Archiwum

Archiwum kategorii ‘Doctor Who’

Drop dead dream

18/07/2008 1 comment

Post o poście. Jutro miną dwa tygodnie, jak człowiek żyje bez Doktorka (na dodatek czwarty sezon skończył się jeszcze bardziej frustrująco niż Torchwood trzy miesiące temu). By to jakoś uczcić, wygrzebałem na YouTubie kawałek osadzony w najważniejszym momencie finału – jak wspominki, to na całego…

Kategorie:BBC, Doctor Who, Muza

Finał “Doktora”

22/06/2008 8 komentarzy

Pierwsza część już za tydzień sobotę. Jak widać na świeżo wypuszczonych trailerach, zobaczymy w niej prawie wszystko, co Russell T Davies powołał do życia w ciągu ostatnich 4 lat:


To się nazywa odejść w wielkim stylu.

Führer’s fan rage

26/05/2008 7 komentarzy

Super gratka dla każdego szanującego się Whoviana: Adolf Hitler recenzuje Exit Wounds

Moffat przejmuje “Doktora Who”

21/05/2008 3 komentarzy

Kto by przypuszczał kilka miesięcy temu, gdy zwiastun Czwórki debiutował w kinach, że to ostatni sezon RTD za sterami najdłużej emitowanego serialu w historii science fiction…

Ta wiadomość wstrząsnęła wczoraj fanami gatunku na całym świecie: “Doktor Who” zmienia szefa szefów. Russell T Davies, dotychczasowy główny scenarzysta (lead writer) i producent wykonawczy (executive producer) serialu, ustąpi w 2009 roku, po 5 latach kierowania produkcją przygód ostatniego Władcy Czasu. Jego następcą na obu stanowiskach zostanie Steven Moffat, opisywany tu kilka dni temu (ale miałem nosa!) zdobywca tegorocznej nagrody BAFTA Craft za scenariusz do wiekopomnego „Blink”:

Davies, znany z odwagi i nonkonformizmu twórca Queer As Folk i Torchwooda, okrzyknięty przez The Independent najpotężniejszym gejem Zjednoczonego Królestwa, przejdzie do historii jako człowiek, który nie tylko przywrócił do życia nieemitowany od 16 lat serial o kosmicie podróżującym w policyjnej budce, ale i uczynił go jednym z największych przebojów BBC. Jego następca, autor genialnych scenariuszy do (mało u nas, niestety, znanych) sitcomów Press Gang, Joking Apart, Chalk i Coupling, będzie się musiał zmierzyć z legendą – nikt nie ma jednak wątpliwości, że sobie z tym poradzi.

Pozostaje tylko pytanie, w którą stronę nowy szef poprowadzi kultowy serial. Na forach fanów nie ustają na ten temat spekulacje – pospekuluję więc i ja.

Jeśli chodzi o ogólną formułę, prawdopodobnie nie zmieni się zbyt wiele – wystarczy, że aktualna przynosi BBC krociowe zyski. Z pewnością w serialu będzie teraz mniej wątków gejowskich (choć Moffat w swej dotychczasowej twórczości bynajmniej nie stronił od tej tematyki, trudno wyobrazić sobie, by dogonił na tym polu człowieka odpowiedzialnego za QAF), za to prawdopodobnie znacznie więcej wątków lesbijskich. Nie sposób zapomnieć o tym, że w Coupling to właśnie seks pomiędzy kobietami stanowił główną obsesję Steve’a (bohatera, którego Moffat uważał za swe alter ego i któremu dał nawet własne imię; czy trzeba dodawać, że serialowa partnerka Steve’a, Susan, nosi imię żony Moffata?), a bycie lesbijką – szczyt marzeń jego najlepszego przyjaciela, Jeffa:

Za znaczną częścią fanów żywię też nadzieję, że objęcie kierownictwa przez Moffata oznaczać będzie powrót do Tardis najpopularniejszego Moffatowego tworu: Sally Sparrow . Nikt przecież nigdy nigdzie nie powiedział, że jedyne spotkanie Sally z Doktorem w „Blink” będzie tym ostatnim…

Kategorie:BBC, Coupling, Doctor Who, LGBT, Moffat, QAF, RTD, SF, UK

BAFTA dla Moffata

12/05/2008 Dodaj komentarz

British Academy of Film and Television Arts rozdała właśnie swe coroczne laury, zwane – a jakże – BAFTA Awards. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w kategorii “Writer” brytyjskiego Oscara zgarnął w tym roku Steven Moffat za Blink – dziesiąty i najlepszy odcinek trzeciej serii “Doktora Who”. Mały teaser (z obowiązkowym ostrzeżeniem dla nieprzepadających za spoilerami) dla ciekawskich:

Gwoli ścisłości, Moffatowi wyróżnienie należało się już dawno, jeśli nie za poprzednie Doktory, Joking Apart czy Chalk, to już na pewno za Coupling – najśmielszy i najśmieszniejszy sitcom, jaki w życiu dane mi było obejrzeć. Tym, co w śmiałość lub śmieszność nie wierzą, polecam trzy przykładowe fragmenty czwartej (czyli i tak najsłabszej) serii – pierwszy przeznaczony dla dojrzewających chłopców, drugi dla dojrzałych mężczyzn, trzeci dla ciężarnych kobiet:

Teraz pozostaje Moffatowi zdobyć prawdziwego Oscara. Zważywszy, że brytyjski geniusz kończy właśnie scenariusz trylogii o Tintinie, której pierwszą część zaczyna kręcić na jesieni Steven Spielberg, obstawiam, że już wkrótce pozłacana statuetka stanie na półeczce autora Pustego Dziecka – może nawet obok kultowej kasety z Lesbian Spank Inferno.

Tymczasem 31 maja i 7 czerwca na BBC One dwa nowe odcinki przygód Władcy Czasu autorstwa Moffata, Silence in the Library i Forest of the Dead. A mi serce się kraje, bo drugi z weekendów siedzę w Salzburgu, gdzie może i będę miał pod bokiem Euro 2008, ale już dostęp do rapidshare’ów – niekoniecznie.

Hello, Dad!

04/05/2008 Dodaj komentarz

Świetna końcówka wyemitowanego wczoraj The Poison Sky, reklamująca planowany na przyszłą sobotę odcinek The Doctor’s Daughter. Tytułową rolę zagra w nim Georgia Moffett (prywatnie zresztą też córka Doktora – jej ojciec, Peter Davison, wcielał się w popularnego podróżnika w czasie w latach 1981-84), dzięki której już sam zwiastun można oglądać godzinami:

Kategorie:Doctor Who, SF

Kiss kiss, bang bang

18/01/2008 35 komentarzy

Zgodnie z tym, co zapowiadałem ponad tydzień temu, w środę 16 stycznia BBC nadała pierwszy odcinek drugiego sezonu “Torchwooda”. Dla niezorientowanych: “Torchwood” to spin-off “Doktora Who”, tasiemcowej (blisko 750 odcinków) produkcji science-fiction, od 45 lat bijącej rekordy popularności wśród brytyjskich nastolatków. Serial opowiada o działającej w Cardiff grupie rządowych agentów specjalnych, którzy w ramach obowiązków zawodowych dzielnie zmagają się z pozaziemskimi stworami, od których – o czym wie każdy Anglik – aż roi się w stolicy Walii.

Zaplanowany jako “Doktor Who dla dorosłych”: mroczny, poważny, niejednoznaczny, a przede wszystkim wyzwolony obyczajowo (wszyscy główni bohaterowie są biseksualni), “Torchwood” zadebiutował w BBC Three w październiku 2006, już na starcie osiągając rekordową oglądalność. Za sukcesem komercyjnym nie poszedł jednak sukces artystyczny: krytycy wytykali twórcom serialu płycizny scenariusza, niekonsekwencje w prowadzeniu bohaterów, a zwłaszcza fakt, że przesadzili z łączeniem gatunków: w “Torchwoodzie” mieszały się ze sobą elementy filmu akcji, sci-fi, kryminału, horroru, fantasy, melodramatu, thillera erotycznego, komedii romantycznej i dramatu psychologicznego – co więcej, w każdym odcinku w różnych konfiguracjach i proporcjach. I chociaż widzów pierwszej serii ten groch z kapustą nie odstraszył, wszystko wskazuje na to, że Davies i spółka dokładnie przeczytali i wzięli sobie do serca wszystkie te uwagi. W efekcie rok po zakończeniu emisji nie do końca udanego pierwszego sezonu wypuścili dzieło, którego nie powstydziłby się Tarantino:

Zmian jest dużo, i to na najróżniejszych poziomach. Po pierwsze, reorganizacji ulega sposób pracy bohaterów. Co prawda nadal będą ścigać kosmitów, ratować Ziemię przed kataklizmami (także tymi, które sami sprowadzili) i bzykać się w przerwach, niemniej wszystkie wymienione czynności mają się teraz odbywać w sposób zaplanowany i zorganizowany, nie zaś w atmosferze nerwowej improwizacji. Korektom poddano również charaktery postaci. Kapitan Jack Harkness (John Barrowman), przywódca zespołu wzorowany na postaci Kenny’ego z “South Parku” (pada zabity średnio raz na odcinek – jeśli zaś w odcinku występuje Master lub cyborg płci żeńskiej, ginie w ciągu godziny nawet i do kilkunastu razy), nie jest już, jak w poprzedniej serii, na zmianę refleksyjny i posępny (nastroje dość zrozumiałe przy takim trybie pracy), lecz jowialny, bezpośredni i tryskający humorem równie obficie, co na początku swej kariery u boku Doktora. Neurotyczni indywidualiści, robiący dotąd Jackowi przede wszystkim za mało zborny harem, ni stąd ni zowąd przeistoczyli się z kolei w karne komando (czyżby zafundowana przez Mastera wyprawa w Himalaje aż tak ich zmieniła?), w którym każdy dokładnie wie, co ma robić, i co więcej, słucha się szefa. W efekcie gdzieś w środku seansu widz łapie się na tym, że zaczyna darzyć ich sympatią – ostatnim uczuciem, o wywoływanie którego mogli być posądzani w pierwszym sezonie.

Podobne zmiany zaszły w charakterystyce bohaterów negatywnych. Zarówno w “Torchwoodzie”, jak i w “Doktorze Who”, rysunek postaci był do tej pory przeważnie (mimo wyjątków w typie Lady Cassandry) jeśli nie czarno-biały, to przynajmniej czarno-szary. Bohater pozytywny wcale nie musiał być kryształowy, jego główny oponent przeważnie był jednak złem wcielonym – czy to w Daleków, czy Mastera, czy inne kosmiczne monstra. Tymczasem w “Kiss kiss, bang bang” czarny charakter (jak zwykle nietuzinkowy James Marsters), mimo że kompulsywnie kłamie i nałogowo morduje, już na wejściu zyskuje sympatię widzów. Bo czyż można nie polubić łajdaka, który bez mrugnięcia okiem jest w stanie przekonująco opowiadać o tym, jak dobrą był żoną?

Jak widać po dialogach, serial doczekał się w końcu także porządnie napisanego scenariusza (brawa dla Chrisa Chibnalla). To spory postęp, bo wcześniejsze historie często robiły wrażenie naprędce posklejanych z tego, co zebrano z podłogi po kolegium autorskim “Doctora Who”. Ogółem jeśli pierwszą serię można określić jako coś w połowie drogi między “Z Archiwum X” a “Beverly Hills 90210″, to teraz dostajemy skrzyżowanie “Queer As Folk” z “Kill Bill” – czyli to, na co widz (zwłaszcza brytyjski) liczył od początku.

Równolegle serial żegna się z problematyką egzystencjalną i ostro skręca w stronę inteligentnie napisanej komedii. W przerwach między gonitwami i strzelaninami zamiast przyciężkich dywagacji o sensie życia i śmierci dostajemy błyskotliwe, skrzące się humorem dialogi. Przykładem choćby wyborna scena biurowa, w której szef Torchwooda wyciąga na randkę jednego ze swych podwładnych (Gareth David-Lloyd). Swoją drogą, nie zdziwiłbym się, gdyby fraza „Photocoping your butt – or, maybe not your butt” przeszła do historii telewizji…

Biorąc pod uwagę opisaną i nieopisaną tu zawartość, należy się spodziewać, że w polskiej telewizji serial zagości gdzieś tak u progu XXII stulecia. Komu nie chce się czekać, polecam BBC Two w kablówce. Albo szybkie łącze.

Przerwa w przerwie

23/11/2007 2 komentarzy

O tempora o mores… Juz nawet za granica czlowiek posiedziec spokojnie nie moze, by zaraz to, ze nie pisze (lub pisze inaczej), nie stalo sie ogolnopolska sensacja (czyt. ogulnopolskom sensacjom). Przerywam tedy uroczyscie milczenie, zwlaszcza ze dzis jubileusz mego ulubionego serialu fantasy: 44 lata temu BBC wyemitowala pierwszy odcinek Doctora Who, “The Unearthy Child”. Z tejze okazji uroczy slushowy teledysk do przeboju Meat Loafa “All Coming Back To Me Now”, podsumowujacy wspolne przygody ostatniego Wladcy Czasu i jedynego z jego towarzyszy, ktory, mimo ze nie byl plci zenskiej, potrafil zajsc w ciaze: