Archiwum

Archiwum kategorii ‘GW’

Prawda GW i prawda rozkładu

17/10/2009 4 komentarzy

“Gazeta Wyborcza” z hukiem otrąbiła koniec stacji we Włoszczowie:

gwwloszczowa1


Jako mieszkaniec okolic Włoszczowy, który większość życia spędza w stolicy, przeraziłem się nie na żarty. Na szczęście jedno krótkie zerknięcie do rozkładu na stronie PKP uspokoiło mnie, że prawdy w doniesieniu “Gazety” tym razem tyle, co zwykle:

rozklad1



Oczywiście, informacja, która posłużyła do sformułowania śmiałej tezy o “końcu Włoszczowy”, częściowo nie jest nieprawdziwa – pociąg “Augustyn Kordecki” rzeczywiście zlikwidowano. Po pierwsze jednak nigdy nie był to ekspres, tylko tzw. TLK (skrót przewrotnie rozszyfrowywany jako “Tanie Linie Kolejowe”, oznacza pociągi pospieszne spółki PKP InterCity nieco tańsze od standardowych składów InterCity, za to znacznie droższe od “zwykłych” pospiesznych i wszystkiego, co oferuje konkurencja). Po drugie: wycofano go ponad miesiąc temu, a w GW zauważono to nagle dopiero teraz. Po trzecie, jak widać na powyższym rozkładzie, pociągów porannych we Włoszczowie przybyło – za sprawą konkurencji (PKP Przewozy Regionalne). W istocie zastąpienie jednego połączenia porannego (sytuacja w czasach Gosiewskiego, który “wymusił” pociąg na PKP) dwoma równie szybkimi choć tańszymi (sytuacja aktualna) trudno nazwać końcem dworca. Rzekłbym nawet, iż wręcz przeciwnie.

W jednym tylko wypada się z artykułem zgodzić. Ekspresami z Włoszczowy do Warszawy faktycznie prawie nikt ostatnio nie jeździ. Mieszkańcom pogranicza województw świętokrzyskiego, łódzkiego i śląskiego, którzy do stolicy mają teraz w ciągu dnia 3-4 pospieszne pociągi InterRegio (żadnych stacji po drodze do Warszawy, czas podróży: 2 godziny, cena biletu: 28 zł – i najlepsze: do ich uruchamiania nikt z PiS-u spółki PKP Przewozy Regionalne nie zmuszał!), niespecjalnie chce się płacić 73 zł za podróż w tych samych warunkach w porównywalnym czasie (półtorej godziny rozkładowej jazdy plus standardowe pół godziny opóźnienia), tyle że z adnotacją w rozkładzie, że ekspres. Niestety, jedyny dający się wyciągnąć z informacji wniosek: że spółka PKP InterCity przegrała we Włoszczowie konkurencję z PKP Przewozy Regionalne, nijak nie pozwala na przywalenie Kaczyńskim i Gosiewskim, więc go skrzętnie przemilczano.

Kategorie:GW, PiS

Zapłacimy za Rospudę

30/07/2009 14 komentarzy

PAP doniósł właśnie:

Sąd Okręgowy w Białymstoku wydał Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nakaz zapłaty blisko 43,9 mln zł (plus odsetki) spółce Budimex Dromex. To kara umowna z tytułu odstąpienia przez drogowców od kontraktu na budowę obwodnicy Augustowa (podlaskie).

Dla niezorientowanych: oznacza to, że prywatnej firmie za niewybudowanie obwodnicy zapłacą polscy podatnicy. GDDKiA jako taka jest organem państwowym, więc każdy niepotrzebnie wydany milion oznacza, że gdzieś nie powstanie jakaś droga. Lub powstanie, ale dopiero po tym, jak rząd podniesie kolejny podatek (PO, jak wiadomo, planuje ostatnio opodatkować specjalnie nawet napoje gazowane, co jednak wywołuje pewne kontrowersje, więc każdy pretekst typu Rospuda jest tu dla rządu na wagę złota).

Nie, wcale nie jestem za tym, żeby zleceniobiorca, który przecież też poniósł koszty, został bez odszkodowania. Dlaczego jednak ma je płacić państwo? Generalna Dyrekcja drogę wybudować chciała, podobnie jak mieszkańcy Augustowa i większość mieszkańców Podlasia. Za jej budową była też prawdopodobnie większość tych, którzy w naszym kraju płacą podatki. Kto był przeciw? O ile mnie pamięć nie myli, najgłośniej protestowali ekolodzy (tudzież inni lewicowi amatorzy uszczęśliwiania ptaszków i unieszczęśliwiania ludzi za zabierane im pieniądze) oraz “Gazeta Wyborcza”. Przeciwnicy, jak wiemy, po dużej akcji propagandowej osiągnęli swój cel i zablokowali budowę. Niech mi teraz ktoś wyjaśni, dlaczego nie powinni w takim układzie ponosić wyłącznych kosztów realizacji swego wspaniałego marzenia?

Kategorie:3 RP, GW, PO, Rospuda

Prasa pod prysznicem

19/09/2008 4 komentarzy

Jak wszyscy wiemy, polska Izba Wydawców Prasy na przekazy sugerujące, że prasa drukowana przegra w starciu z internetem, odpowiada skargami do Rady Reklamy. Belgowie do sprawy podchodzą o niebo bardziej kreatywnie: flamandzki dziennik De Standaard wypuścił jakiś czas temu spot pokazujący, dlaczego strona www nigdy nie zastąpi ci gazety:

Na koniec westchnienie: że u nas “Nasz Dziennik” się w ten sposób nie reklamuje, od biedy jestem w stanie zrozumieć, ale “Gazeta Wyborcza” mogłaby chyba zaryzykować…

Kategorie:Belgia, GW, Humor, LGBT, Reklama, Seks

Seksarchiwista w sutannie

29/08/2008 4 komentarzy

Bydgoscy katolicy, nie do końca pewni, na co idą niedzielne tace, mogą odetchnąć z ulgą: bynajmniej nie na panienki (względnie chłopców), których księża i tak mają ile duch zapragnie (przypomina się stare przysłowie: za sutannami dupy sznurami) – lecz na nowe technologie. Tak, tak, w czasach gdy wielu wyrzuca Kościołowi obyczajowe (i nie tylko obyczajowe) zacofanie, pewien kujawski duchowny udowodnił, że nie ma to jak seks z komórką:

Paweł L., wikary z parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla na Błoniu (…) spotykał się z kobietami i uprawiał z nimi seks. – Najczęściej w sutannie – ujawniają policjanci. – Na dodatek uwieczniał te chwile aparatem fotograficznym i telefonami komórkowymi.
Jak ustaliła policja, sprzętem zainteresowała się jedna z kobiet, która dokładnie przejrzała galerię zdjęć. Przekonana o tym, że jest jedyna, na widok rywalek ze złości zabrała duchownemu komórki. Później zadzwoniła do niego z propozycją, że odda wszystko razem z zawartością, jeżeli ten jej zapłaci.
Przez kilka dni trwały negocjacje, w końcu stanęło na kilkunastu tysiącach złotych.
Wikary wycofał się jednak i powiedział, że pieniędzy nie da. – Wtedy kobieta sprzedała telefony w komisie w centrum miasta – opowiadają policjanci pracujący nad sprawą.
Właściciel komisu, prawdopodobnie z nudów, także zapoznał się z niewykasowaną galerią zdjęć i postanowił zrobić z nich użytek. Skontaktował się z duchownym i zaproponował sprzedaż kompromitujących fotografii. – Tym razem stawka wyjściowa była wyższa, bo 200 tys. zł – zdradza policja. – W końcu, w toku negocjacji zmieniono sumę okupu na 10 tys. zł. (…)
Wikary Paweł L. zdecydował się opowiedzieć o wszystkim policjantom.

Policjanci zareagowali natychmiast: zastawili pułapkę, złapali szantażystę, po czym wypuścili go za poręczeniem, dzięki czemu – jak przypuszczam – zdjęcia już wkrótce obejrzymy w sieci. Linki znajdziemy zapewne na dumnych z osiągnięć technicznie zaawansowanego duchownego stronach katolickich.

Kategorie:GW, Humor, Kler, Kościół, Seks

Michnik z członkiem w ustach

27/06/2008 10 komentarzy

Znany bloger Piątej Władzy Łukasz Medeksza w artykule na portalu Polskiego Radia Wrocław rozszyfrował Dolinę nicości, nową wspominkową powieść Bronisława Wildsteina. Szyfr okazał się niezbyt trudny do złamania, szczególnie że (jak wskazują kolejne rozsiane po książce tropy) zdaniem byłego szefa TVP w polityce chodzi z grubsza o to samo, co w każdej innej zdominowanej przez panów dziedzinie życia: o ciupcianie. Oczywiście, koniecznie z podbudową ideologiczną:

Antykomunistyczna prawica walczy z obozem „Gazety Wyborczej” nie tylko o lustrację, ale i o kobiety. O dobry seks. Lecz nawet i w tej konkurencji górą jest Adam Michnik. (…)
Oczywiście, Adam Michnik nie występuje w tej książce pod własnym nazwiskiem. Jest przywołany aluzyjnie. Bo „Dolina nicości” to powieść z kluczem. I bez trudu identyfikujemy jej fikcyjnych bohaterów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego. Michnikiem jest więc powieściowy Michał Bogatyrowicz, redaktor naczelny „Słowa”. Kierowana przezeń gazeta to – a jakże – „Gazeta Wyborcza”.

Przewijamy teraz rzeczy mniej istotne (kogo interesują dylematy moralne bohaterów?) i przechodzimy do sedna, czyli do scen erotycznych z celebrytami. W pamięć zapada zwłaszcza ta pomiędzy alter ego Michnika i kobietą jednego z jego politycznych konkurentów:

[Maria] była piękna, inną już, dojrzałą pięknością. Była business woman. I była związana z Wilczyckim. Sytuacja prowokowała nieco [Bogatyrowicza], ale nie na tyle, aby podjął próbę zdobycia jej ponownie [była jego kochanką jeszcze na studiach]. Potem jednak ruszyła afera Lwa i Bogatyrowicz poczuł, że walka toczy się również w tym wymiarze. Maria czuła to także. Na ich pierwszej od wielu lat randce oświadczyła, że zerwała z Wilczyckim. Bogatyrowicz był rozczarowany. Wolałby bezpośrednio odebrać ją redaktorowi „Kuriera”. (…) Wreszcie wczoraj wylądowali u niego i, jak można było oczekiwać, w łóżku. Po wszystkim Maria wyznała mu, że ich ostatnia przygoda erotyczna była dla niej wyjątkowym upokorzeniem. Okazało się, że zasnął z członkiem w jej ustach. Zdumiona, że mimo jej wysiłków wiotczeje, zrozumiała sytuację, gdy usłyszała miarowe chrapanie. Miała nawet problemy, żeby się spod Michała wydostać.

Mocne? Cóż, Bronisławowi W. gratuluję awansu na kolejną Anastazję P. A naczelnemu “Gazety Wyborczej” (jeśli w tym, co pisze redaktor konkurencyjnej “Rzeczpospolitej”, jest choć ziarnko prawdy) pozostaje polecić popularny ostatnio w Stanach środek na prostatę, omówiony trzy dni temu na Blogu Reklamowym:

Maria powinna być zadowolona.

Kategorie:GW, Rzepa, Seks, Szok

Pedałem jesteś?

24/06/2008 43 komentarzy

W ostatnim poście Kataryny o antyblogerskich zapędach europarlamentarzystów (od komentarzy kipi dziś polska blogosfera; sam zabrałem głos w temacie na blogu bardziej oficjalnym) znalazłem cytat z artykułu o Tomaszu Lisie, opublikowanego kilka dni temu w “Dzienniku”. Cytat dotyczy pewnej mało dotąd eksponowanej w mediach (tak, tak, jest takowa) dziedziny aktywności byłego szefa polsatowskich “Wydarzeń” oraz związanego z ową aktywnością dylematu jego ówczesnych podwładnych:

Jak tu szanować szefa, człowieka niby poważnego, o wyjątkowo wysokiej pozycji, któremu zdarzało się zaczynać poranne kolegia od przejrzenia internetu, by odszukać wszystkie wpisy na swój temat i temat swej przyjaciółki, i który czasem na tzw. zwyżce, czyli specjalnym podium w newsroomie, potrafił bez zażenowania pod rozmaitymi nickami na gazetowych forach komentować w sieci nie tylko bieżące wydarzenia polityczne. A kiedy plątały mu się już nicki, Hanka pomagała mu założyć nowe konta.

Tyle Kataryna, artykuł w “Dzienniku” zawiera jednak fragmenty stawiające brylującego jeszcze rok temu na łamach “Gazety Wyborczej” (i rżącego na antenie TOK FM) apostoła antykaczyzmu i poprawności politycznej w jeszcze ciekawszym świetle:

Gdy dziennikarz zbyt miękkim głosem czytał materiał, Lis pytał: – Co ty, pedałem jesteś? Może byś przerż… jakąś kobietę i zaczął czytać jak mężczyzna?

“Wszyscy jesteśmy gejami” – pisał w 2005 roku Jacek Żakowski. Ciekawe, czy powtórzy to teraz koledze…

Kategorie:GW, LGBT, LiS, PiS, Polsat

Urban nowym guru PiS-u

05/05/2008 3 komentarzy

Lewica zdębiała, prawica zgłupiała, a szeregowi żurnaliści, którzy jeszcze tydzień temu rozdzierali szaty nad brakiem pluralizmu w TVP i antykomunistycznym zacietrzewieniem obozu Kaczyńskich, dopalają się właśnie ze wstydu (o ile tylko jakimś cudem otrzymali od Bozi choćby ociupinkę tego dość rzadkiego dobra). Niemniej fakty mówią same za siebie: wiceurban Gadzinowski będzie współrządził telewizją publiczną. Wraz z Urbańskim, Farfałem, Pati Koti i dwoma takimi bliźniaczymi cieniami.

Świeżo upieczony wiceszef Rady Programowej TVP na nowym stanowisku bez wątpienia się wyżywi, co jednak z jego wieloletnim mentorem? Awans Urbana na nieoficjalne guru PiS-u (tatko Rydzyk będzie musiał trochę się posunąć) to przecież gwóźdź do trumny dla tygodnika NIE, skądinąd i tak średnio radzącego sobie na rynku w ostatnich latach (no, chyba że pisemko będzie teraz dystrybuowane w kościołach jako dodatek do Niedzieli). Nie mówiąc już o obstrukcji towarzyskiej, której ofiarą na Salonach pada z automatu każdy kolaborujący z eksreżimem, a która nie zna zmiłowania nawet przy zasługach takich jak rzecznikowanie Generałowi. Już widzę, jak uroczego plastusia wyrzeka się nawet jego najserdeczniejszy dotąd przyjaciel (kto by chciał jadać obiadki lub chodzić na zakupy z zaplutym kaczystą?):

No i co teraz nasze uszate biedaczysko pocznie?

Kategorie:GW, PiS, Polityka, Szok

Kaczor zabił

14/02/2008 15 komentarzy

Wchodzę sobie kilka minut temu na portal gazeta.pl, a tam news nad newsami: Znaleziono zwłoki na terenie rezydencji prezydenta. Na dowód, że rzecz mi się nie przyśniła, screenshot:

Nie wiem, czy sprawka to pory późnej, czy też zmienionego stanu umysłu, ale ledwiem tytuł ujrzał, przed oczami duszy stanęły mi zastępy policjantów, myszkujących pod Pałacem Prezydenckim lub w okolicach Juraty. Kilku krzyczy do reszty: właśnie natknęli się na zmasakrowane ciało kolejnej anonimowej ofiary słynącego z krwiożerczości Lecha Rozpruwacza. A może nie do końca anonimowej? No właśnie, co jeśli nieszczęsny denat to minister Sikorski, albo nawet sam Premier? W tym drugim przypadku trwają już zapewne przygotowania do rozwiązania przez prezydenta parlamentu, wprowadzenia stanu wyjątkowego i wyrżnięcia wszystkich, którzy głosowali na Platformę… Przygotowany na najgorsze, drżącą ręką naciskam na odnośnik. A tu siurpryza:

Nie, te Włochy to chyba jakaś pomyłka, może chodziło o dzielnicę Warszawy? A może to cenzura… Ludzie Kaczyńskich zapewne opanowali już redakcję na Czerskiej, a cały news osobiście napisała Anna Fotyga:

Mężczyzna zaginął w marcu 2007 (…). Jego zaginięcie zgłosiła żona, a policja poszukiwała go w całych Włoszech. (…) Według pierwszych ustaleń mężczyzna poczuł się źle za kierownicą, a jego auto staranowało parkan rezydencji i wjechało w zarośla.

Wiem, że mogę za to podzielić smutny los Janusza Palikota, ale muszę postawić to pytanie. I wolę zrobić to publicznie – sprawa dotyczy przecież głowy państwa. Czy Lech Kaczyński aby na pewno ma alibi?

Kategorie:4 RP, GW, PiS, Premier, Prezydent, Szok