Majówka w Hamburgu

Garść uwag, spisanych w trakcie podróży. Hamburg urodą nie grzeszy, przynajmniej w porównaniu z Lubeką. Dzielnica St. Pauli po prostu przytłacza. Ktoś kiedyś napisał, że Niemcy, za co by się nie wzięli, zawsze dojdą w tym do perfekcji, absolutu. Przykładami miały być zarówno faszyzm i holocaust, jak i kapitalizm w RFN i komunizm w NRD. Teza absolutnie się potwierdza w dziedzinie przemysłu erotycznego. Patrząc na niekończące sie rzędy seks-shopów, trudno nie podziwiać narodu, który tak dalece wyzbył się pruderii, że ze swego wyzwolenia uczynił religię. Trudno, zwłaszcza Polakowi.

Polak religię czyni z tego, co go boli, nie z tego, co dostarcza przyjemności. Na szczęście zwykle mija mu to natychmiast po przekroczeniu granicy – bo wszystko, co bolesne, zawsze zostanie w Polsce.

16 thoughts on “Majówka w Hamburgu

  1. „Ktos kiedys napisal, ze (…)”

    A kto to niby miał napisać? To obrzydlistwo o faszyzmie i holokauście? Czekam na autora tego rzekomego cyatatu…

    Może z relacjami z wakacji lepiej się wstrzymać się do powrotu? Kiedy głowa znów będzie w stanie zdobyć sie na rozumną refleksję…

  2. Tomek, Ty jestes po prostu uzalezniony🙂
    pozdrawiam,

    Ola
    (obiecalam, ze wpadne i wpadlam)

  3. na temat St.Pauli chciałam się zachnąć, ale mi się przypomniało, że dzielnica ma konstrukcję ruskiej babuszki- im bardziej w centrum tym goręcej… a ja właściwie znam fragmenty. Hamburg jest niemiecki bardzo i bardzo portowy, ani jedno ani drugie nie jest komplementem wlasciwie, a jednak lubie H. Paradoks?

  4. ja już spowrotem. pozdrawiam i witam się ze stołeczną rzeczywistością🙂

  5. Ponieważ Autor wzorując się najwidoczniej na najbardziej opiniotwórczym dzienniku w tej części galaktyki zmienia swoje teksty już po ich opublikowaniu i skomentowaniu (gdyby jeszcze zaznaczał, że to właśnie robi…), nie pozostaje mi nic innego, jak wyrazić żal i rozczarowanie postawą Autora.

    Nam nie jest wszystko jedno.

    Tuje.

  6. „onieważ Autor wzorując się najwidoczniej na najbardziej opiniotwórczym dzienniku w tej części galaktyki zmienia swoje teksty już po ich opublikowaniu i skomentowaniu”

    Ja wiem, co bylo w poprzedniej wersji tekstu. I nadal nie rozumiem lekko agresywnej reakcji nan.

  7. do j_u:

    Brawo! Masz kopię oryginału, czy dzielisz się z nami po prostu swoimi wrażeniami z przeczytania obu wersji?

    Cytat. Wystarczy że Autor poda kogo autorstwa są słowa które przytoczył. Przecież nikt tu Autorowi nie zarzuca plagiatu czy manipulacji (no poza może tą szlachetną techniką zmiany tekstu już po wypuszczaniu na światło dzienne i skomentowaniu przez Czytelników – oczywiście bez wzmianki o dokonanych zmianach). Chciałbym tylko poznać autorstwo tego ‚niestereotypowego’ sądu na temat naszych sąsiadów zza Odry. To chyba nie jest wygórowane wymaganie?

    Oczywiście Autor może nie pamiętać kto to powiedział – wtedy choćby google.pl służy pomocą. O ile oczywiście TO JEST CYTAT (ew. trawestacja), a nie po prostu sąd Autora podany asekurancko w mundurku cytaciku.

  8. Autor tekst poprawił, co niniejszym przyznaje. Poprawki polegały przede wszystkim na dodaniu polskich znaczków, których w poprzedniej, pisanej z Niemiec, wersji nie było, i usunięciu fragmentu, w którym wyjasniano, dlaczego owych znaczków nie ma. Żałuję, ze kogokolwiek to uraziło.
    Nie zmieniłem niczego w merytorycznej częsci tekstu, czyli np. w tym, co było komentowane.

    Nie wiem, kto był autorem cytatu, i mimo wysiłków nie znalazłem go w googlu. Nie jest to bynajmniej asekuracja – sam chętnie bym sie pod tak trafną myślą podpisał, jednak, niestety, to nie ja to wymysliłem. W życiu przeczytałem jednak dotad mnóstwo rzeczy i nie jestem w stanie spamietać, co było u kogo. Wydaje mi się, ze autorem tego kawałka jest jakiś polski klasyk – może Miłosz, może Lem? – i że widziałem go bądź w Gazecie Wyborczej, bądź w Tygodniku Powszechnym, niestety bardzo, bardzo dawno temu😦

  9. Ciekawe, podobną opinię usłyszałem od mego przyjaciela, Niemca z Bonn, który we Wrocławiu wykłada na UWr. I też twierdził że to cytat – ale z jakiegoś niemieckiego pisarza powojennego.

    W każdym razie, niemieckiej pornografii tak. Szkoda że nie są równie otwarci na inne miłe rzeczy🙂.

  10. „Brawo! Masz kopię oryginału, czy dzielisz się z nami po prostu swoimi wrażeniami z przeczytania obu wersji?”

    Drogi Tuje,
    Nie mam kopii, ale nie cierpie jeszcze na demencje starcza i pamietam, co tam zostalo napisane, i co krytykowales. Nie dzielilam sie zadnymi wrazeniami, tylko zadalam ci (dwukrotnie) proste pytanie: co sprawia, ze reagujesz na notke/osobe autora/cokolwiek agresywnie? Zgadzam sie, ze nie jest wskazane cytowac bez powolania sie na zrodlo, ale to nie jest artykul naukowy tylko blog, i pewna swoboda wypowiedzi jest dopuszczalna.

  11. Ylemai, mógł to być i Niemiec. Głowy nie dam, a chętnie bym sie dowiedział, kto tego – teraz już szeroko komentowanego – cytatu jest autorem.

    J_u, dzięki za słowa wsparcia!

  12. „proste pytanie: co sprawia, ze reagujesz na notke/osobe autora/cokolwiek agresywnie?”

    Reaguję tak na każde ciągotki w kierunku orwellizmu, w kierunku manipulacji i nieprofesjonalizmu w dziennikarstwie (to JEST blog dziennikarski – choć to nigdzie nie jest napisane). Jak dotąd Autorowi przydarzyło się tylko kilka małych wpadek. Nie zaszkodzi zwrócić Mu na nie uwagi i pilnować dalej: drzewa się zarówno ochoczo podlewa (komplementami) jak i bezlitośnie przycina (wskazaniem wpadek).

    Swoboda wypowiedzi – oczywiście, czemu po prostu nie napisać „według mnie… – aczkolwiek wydaje się, że opinię taką głosili również inni”. Swoboda na tym przecież nie straci…

    Na takich drobiazgach semantyczno/składniowych już niejeden proces przed sądem został wygrany lub przegrany (Kwaśniewski, „Życie”, Ałganow – a biegłym był chyba prof. Bralczyk?). Zgadza się, to nie jest publikacja naukowa. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby Autor sprawdzał źródła cytatów – to dobry zwyczaj, którego przestrzeganie nigdy Mu nie zaszkodzi, a publikacjach naukowych – wręcz pomoże.

    Koniec tej dyskusji. Przynajmniej z mojej strony.

  13. Nie mogl napisac „wedlug mnie”, poniewaz zdanie nie jest jego autorstwa. Nie pamietal autora, wiec swobodnie – jak to na blogu (z mozliwoscia pozniejszego przeredagowania) – umiescil fraze „jak ktos kiedys gdzies napisal…”. Jasne, blog z aspiracjami dziennikarskimi nie powinien sobie na takie rzeczy pozwalac – ale reagowanie agresja wydaje mi sie nieco na wyrost. Dziennikarze tak sie pouczaja miedzy soba? Dziekuje zatem opatrznosci, ze wybralam nieco grzeczniejszy zawod ;-P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s