Jedyny polski spot reklamowy wyróżniony w tym roku w Cannes (Brązowy Lew w kategorii “Film”). Kampania zrealizowana została przez McCann Erickson Polska dla Fundacji Dzieci Niczyje i, powiedzmy sobie szczerze, na głowę bije przygotowywane do tej pory akcje konkurencji. Nawet te bardziej malownicze (by przypomnieć choćby pamiętne lodowisko Kidprotect.pl)…
Idealistyczny spot, która próbuje nam wmówić, że dzieci nie są skazane na obcowanie z nieprzyzwoitościami w Internecie. Także te dzieci, które wytrwale takich treści w Sieci poszukują.
Pomyślmy jednak logicznie, czy w takim wypadku to rzeczywiście ochrona dzieci przed zepsuciem, czy po prostu rodzicielska upierdliwość. Bo osobiście nie mam wątpliwości, że młody bohater i tak w końcu rzeczony filmik sobie z netu ściągnie. Co najwyżej, będzie musiał wcześniej trochę popracować intelektualnie…
A może to właśnie o to chodzi? O wyzwania, dzięki którym nasze pociechy znacznie szybciej nabędą umiejętności potrzebne do funkcjonowania w (nie tylko tym wirtualnym) świecie? Któryż z rodziców nie chciałby mieć dobrze kombinującego potomka, który w przyszłości poradzi sobie z największym nawet problemem?
Posted in Dzieci, LGBT, QAF, RTD on środa, 29 sierpień 2007 by Tomek Łysakowski
Skoro już jesteśmy w klimatach dziecięcych, pamiętacie jeszcze starą mantrę przeciwników homorodzicielstwa o tym, że dziecko powinno mieć matkę i ojca, gdyż inaczej nie nabędzie właściwych wzorców płciowych i w życiu dorosłym przytrafiać mu się będą rózne dziwne rzeczy?
Cóż, nawet gdyby była to prawda (a, jak wskazują badania i obserwacje, raczej nie jest), akurat pod tym względem nie ma to, jak być dzieckiem w dużej homoseksualnej rodzinie. Zamiast (z definicji) nudnej i przewidywalnej pary heterostaruszków, można wtedy mieć na przykład - jak niemowlak z Queer As Folk - cztery mamusie i dwóch (a w porywach nawet trzech) tatusiów:
Nie ma chyba konserwatysty, którego nie zadowoliłoby tyle urozmaiconych wzorców zachowania (zwłaszcza że trzeci tatuś może być przechodni)… Z punktu widzenia dziecka też same zalety, ilość rodziców najczęściej wpływa bowiem na jakość opieki (jeden rodzic nie jest się w stanie zajmować siódemką dzieci równie wydajnie, co siódemka rodziców jednym dzieckiem). I zawsze łatwiej znaleźć staruszka, którego się lubi.