiesz? Roznica polega na sposobie traktowania ludzi.

  59. też zapomniałam się zalogować. post powyżej jest mój.
    Tenar: czy „zakony nalezy uznac za rownorzedne z sektami”
    W pewnym sensie tak. Jak się zastanowimy nad skutkami. Zakonnik, który odchodzi z zakonu, jest tak samo nie przystosowany do życia, jak ktoś, kto odszedł z sekty.

  60. [merade:]

    „Wystarczy, że wedle jednej z encyklik Jana Pawła II nie ma zbawienia POZA kościołem katolickim.”

    >zapewne chodzi Ci o dokument Dominus Iesus. Zadalam sobie trud przeczytania go i przyznam ze nieczesto zdarzylo mi sie czytac podobny belkot. Jednakowoz, z tego co udalo mi sie z tego odcedzic, plus z komentarzy osob bardziej wyspecjalizowanych w czytaniu podobnych belkotow i tlumaczeniu ich na jezyk ludzki, rozumiem ze nie wyklucza on zbawienia poza Kosciolem katolickim, a jedynie twierdzi ze 1. zbawienie jest mozliwe tylko za posrednictwem i dzieki ofierze Chrystusa (czyli, czy ktos jest w Kosciele czy nie, zbawienia moze dostapic tylko dzieki Chrystusowi) i 2. Kosciol katolicki posiada w najpelniejszej formie nauke ktora Bog przekazal ludziom.

    Moim zdaniem osobistym, te rewelacje sa wystarczajaco glupie oraz aroganckie same w sobie i nie trzeba temu dokumentowi przyprawiac dodatkowych rogow twierdzac jakoby wykluczal zbawienie poza Kosciolem.

  61. Myślę jednak, że psychologia stawania się zakonnikiem i sekciarzem jest podobna. Różnica rzeczywiście polega na opresyjności. Sekty działają w sposób kryminalny, np. grożąc śmiercią komuś, kto chce od nich odejść. Kościół grozi tylko „śmiercią cywilną”. Ksiądz, który postanowił odejść i wziąć ślub, ma bardzo utrudnione odejście, np. poprzez skomplikowane procedury czy przedłużanie ich. Kościół w niego tak zainwestował, że nie opłaca mu się [kościołowi] tracić pracownika.

  62. [merade cd:]

    „Kościół przez wieki uważał, że duchowni wybrali lepszą ścieżkę do Boga. A dzisiaj? Wymieniony już przeze mnie Drewermann świetnie opisuje, jak kościół wpaja zakonnikom i księdzom pewnego rodzaju „wyższość” wobec świeckich.”

    >pewnie masz racje. Wydaje mi sie, ze oficjalnie Kosciol juz nie twierdzi, jakoby duchowienstwo bylo czyms lepszym, ale nie jestem tego pewna. Problem w tym, ze dokumenty na takie tematy zwykle sa na tyle belkotliwe ze kazda babka moze z nich wrozyc na dwoje. Ja mysle ze wynika to z tego, iz Kosciol przez wieki glosil rozne rzeczy ktore dzisiaj sa nie do przyjecia i z jednej strony nalezaloby sie wycofac ale z drugiej nie jest to instytucja ktora lubi sie wycofywac (ze zrozumialych wzgledow) wiec tworzy sie duzo piany i mydlenia oczu. DO tego dochodzi fakt, ze oficjalne dokumenty to jedno, a to co glosi proboszcz lub siostra zakonna w Psiej Wolce, to drugie.

    Ja w ogole Kosciola i jego organow specjalnie nie bronie. Sama jak narazie mniej lub bardziej regularnie uczeszczam bo uwazam ze sedno chrzescijanskiej nauki (pojecie Boga milosiernego) jest bardzo piekne i pozytywne (czy prawdziwe, to jest dobre pytanie). Jednak duzy procent tego co glosi Kosciol uwazam za szkodliwe bzdury ktore nalezy zwalczac. Z zasady jednak nie lubie skrajnosci i denerwuje mnie dosc powszechne przegiecie antykatolickie, na tym forum w najwiekszej okazalosci (co mnie zreszta bardzo zaskoczylo) prezentowane przez
    [tuje]
    polega ono na kompletnie irracjonalnym demonizowaniu wszystkiego co katolickie. Dla zasady?

  63. do tenar: No tak, wynika z tej encykliki, że 1. uprzywilejowane są religie chrześcijańskie, 2. wśród religii chrześcijańskich uprzywilejowany jest katolicyzm. Ergo: poza KK zbawienie jest wprawdzie osiągalne [w ramach wyznania chrześcijańskiego] – ale może być ono niepełne – w domyśle można zadać pytanie: jaką ma wartość?
    Pomiędzy wierszami encykliki przewija się myśl, że jak zbawienie, to tylko przez/dzięki KK.

  64. [Tenar:]

    wiesz, bardzo chciałbym, żeby było tak pięknie, jak piszesz, ale tak nie jest. Wolny wybór w zostaniu zakonnikiem czy zakonnicą i wolny wybór w opuszczeniu zakonu, gdy wszystko mówi, że to już dłużej nie ma sensu, w dodatku jeszcze gdy się zakonowi poświęciło lata pracy i życia. Byłaś kiedyś eks-zakonnicą w polskim Kościele? Opuściłaś dom zakonny i znalazłaś pomoc w parafii? Nie jest łatwo. Słowa takie jak „zbawienie” należą do innego obszaru: weź po uwagę zwykłe życie przed, w trakcie i po. Może do ekszakonników nikt nie dzwoni z pogróżkami (a o takich przypadkach informowało choćby Dominikańskie Centrum Informacji o Sektach i Zagrożeniach Duchowych w przypadku niektórych sekt „zwyczajnych”), ale ciśnienie, w którym znajdują się osoby odchodzące z zakonu (jakby mało jeszcze miały problemów z podjęciem takiej decyzji – bo przecież kiedyś tam złożyły _niebagatelną_ obietnicę) i atmosfera, w której muszą funkcjonować (a często rónież i ich rodziny: _nie można_ zapominać o realiach panujących między polskimi katoliczkami i katolikami) są nie do pozazdroszczenia, a czasem sprawiają więcej trudności niż nawet te pogróżki i nękanie byłych współsektowiczów i współsektowiczek.

    Kilka miesięcy temu ten temat odważył się poruszyć Tygodnik Powszechny – a zwróć uwagę, że TP jest w najbardziej „oświeconym” skrzydle polskiego kościoła katolickiego. Lektura świadectw eksów jest miejscami porażająca.

    A nawiasem mówiąc rzeczą, która mnie najbardziej odstręcza w Kościele (instytucji) jest bezwstydne odzielanie uczynków, za które Kościół odpowiada, od rzekomo szlachetnych intencji.

    Cóż po szlachetnych i godnych podziwu wyzaniach Jana Pawła II o żalu i prośbie o przebaczenie, skoro (żeby pozostać przy zakonach) dominikanie w swoich pismach, na swoich portalach np. łgają potwornie na temat zbrodniarza Wilhelma Arnaud, człowieka, któremu w XX wieku najbliżej by było do dowódcy jakiejś Einsatzgruppe.

    Mordercami w czarnych i szarych uniformach z dystynkcjami SS nikt przy zdrowych zmysłach się nie chwali, należą do smutnego dziedzictwa, bagażu, który trzeba nieść, ale którego nie należy eksponować – choćby przez wzgląd na ofiary – a przynajmniej nie na rządowych stronach z końcówką .de

    Biografie morderców w habitach wiszą spokojnie, niczym nie zagrożone, ze stosownymi datami pozwalającymi współbraciom i symapatykom wspomnieć zasłużonego bandytę.

    Czy oni wszyscy pozapominali, że nawet w ich Ewangeliach jest napisane, że „poznacie ich po owocach”???

    „Ja nie wytrzymuję takich hybryd; ja uciekam przez okno z krzykiem”

  65. merade:

    „wynika z tej encykliki, że 1. uprzywilejowane są religie chrześcijańskie, 2. wśród religii chrześcijańskich uprzywilejowany jest katolicyzm. Ergo: poza KK zbawienie jest wprawdzie osiągalne [w ramach wyznania chrześcijańskiego] – ale może być ono niepełne – w domyśle można zadać pytanie: jaką ma wartość?”

    no chyba nie, chyba raczej wynika z tego ze poza Kosciolem zbawienie jest trudniejsze do osiagniecia, a nie niepelne. i chyba nie ma tam nic na temat tego jakoby byloby niemozliwe w ramach religii niechrzescijanskich. Naprawde jednak nie wiem czy jest sens spierac sie o ten belkotliwy dokument ktory grupa bezzennych starcow wyssala sobie z palcow…. mysle ze zasadniczo zgadzamy sie co do jego oceny 🙂

  66. Tenar: >Z zasady jednak nie lubie skrajnosci i denerwuje mnie dosc powszechne przegiecie antykatolickie, na tym forum w najwiekszej okazalosci (co mnie zreszta bardzo zaskoczylo) prezentowane przez [tuje] polega ono na kompletnie irracjonalnym demonizowaniu wszystkiego co katolickie. Dla zasady?>
    Sądzę, że zasada jest prosta: im bardziej przeginają katolicy, tym bardziej przeginają ich oponenci. I jedni, i drudzy demonizują. W polemice to jest naturalne. Głosy stonowane i ustawiające się pośrodku nie mają takiej wyrazistości. Zresztą z pozycji „pośrodku” narzuca się, żeby przyznawać równorzędne racje obu stronom, w efekcie zatem nie przyznawać racji nikomu. W określonych kontekstach trzeba jednak opowiedzieć się po którejś ze stron. Denerwujące są wypowiedzi typu: „jestem feministką, ALE…”, bo z tego ALE to wychodzi, że „nie jestem feministką”. A poźniej na odwrót: „no dobrze więc, nie jestem feministką, ALE…” i tak w kółko.

  67. „wolny wybór w opuszczeniu zakonu, gdy wszystko mówi, że to już dłużej nie ma sensu, w dodatku jeszcze gdy się zakonowi poświęciło lata pracy i życia. Byłaś kiedyś eks-zakonnicą w polskim Kościele? Opuściłaś dom zakonny i znalazłaś pomoc w parafii? Nie jest łatwo. Słowa takie jak „zbawienie” należą do innego obszaru: weź po uwagę zwykłe życie przed, w trakcie i po. Może do ekszakonników nikt nie dzwoni z pogróżkami (…), ale ciśnienie, w którym znajdują się osoby odchodzące z zakonu (…) i atmosfera, w której muszą funkcjonować (…) są nie do pozazdroszczenia”

    >tutaj sie zgadzam. Wprawdzie nie bylam nigdy ani eks- ani w ogole zakonnica, ale wierze ze sytuacja osob opuszczajacych zakony jest bardzo ciezka i zgadzam sie ze to okropne. Dotyczy to jednak osob ktore zlozyly juz sluby wieczyste, a nie nowicjuszy. Przypomne ze tutaj dyskutowalismy o nowicjatach.

  68. tuje:
    „A nawiasem mówiąc rzeczą, która mnie najbardziej odstręcza w Kościele (instytucji) jest bezwstydne odzielanie uczynków, za które Kościół odpowiada, od rzekomo szlachetnych intencji.”

    >tez sie zgadzam, mnie tez to odstrecza, choc nie wiem kto to byl Wilhelm Arnaud.

  69. [tenar]

    „przegiecie antykatolickie, na tym forum w najwiekszej okazalosci (co mnie zreszta bardzo zaskoczylo) prezentowane przez [tuje]”

    Jeszcze parę podobny tekstów i wpadnę w schizofrenię: kiedyś ktoś na tym blogu udowadniał mi, że mam mózg wyprany przez kościół katolicki i jestem kryptokatolikiem, Ty mi piszesz, że jestem skrajnie antykatolicki. Jakoś żył z tym będę… 😉

    Już to kiedyś na tym blogu napisałem: bardzo chciałbym żyć w kraju, który byłby krajem katolickim, a nie tylko katolickim z nazwy (byłoby to dla mnie bardzo wygodne – przecież jeśliby wszyscy katolicy i katoliczki w tym kraju zaczynali i zaczynały dzień od „miłujcie swoich bliźnich”… Ja bym stosował sprawdzoną taktykę: zaczynaj dobrze (miłą współpracą), a potem odpowiedz tym samym, co druga strona – żyłoby się nam idealnie.) Jak dotąd w historii nowożytnej takiego kraju nie było. To może jednak jest coś nie tak z katolicyzmem? Może ten system ma wbudowną jakąś wewnętrzną, nieusuwalną sprzeczność? Coś, co nawet po okresowym przeglądzie i serwisie (w rodzaju np. soborów) sprawia, że „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”?

    Przecież nie jestem pierwszym, który taką sprzeczność widzi. I co wszyscy którym ta hybryda wydaje się szokująca jesteśmy wariatami, a święty, powszechny i apostolski kościół rzymskokatolicki jest ok? Wątpię.

  70. Ufff, już jestem.
    Trochę tego się zebrało, więc odpowiadam po kolei. Dużo czasu nie mam, niestety, więc na wszystko chyba nie dam rady odpowiedzieć.
    Zaczynam chronologicznie:

    1. Hanuś (pierwszy komentarz),

    „Zawrotne tempo zycia, pogoń za pieniędzmi oraz narastajacy głód ciagłej konsumpcji bez własciwej weryfikacji potrzeb, powoduje, że nie mamy czasu na zakupy w ciągu tygodnia, lub pomysłu na ciekawsze zajecia podaczas wekendu…”

    Ależ najczęściej mamy taki czas w ciągu weekendu, podobnie jak mamy wystarczająco dużo fajnych pomysłów na zajęcia podczas weekendu (przynajmniej ja mam). Chodzi jednak o to, by nikt mi nie ograniczał wolności i nie mówił, gdzie i kiedy mam zrobic zakupy, pojechać na wakacje etc. I tyle.

  71. 2. Grzesie2k

    Tradycyjnie i w tym projekcie jest jak w tym lustracyjnym: prawo w Polsce księży nie dotyczy. Nic tylko zakładać sutannę.

    3. Uenifeu

    Ja bym się wcale nie cieszył. Jak Ozon padnie, to go dopompują z budżetu, choćby za pośrednictwem spółek skarbu państwa. Jest już precedens: Walendziakowa Telewizja Familijna?

  72. 4. Tuje

    „Że się tym hipokrytom z radyja józef prąd w mikrofonach z oburzenia nie zbuntował, widać mają swoje wtyki nawet i w elektrowniach”

    Oni są na takie analogie absolutnie uodpornieni. Uodparnia prosty sposób myślenia: my działamy dla wyższego dobra, cała reszta to niebezpieczni fanatycy. Zawsze działa.

    „Na szczęście nie muszę ich czytać. Co nie zmienia faktu, że póki ich publikacje nie łamią prawa, to lepiej żeby brednie, w które (chyba) wierzą ich autorzy wychodziły na światło dzienne w tych zonach, a nie np. w mediach wielkonakładowych, albo niedajmatkonaturo w podręcznikach szkolnych. Na bzdury prawicowo-lewicowe miejsca tam być nie powinno: jest znacznie więcej ciekawych i prawdziwych rzeczy do poznania, przeczytania, przemyślenia.”

    Obawiam się, Tuje, że niedługo podręczniki szkolne będą wyglądały w najlepszym razie tak jak Ozon. O ile mi wiadomo, już się takowe piszą?

  73. 5. Maciek_sc

    „Nawiązując do niewątpliwie katolickich przesłanek projektów, próbowałem dojść do jakiegoś argumentu, mówiącego, dlaczego właśnie weterynarze, a nie opryskliwa baba w warzywniaku pod blokiem, nie mogą pracować w niedzielę.”

    Weterynarze to ledwie odprysk. W zamierzeniu oberwać się miało przede wszystkim lekarzom: z tego co wyczytałem, zakazane będzie nawet przyjmowanie pacjentów w niedzielę w domu. Wyjątkiem będą lekarze na ostrych dyżurach – operacji jednak żadnej, nawet na umierającym pewnie już nie przeprowadzą. W końcu dzień święty, niech umiera lub modli się o cud.

    „Z wielkim żalem stwierdzam, że Biblia traktuje zwierzęta bardzo przedmiotowo. Ale jest jeden pozytyw: Bóg stworzył zwierzęta i powiedział, że są dobre, a następnie powierzył Człowiekowi władzę i troskę nad całym światem, w tym również zwierzętami. Czyżby ten niuans przeciekł przez palce naszych prawicowych polityków gdy czerpali z nauki chrześcijańskiej?”

    Nie. Akurat spędziłem kilka dni wśród ludu, z którego wywodzą się (jedni mentalnie, drudzy normalnie) aktualnie rządzący. Lud też twierdzi, że zwierzęta takie jak pies czy kot są dobre. Przynajmniej dopóki nie zestarzeją się lub nie zachorują. Wtedy kulka w łeb lub do worka i do rzeki. Oczywiście nie przeszkadza to naszym chłopom bez wyjątku mienić się chrześcijanami.

  74. 6. Zośka

    „No tak, celnie jak zwykle. Czytanie Twojego bloga jest jak jedzenie lodów na mrozie. Pyszne, ale boli.”

    Bardzo mi miło. Zwłaszcza podbudowuje niezwykle orzeźwiająca (zważywszy, ze dziś ma być 40 stopni w cieniu) metafora 🙂

    7. ml76

    „mam wolne niedziele od zawsze i nie chodzę do kościoła.
    zaczynamy w błyskawicznym tempie oddzielać się nie tylko od europy, ale i od cywilizacji. tylko czekać na inkwizycję.”

    Spokojnie, ABW powstanie na dniach. Za niechodzących do kościoła też się pewnie za jakiś czas zabierze 😉

  75. Ej Tomek:

    „Spokojnie, ABW powstanie na dniach. Za niechodzących do kościoła też się pewnie za jakiś czas zabierze ;)”

    Z czego ABW ma niby powstać? Chyba chodziło Ci o CBA.

  76. 8. Camell_ek

    „do kosciola nie chadzam, ale nie nasmiewam sie z ludzi tam chodzących”

    Może właśnie dlatego? W takim razie radzę się wybrać.
    Ja np. wczoraj byłem na Jasnej Górze i materiału podpatrzonego mam na kilka notek. Których oczywiście pewnie i tak nigdy z uwagi na ograniczone zasoby czasowe nie napiszę? Zawsze to jednak coś.

    „Ekologia powinna byc filozofia kazdego czlowieka. Dlaczego? Bo inaczej podusimy sie na naszej planecie.”

    To samo niemal dwieście lat temu, acz nie o ekologii, jeno o rozmnażaniu, mówili zwolennicy niejakiego Malthusa. Niemniej wciąż istniejemy.

    „Przeciez kazdy rozumny czlowiek jest feminista.”

    To zdanie jest absolutnie nieuprawnione. Zwłaszcza ze istnieją dwa rodzaje feminizmu, o czym zreszta swego czasu była tu cała dyskusja: feminizm płci i feminizm równościowy. Dla jednych feministą jest ktoś, kto chce liberalizacji rynku pracy tak, by nikogo nie dyskryminował, dla innych – zwolennik parytetów płciowych. To nie to samo. Pominę tu już sprawy związane z feministycznym dyskursem, który – podobnie zresztą jak dyskurs związany z queer studies – w znacznej części jest postmodernistyczny, czyli bełkotliwy.

    „Szanowny autor tego blogu postanowil od notki „Ekomatrix” rozpoczac serie tematow wzbudzajacych emocje”

    Polecam jednak lekturę wcześniejszych notek. Zawsze starałem się pisać na tematy wzbudzające emocje, w końcu o rzeczach miałkich pisać niespecjalnie warto.

    „Obawiam sie ze to moze byc jeden z ostatnich mych komentarzy tu”

    I co ja teraz pocznę?

  77. 9. Logic,

    „A Ty, Tomku, zostałeś właśnie, jeśli się nie mylę, posądzony o granie pod publiczkę… Nic nie odpowiesz? :D”

    Strasznie mnie cieszy, ze ktoś wreszcie zauważył, ze jednak piszę rzeczy, które mają się podobać. A nie tylko skłaniać do myślenia i darcia kotów 🙂

    10. Walpurg

    „dziennikarze powinni się zbuntować i nie zapraszać tego buractwa z Wiejskiej w niedzielę do telewizji.”

    Problem niestety taki, ze to buractwo rządzi teraz w Telewizji publicznej, a za pośrednictwem bandy Kruka także w komercyjnych – zatem niewiele tu dziennikarze mogą zdziałać. W ostateczności i im politycy mogą – tak jak już w notce sygnalizowałem – zakazać pracy w niedziele. W końcu Sejm w te dni nie obraduje, serwisy informacyjne można zatem znacznie zredukować.

  78. 11. Johny

    „Poziom wypowiedzi straszny i niestety czuć wyraźnie dyskryminację/pogardę dla katolików. Przykre, ale prawdziwe.”

    Jaką dyskryminację? Czy gdziekolwiek postulowałem, by np. zakazać katolikom chodzenia do kościoła? OK., dla niektórych samo pisanie o tym, jak katolicy dyskryminują względnie chcą dyskryminować, to już dyskryminacja – wolałbym jednak, by ten blog pozostał wolny od manipulacji i paranoi.
    Co zaś do pogardy, też nie wydaje mi się, by była w tekście obecna. W ogóle tekst nie jest krytyczny w stosunku do katolików w ogóle, tylko w stosunku do tych, którzy – rządząc nami – chcą, by życie wszystkich kręciło się właśnie wokół tego, w co oni wierzą i co wyznają. Różnica między zwykłym katolikiem, a fanatykiem, który chce wszystkim narzucić katolicki system wartości, jest mniej więcej taka, jak między zwykłym muzułmaninem, a ajatollahem z Iranu. Niestety w Polsce rządzą od jesieni religijni fanatycy (lub przynajmniej ludzie chcący za takich uchodzić), co widać na każdym kroku.
    Tak czy owak, nie widzę powodu, by szanować ludzi, którzy: kierując się zabobonami od wieków blokują rozwój nauki (ostatnio zawzięli się na genetykę); plują na bliźnich za to, że sypiają z osobami tej samej płci; wreszcie walczą o to, by kobiety rodziły potworki i by miliony w Afryce umierały na AIDS (czemuż innemu służy odstraszanie od prezerwatyw?)?

    „Myślicie, że ludzie idą do pracy w niedziele ze śpiewem na ustach, chwaląc kapitalizm w najczystszej formie?”

    Ja najbardziej z wszystkich dni w tygodniu lubię spędzać w pracy niedziele. Zarówno na UW, jak i na SWPS-ie jest wtedy najspokojniej. Nikt człowieka nie niepokoi, można się wyluzować i pracować, ile wlezie.

    „Czy kościół zmusza kogokolwiek do dawania mu pieniędzy? Odp. NIE , choć pewnie wielu idiotów wrzaśnie że jakiś tam ojciec Rydzyk chce kasy, ale to bzdury.”

    Jeśli jesteś katolikiem, masz obowiązek wzięcia katolickiego ślubu, zapewnienia katolickiego pochówku babci, ochrzczenia swoich dzieci. Czy Kościół zapewnia ci to za darmo?

    „Czy przynależność do Kościoła oznacza zbawienie? NIE. Potrzebne jest życie sprawiedliwe, uczciwe itp.”

    Nie przypominam sobie sekty, do której sama przynależność zapewnia zbawienie. Też potrzebne jest „życie sprawiedliwe, uczciwe” i oczywiście słuchanie przywódcy sekty. Który jest, jak rzymskokatolicki papież, z definicji nieomylny.

    „Czy przewodzący Kościołowi może wydać wyroki ważniejsze niż boskie? NIE – on zawsze stoi niżej Boga.”

    No tak, ale Bóg nie wydaje wyroków innych, niż te, które dochodzą do wiernych przez usta przewodzących Kościołowi, wiec wychodzi na to samo?

  79. 12. Galopujący Major,

    „Czy pracownicy nie mogliby w niedziele przychodzic i pracowac jako wolontariusze a w sobote dostawać 200% dniowki.Pewnie nie a szkoda.”

    Niezły pomysł. Nie sądzę zresztą, by ustawodawcy go przewidzieli.
    Tam, gdzie czegoś się zakazuje, ludzie zaczynają od razu (zwłaszcza w Polsce) kombinować, jak to obejść. Duże sieci handlowe już przymierzają się do tworzenia małych punktów osiedlowych. Wyższe uczelnie tez pewnie coś wymyślą.
    Pytanie oczywiście, czy głównym zadaniem władzy jest dbanie o wysoki poziom kreatywności wśród Polaków w taki sposób? Bo dla mnie to paranoja.

    13. Rembal,

    „60 tys ludzi straci robotę, ale zyska zbawienie :)”

    A jak strącą wiarę po numerze, który im wywinie LPR?

  80. 14. Tenar2,

    Zgadzam się, że to, co wyczyniają hipermarkety w kwestii praw pracowniczych woła o pomstę do nieba, jednak rozwiązywanie tego problemu przez generalny zakaz handlu w niedziele to wylewanie dziecka wraz z kąpielą.
    Najlepszą metodą uporania się z takimi praktykami jest po prostu zbicie poziomu bezrobocia, tak, by to pracodawcy bardziej zależało na pracowniku, niż na odwrót. Reforma LPR-u zwiększy liczbę bezrobotnych, więc na dłuższą metę doli kasjerek w hipermarketach nie poprawi. Wręcz przeciwnie.

    15. Wszyscy

    Na razie muszę lecieć. Obiecuję jednak dalsze komentarze, także do waszych komentarzy. No i dziękuję dotychczas komentującym. Zalogować się po kilku dniach na bloga i zobaczyć 78 uwag pod ostatnią notką, uwag na najwyższym poziomie, to niesamowita sprawa. Dziękuję.

  81. merade:

    „resztą z pozycji „pośrodku” narzuca się, żeby przyznawać równorzędne racje obu stronom, w efekcie zatem nie przyznawać racji nikomu. W określonych kontekstach trzeba jednak opowiedzieć się po którejś ze stron.”

    >absolutnie sie nie zgadzam. chodzi o to, zeby samemu myslec i wybierac, co uwaza sie za sluszne a co nie, zamiast podczepiac sie pod jakas grupe i potakiwac wszystkiemu co ona twierdzi. Gdzies tam powyzej tuje slusznie wysmiewal sie z popierania okreslonych pogladow w zaleznosci od tego kto je glosi. Popraw mnie, jesli sie myle, ale wydaje mi sie ze wlasnie to proponjesz.

    ‚Denerwujące są wypowiedzi typu: „jestem feministką, ALE…”‚

    >faktycznie denerwujace, dlatego ja np. nie lubie okreslac sie za pomoca etykietek ‚katoliczki’, ‚feministki’, ‚liberalki’, ‚konserwatystki’ etc. To co robie i uwazam jest czesciowo zbiezne, a czesciowo rozbiezne z programem kazdej z tych grup. Staram sie jednak sama wyrabiac sobie opinie a nie powielac cudze.

    „im bardziej przeginają katolicy, tym bardziej przeginają ich oponenci. I jedni, i drudzy demonizują. W polemice to jest naturalne.”

    >moze naturalne, ale nie uwazasz, ze niepowazne?

  82. tuje:

    „Jeszcze parę podobny tekstów i wpadnę w schizofrenię: kiedyś ktoś na tym blogu udowadniał mi, że mam mózg wyprany przez kościół katolicki i jestem kryptokatolikiem, Ty mi piszesz, że jestem skrajnie antykatolicki.”

    > nie pisze o Tobie tylko o tym co tu wypisujesz (zaznaczylam nawet ze zaskoczylo mnie to w Twoim wykonaniu). Nie zycze Ci schizofrenii! 🙂

    „To może jednak jest coś nie tak z katolicyzmem? Może ten system ma wbudowną jakąś wewnętrzną, nieusuwalną sprzeczność? Coś, co nawet po okresowym przeglądzie i serwisie (w rodzaju np. soborów) sprawia, że „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”?”

    > ja Ci powiem, co jest nie tak z katolicyzmem – jest to religia wyznawana przez niejaki gatunek Homo sapiens, ktora wyszla poza mala poczatkowo grupke wyznawcow i stala sie bardzo powszechna. To moim zdaniem wystarczy by uzasadnic (choc nie usprawiedliwic) wszelkie sprzecznosci. Po prostu takim jestesmy dziwnym gatunkiem.

    „Przecież nie jestem pierwszym, który taką sprzeczność widzi. I co wszyscy którym ta hybryda wydaje się szokująca jesteśmy wariatami, a święty, powszechny i apostolski kościół rzymskokatolicki jest ok? Wątpię.”

    > mnie tez ta sprzecznosc gnebi i oburza.
    Tymczasem musze leciec bo i czas leci…

  83. nasz obecny rząd działa wg zasady „ten durny naród nie wie co jest dla niego dobre. my im pokażemy.” ignorowanie i degradowanie zdania środowisk inteligenckich jest tego pierwszym dowodem. zapomniałam się. przecież to są właśnie nowe kręgi inteligencie [sic!]. uważam, że jest to niepoważne traktowanie obywateli. ograniczanie wszelkich praw obywatelskich. i o ile jest to szkodliwe ze względów politycznych [utajnianie teczek na nieprecyzyjnych i nierównych zasadach] tak niewiarygodnie wprost beszczelne, od strony narzucania wyznania i praktyki. zadziwiające dla mnie jest to, że chyba wbrew pozorom poparcie dla koalicji jest mniejszościowe, ponieważ znam niewielki odsetek ludzi, którzy by to popierali [ jak tu kattolik], a jednak tak silne w skutkach.
    ja zamiast modlić się o deszcz, wolabałym żeby w swojej wytrwałości pomodlili się o rozum, logikę i racjonalizm.
    w sumie to wszystko układa się w całość. obecny skład koalicjantów został wybrany [wg statystyk] przez osoby bez wykształcenia, z wiosek i małych miejscowości [nie mam zamiaru tu nikomu ubliżać, zapewne są tacy, którzy mimo zamieszkania w tych miejscach myślą inaczej], skrajnie konserwatywe, krótko mówiąc: bez wyobraźni i zdolności analitycznych. co będzie podane będzie dobre. oby państwo się nimi zajęło. była to większość, która na wybory się wogóle udała. skoro partie koalicyjne doskonale wiedzą, że władza jest w rękach takich ludzi [dopóki reszta nie zacznie łaskawie ruszać swoich 4 liter aby oddać głos na wyborach], to w sumie nie ma się czemu dziwić. projekty ustaw mają pasować wyborcom, którym nie takie bzdury odpowiadają. zamknięte koło. choć nie do przerwania. zobaczymy co będzie przy wyborach samorządowych. w sumie jeśli wygrają przedstawiciele opozycji, to ja im też współczuję, bo będą mieć ciężko.
    patowe jest to wszystko.
    nie chcę ubliżać zwolennikom wszechwładnym, ale jak słucham ich argumentacji i wdaję się delikatnie w polemikę, która kończy się na niczym, to mam wrażenie, że ci ludzie CHCĄ być kierowani bardzo dosłownie, aby ktoś za nich decydował, chronił ich [oczywiście przed tym złym kapitalizmem] i dawał zapomogi i inne dodatki. nasz kraju już dawno nie był tak podzielony.

  84. Tomek:

    „Tak czy owak, nie widzę powodu, by szanować ludzi, którzy: kierując się zabobonami od wieków blokują rozwój nauki (ostatnio zawzięli się na genetykę); plują na bliźnich za to, że sypiają z osobami tej samej płci; wreszcie walczą o to, by kobiety rodziły potworki i by miliony w Afryce umierały na AIDS (czemuż innemu służy odstraszanie od prezerwatyw?)”

    > Nie wszyscy jednak katolicy slepo wierza we wszystko co w dokumentach koscielnych napisano. Wielu z nich/nas to ludzie szarpiacy sie miedzy wiara w sedno tego, co glosi ta religia (a sedno jest piekne i pozytywne choc mozna oczywiscie spierac sie o to, czy jest prawdziwe i skad mamy to wiedziec; ale to inny temat) a cala masa dziwactw w ktore ona przez setki lat obrosla. Zapewniam, nie jest to proste. W dodatku obrywa sie z obu stron – od agnostykow i ateistow uwazajacych katolicyzm za synonim zabobonu oraz hipokryzji jak rowniez od ‚prawdziwych’ katolikow uwazajacych ze kto odrzuca chocby fragment nauki Kosciola de facto odrzuca wszystko. Schizofrenia.

    „Jeśli jesteś katolikiem, masz obowiązek wzięcia katolickiego ślubu, zapewnienia katolickiego pochówku babci, ochrzczenia swoich dzieci. Czy Kościół zapewnia ci to za darmo?”

    >teoretycznie tak (w mysl prawa kanonicznego ksiadz nie ma prawa odmowic udzielenia sakramentow w przypadku braku zaplaty). Problem w tym ze niewielu ksiezy (przynajmniej w Polsce) tego przestrzega. Niewielu nie znaczy jednak: nikt.

    „Ja najbardziej z wszystkich dni w tygodniu lubię spędzać w pracy niedziele. Zarówno na UW, jak i na SWPS-ie jest wtedy najspokojniej. Nikt człowieka nie niepokoi, można się wyluzować i pracować, ile wlezie.”

    > mysle ze gdybys pracowal w markecie i mial dzieci z ktorymi caly dzien moglbys spedzic srednio dwa razy w miesiacu (kiedy akurat dzien wolny wypadlby Ci w sobote lub w niedziele) to jednak mialbys troche inne zapatrywanie na te kwestie. Zwlaszcza ze supermarkety w niedziele do cichych i spokojnych miejsc nie naleza.

    „Zgadzam się, że to, co wyczyniają hipermarkety w kwestii praw pracowniczych woła o pomstę do nieba, jednak rozwiązywanie tego problemu przez generalny zakaz handlu w niedziele to wylewanie dziecka wraz z kąpielą.”

    > nie popieram generalnego zakazu, ale nad zamknieciem hipermarketow bym sie zastanowila. Roznica polega na tym, ze jak prowadzisz wlasny sklepik to kwestia przyjscia do pracy w niedziele jest Twoja decyzja. Jak pracujesz w markecie i odmowisz przyjscia w niedziele, to prawdopodonie uslyszysz ‚nie ma sprawy panie Tomku, moze pan juz wcale nie przychodzic’.

    „Najlepszą metodą uporania się z takimi praktykami jest po prostu zbicie poziomu bezrobocia, tak, by to pracodawcy bardziej zależało na pracowniku, niż na odwrót.”

    >zgadzam sie, tylko niestety zbicie poziomu bezrobocia nie jest kwestia jednej ustawy

    „Reforma LPR-u zwiększy liczbę bezrobotnych”
    >jesli faktycznie wprowadza w zycie te wszystkie fantazje, o ktorych pisales, to pewnie tak. Chcialabym jednak zobaczyc jak wplyneloby na poziom bezrobocia zamkniecie na niedziele samych sklepow wielkopowierzchniowych. Jakos trudno mi uwierzyc ze spowodowaloby to wielka katastrofe.

  85. Johny:

    „Przynależność do Kościoła może i jest wymagana, ale sama przynależność (jak w przypadku sekt) nie oznacza zbawienia.”

    >rozumiem z Twoich tekstow, ze jestes katolikiem. Powiedz mi, jak udaje Ci sie pogodzic wiare w Boga ktory stworzyl i kocha wszystkich ludzi z wiara w to, ze przynaleznosc do Kosciola jest niezbedna do zbawienia?

  86. Tenar: >chodzi o to, zeby samemu myslec i wybierac, co uwaza sie za sluszne a co nie, zamiast podczepiac sie pod jakas grupe i potakiwac wszystkiemu co ona twierdzi. Gdzies tam powyzej tuje slusznie wysmiewal sie z popierania okreslonych pogladow w zaleznosci od tego kto je glosi. Popraw mnie, jesli sie myle, ale wydaje mi sie ze wlasnie to proponujesz.>
    Nasza wymiana zdań dotyczy chyba imponderabiliów [przepraszam za to brzydkie dla niektórych słowo, chociaż dźwiękowo jest ładne i ja je lubię], czyli – jak wyczuwam – zgadzamy się w podstawowych kwestiach, a dyskutujemy o trudno uchwytnych niuansach [o nich też warto mówić oczywiście]. Nie chodzi mi o „podczepianie się pod jakąś grupę”. Ale jeśli np. zgadzam się z powyższą wypowiedzią Tomka Łysakowskiego, to według jej zdecydowanych przeciwników przynależę do jakiejś „grupy poglądowej”. Oczywiście, że najważniejsza jest samodzielność myślenia i własny wybór tego, co uważa się za słuszne. Sądzę jednak, że w pewnych sytuacjach spornych trzeba zdecydowanie opowiedzieć się po którejś ze stron, bo taktyka „slalomu” może się obrócić przeciwko nam. Przykład? Kiedy Kościół wprowadzał religię do szkół, GW wraz z Michnikiem była temu przeciwna, ale „raczej”. Kościół odpowiadał zdecydowanym przeciwnikom swojego pomysłu, że katecheci nie będą opłacani ze środków państwowych. Michnik atakował zatem środowiska – jak to sam nazywał – „tramwajowego antyklerykalizmu”. „Wyborcza” starała się właśnie zachować pozycję środka, jakiegoś takiego niby wyważonego sprzeciwu-niesprzeciwu, piętnując jednocześnie – jej zdaniem – demonizację działań Kościoła. Efekt? Bardzo szybko okazało się, że na pensje katechetów uczących w szkołach płacą wszyscy: także ci, którzy religii w szkołach nie chcieli, a byli nazywani wtedy „zacietrzewionymi antyklerykałami”. Gdyby wszyscy, którzy – w tym „Wyborcza” i Michnik – mieli jakiekolwiek ALE w sprawie wprowadzenia religii do szkół, powiedzieli wtedy STANOWCZE NIE, nie mieliby teraz problemu, jak usprawiedliwić pogwałcenie zasady rozdziału Kościoła od państwa.
    Tenar: >ja np. nie lubie okreslac sie za pomoca etykietek ‚katoliczki’, ‚feministki’, ‚liberalki’, ‚konserwatystki’ etc. To co robie i uwazam jest czesciowo zbiezne, a czesciowo rozbiezne z programem kazdej z tych grup. Staram sie jednak sama wyrabiac sobie opinie a nie powielac cudze.>
    Każdy myślący człowiek uważa, że jednoznaczność jest ograniczeniem. Zgoda. Możemy wyważać swoje opinie, unikając zgrabnie różnego rodzaju etykietek. Wiadomo, że etykietka jest uogólnieniem, uproszczeniem. Jednak przyparci do muru i tak musimy się za czymś opowiedzieć [jak w wyborach]: tak albo nie. Żeby nie było niedomówień: Twoja postawa jest mi bardzo bliska. Dostrzegam też jednak jej zagrożenia, których chyba nie da się uniknąć. Np. cały czas rozważam, czy można bez żadnego „ale” NIE zgodzić się na wprowadzenie mundurków w szkołach. Raczej nie. Tak jak nie można bez żadnego „ale” zgodzić się na to. Ale w rzeczywistości – nie w rzeczywistości słów – kwestia dotyczy tylko „tak albo nie”. W sondażach głosy „pośrodku” – „raczej nie”, „raczej tak” – są odbierane jako wypowiedzi osób niezdecydowanych. I te osoby przegrywają z tymi na „tak” lub na „nie”. Bo nie da się podjąć decyzji typu „raczej tak” czy „raczej nie”. Zamykamy więc hipermarkety w niedzielę albo nie. Jeśli nie zamykamy, jesteśmy antyklerykalni w tej dyskusji, bo tak została ona ustawiona, czy tego chcemy czy nie.

  87. Jeszcze raz ja, nawiązując do zaległych komentarzy (czas niestety nie pozwolił mi popolemizować wczesniej:/ )

    Johny:

    „Jaki cel mają sekty a jaki zakony przy pracy z ludźmi?
    Sekty przede wszystkim chcą ich totalnie fizycznie i umysłowo uzależnić od siebie. W przeważającej części chodzi im też o pieniądze.”

    Czytam, czytam, i róznicy miedzy sektami a KK nie widzę. Ale widocznie mnie antyklerykalizm zaślepił…

    „Zakony chcą pomóc człowiekowi stać się lepszym i aby przez dobre życie mógł dostąpić zbawienia”

    Pokaż mi sektę, której deklaruje, ze działa po to, by uczynić swych członków gorszymi, albo robi wszystko, by zmniejszyć ich szanse na zbawienie (reinkarnację / jakakolwiek lepszą formę życia pozagrobowego)?

    „Życie w zakonie to kwestia wielu wyrzeczeń i nie każdy temu podoła.”

    Życie w niejednej sekcie to znacznie większy hardcore. Ba, bywają nawet takie, co od swych wyznawców wymagają ofiary z tego życia… Co ty na to?

    „to że jakiś ksiądz gdzieś coś wymyślił głupiego nie odnosi się do całego Kościoła.”

    A jeśli pod czymś niedorzecznym podpisze się biskup? papież? cały sobór? Historia zna takie przypadki, przykładem choćby uchwalenie w XIX wieku, że kobieta, która powiła Jezusa, była dziewicą.

    „Papież nie może zmienić np. Pisma Św.”

    Oczywiście, może jednak narzucić jego aktualną wykładnię. Samo Pismo przeczy sobie w tylu miejscach, ze to wystarczy.

  88. Merade,

    ‚Sekty działają w sposób kryminalny, np. grożąc śmiercią komuś, kto chce od nich odejść. Kościół grozi tylko „śmiercią cywilną”.’

    Praktyk, o których piszesz, dopuszcza się naprawdę znikoma część sekt (w przeciwieństwie do przynajmniej jednej z wielkich religii, mianowicie islamu: w krajach, w których wprowadzono szariat, np. w Afganistanie, apostazja karana jest śmiercią). Najczęściej uzależnienie wyznawcy ma w sektach charakter czysto psychologiczny. Przywódca nie musi uciekać się do pogróżek, że zabije odchodzącego wyznawcę. Wystarczy, jesli wyznawca zostanie przekonany, że nie ma gdzie odejść. Dokładnie na tej samej zasadzie działa w mniejszych wspólnotach Kościół Katolicki. Na wsi, zwłaszcza na południu Polski, ktoś, kto występuje z Kościoła, wylatuje poza ramy swojej wspólnoty, przestaje być przez resztę uważany za pełnowartościowego człowieka. We wsi moich dziadków funkcjonuje np. porównanie „nie chodzić do koscioła” = „żyć jak zwierzę”…

  89. Tuje,

    ‚To może jednak jest coś nie tak z katolicyzmem? Może ten system ma wbudowną jakąś wewnętrzną, nieusuwalną sprzeczność? Coś, co nawet po okresowym przeglądzie i serwisie (w rodzaju np. soborów) sprawia, że „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle”?’

    Jak się wydaje, wszystkie ideologie, które słabiej lub mocniej zaprzeczają ewolucyjnie ukształtowanej naturze ludzkiej, kończą podobnie. I nie ma znaczenia, czy chodzi tu o lewicowy komunizm (poprzez negację własności zaprzeczający uniwersalnej skłonności ludzi do gromadzenia dóbr), czy o prawicowe chrześcijaństwo (przekonujące ludzi do altruizmu na rzecz zupełnie obcych czy samobójczego z punktu widzenia ewolucji nadstawiania drugiego policzka) – każda z tych ideologii (dodajmy, niezwykle dla szlachetna i atrakcyjna, nie tylko dla idealistów) degenerowała się natychmiast po zwycięstwie lub narzuceniu większej liczbie ludzi. degenerowała się, bo jesteśmy, jacy jesteśmy, i żaden wpływ społeczny tego nie zmieni. Nasze geny kodują w nas negatyną małostkowość, podejrzliwość, chciwość, zazdrość, chęć błyszczenia na tle innych, tak jak kodują w nas pozytywną pomysłowość i inteligencję, cechy, które przecież także służą osiąganiu wysokiego statusu i dominacji nad innymi… Na pewno super byłoby żyć w społeczeństwie, w którym wszyscy by się kochali i wszystkim ze sobą rządzili – niestety, jak pokazują symulacje badaczy, we wspólnocie takiej niezwykle szybko wzrastałaby liczba pasożytów społecznych, po czym po kilkunastu / kilkudziesieciu pokoleniach pojawiłyby się i uzyskały przewagę jednostki takie, jakie dziś widzimy wokół siebie: patrzace sobie na ręce i nieskore do dawania innym tego, co im sie nie należy.

  90. merade:

    przepraszam za opoznienie.

    „Sądzę jednak, że w pewnych sytuacjach spornych trzeba zdecydowanie opowiedzieć się po którejś ze stron, bo taktyka „slalomu” może się obrócić przeciwko nam.”

    >zgadzam, ze sytuacje ktore prowadza do rozwiazan typu ‚tak – nie’ (np. wprowadzamy religie do szkol albo nie) moga wymagac zdecydowanego opowiedzenia sie po jednej ze stron, co nie znaczy ze trzeba przy tym zgadzac sie ze wszystkimi argumentami przytaczanymi przez wszystkich zwolennikow tej samej strony. Przyklad: w slynnej sprawie dotyczacej ‚Pasji’ Nieznalskiej bylam zdecydowanie przeciwna calej histerii ktora sie wokol tego rozpetala, procesom o obraze uczuc religijnych etc. – jak chyba wszyscy myslacy i nie zaslepieni ludzie w tym kraju. Co nie znaczy ze uwazam wytwor Nieznalskiej za wielkie dzielo (a takie argumenty padaly). Osobiscie uwazam go za dzielko dosyc prymitywne.
    Inny przyklad: jesli w ramach obrony wolnosci slowa sprzeciwiam sie karaniu kogos za jakas wypowiedz (o ile nie nawoluje ona do agresji) – np. uwiezienie Davida Irvinga za klamstwo oswiecimskie uwazam za rzecz conajmniej kontrowersyjna – to absolutnie nie znaczy ze sie zgadzam z tym co ten ktos twierdzi, a nawet, ze nie uwazam tego za bardzo szkodliwe.

    „przyparci do muru i tak musimy się za czymś opowiedzieć [jak w wyborach]: tak albo nie. Żeby nie było niedomówień: Twoja postawa jest mi bardzo bliska. Dostrzegam też jednak jej zagrożenia, których chyba nie da się uniknąć. (…) W sondażach głosy „pośrodku” – „raczej nie”, „raczej tak” – są odbierane jako wypowiedzi osób niezdecydowanych. I te osoby przegrywają z tymi na „tak” lub na „nie”.”

    > zgadzam sie, i dlatego gdyby zdarzylo mi sie uczestniczyc w jakims sondazu, to wybralabym stanowisko ktore jest mi blizsze i opowiedziala sie za nim. Na tej samej zasadzie glosuje w wyborach – gdybym czekala na partie z ktora zgadzam sie w 100% to nigdy bym tam nie poszla. Jesli jednak zabieram glos w dyskusji i moge powiedziec wiecej niz tak albo nie, to uwazam, ze powinnam to robic. Chyba lepiej zostac uznanym za niezdecydowana/nego i narazic sie na krytyke z obu stron niz glosic cos z czym sie nie zgadzasz, czy nie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s