Archive for the Barrowman Category

Finał “Doktora”

Posted in BBC, Barrowman, Doctor Who, RTD, Torchwood on niedziela, 22 czerwiec 2008 by Tomek Łysakowski

Pierwsza część już za tydzień sobotę. Jak widać na świeżo wypuszczonych trailerach, zobaczymy w niej prawie wszystko, co Russell T Davies powołał do życia w ciągu ostatnich 4 lat:


To się nazywa odejść w wielkim stylu.

Slapstick z wampirem

Posted in BBC, Barrowman, Torchwood on sobota, 8 marzec 2008 by Tomek Łysakowski

Skoro już jesteśmy przy przygodach wyzbytych strachu i wstydu Cardiffczyków, grzechem byłoby nie wspomnieć o najnowszym odcinku, “Something borrowed”. Tytuł zresztą niezbyt trafiony: lepiej brzmiałoby - wziąwszy pod uwagę fabułę - choćby “Four funerals and a wedding”… Zwłaszcza sakrament małżeństwa jest tu kluczowy, zważywszy, że przed ołtarzem staje najaktywniejsza seksualnie ludzka samica “Torchwoodu”. W dodatku w stanie błogosławionym, w którym zresztą znalazła się bynajmniej nie za sprawą cielesnych uciech ze współpracownikami (o Bogu ducha winnym narzeczonym nie wspominając), lecz na skutek… niepokalanego poczęcia (brzmi znajomo? poczekajcie na poród w stajence).

Niestety dla bohaterki, szybko okazuje się, że przy wersji Jezuska, którą nosi pod sercem, nawet dziecko Rosemary mogłoby robić za aniołka. Po tym małym odkryciu cały Torchwood czuje się w obowiązku zwalić się na imprezę koleżanki, zastając na miejscu m.in. teściową z piekła rodem (dosłownie), która z kolei przybyła na wesele robić za położną. Nic dziwnego, że w efekcie dostajemy najbardziej zakręcone połączenie horroru z farsą od czasu “Zabójczych kondomów”, z obfitymi nawiązaniami do “Buffy”, “Scooby Doo” i “Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” oraz zwrotami akcji, przy których wysiadają “Podejrzani”:

Deszczyk na depresję

Posted in BBC, Barrowman, Black Metal, Torchwood on środa, 20 luty 2008 by Tomek Łysakowski

Niecodzienna gratka dla osób z obniżonym nastrojem lub myślami samobójczymi: torchwoodowy fanvid, w lwiej części oparty na wyemitowanym przed tygodniem odcinku “Adam”. W roli głównej Gareth David-Lloyd, dzielnie wspierany przez Briana Dicka i Johna Barrowmana. Podkład: Metallica, Low Man’s Lyric.

A dziś pod Roald Dahl Plass ma być jeszcze bardziej posępnie, chłopcy i dziewczynki będą bowiem rozpaczać nad resztkami zamordowanego w “Reset” Owena i kombinować, jak zrobić z nich zombie.

Kiełbasa z kosmosu

Posted in BBC, Barrowman, LGBT, Torchwood on piątek, 8 luty 2008 by Tomek Łysakowski

Od recenzji pierwszego odcinka “Torchwooda” upłynęły już trzy tygodnie. Z tej perspektywy można śmiało powiedzieć, że “Kiss Kiss Bang Bang” nie był li jeno teaserem: serial rzeczywiście zrobił spory krok naprzód. Większość oczekiwań, które wyartykułowałem przy okazji poprzedniego omówienia (tudzież także kilka takich, których nie wyrażałem), doczekała się spełnienia. Dobitnym tego przykładem ostatni jak dotąd, środowy odcinek.

“Meat” (jak krótko zwał się ów epizod) to małe arcydzieło. Znacznie dowcipniejszy od “Sleepera” i “To the Last Man”, klimatem zbliża się do “KKBB”, choć zaskakuje czymś zupełnie innym. Na przykład najbardziej jak do tej pory poukładaną akcją w historii serialu (OK, może być to efekt działania psychologicznej zasady kontrastu – w końcu poprzedni odcinek napisała sama Helen Raynor). Ale to dopiero początek.

Autorka “Mięsa”, Catherine Tregenna, miała dotąd na swoim koncie dwa największe wyciskacze łez pierwszej serii przygód agentów z Cardiff, “Out of Time” i “Captain Jack Harkness”. Oba świetnie napisane oraz – co w pierwszej serii stanowiło niemały ewenement – poprowadzone bez rozlewu krwi. Fakt, że pod tym ostatnim względem w “Meat” Tregenna wyżyła się za wszystkie czasy (przez pół odcinka na ekranie straszą ociekające posoką – względnie gnijące – kawałki mięcha, parę razy widzimy nawet, jak uczynni panowie wyrąbują je żywcem z pewnego mało szczęśliwego stworzenia; o strzelaninach i kopaniu prądem ludzi przez ludzi przez takt nie wspomnę), przyznać jednak trzeba, że prócz tego scenariusz właściwie nie ma wad. Film od pierwszej do ostatniej chwili trzyma w napięciu nie gorzej niż najlepsze odcinki “X-Files”. No i ten dowcip…

Gwen Cooper: Have you ever eaten alien meat?
Jack Harkness: Yeah.
Gwen Cooper: What was it like?
Jack Harkness: He seemed to enjoy it.

…właściwie nieprzetłumaczalny, biorąc pod uwagę ubóstwo polszczyzny pod względem kulinarnych określeń seksu oralnego. Skoro zaś już jesteśmy przy rzeczy w “Torchwoodzie” najważniejszej, nie sposób nie zauważyć, że Tregenna do kwestii łóżkowych podchodzi dość śmiało i właściwie nie ma granicy, której by (jeśli nie w tym, to w poprzednich sygnowanych przez siebie odcinkach) nie przekroczyła. Omniseksualny kapitan Jack udowadnia w “Meat”, że ma rozpiętość upodobań znacznie większą niż można było podejrzewać nawet po tym, jak w “Utopii” zalecał się do wielkiego niebieskiego karalucha. Popatrzcie na to:

Jak widzimy, serial promuje poprawność polityczną i akceptację dla inności w każdej postaci - aż czasami boli patrzeć… Zwłaszcza że taki flirt to zwrot o 180 stopni w stosunku do orgii romantyzmu, którą tydzień wcześniej zgotowała widzom Raynor:

Tak czy owak, strach myśleć, czym Tregenna uderzy 13 lutego. Ci, co widzieli (na pokazach dla prasy) “Adama”, twierdzą, że nigdy czegoś takiego nie widzieli (i nic dziwnego, kawałek w końcu o amnezji). Poza tym wieść gminna niesie, że to właśnie tego odcinka dotyczy jeden z najbardziej soczystych fragmentów ostatnio wydanej autobiografii Barrowmana:

In one of the early episodes of the second series, Ianto has a meltdown in the Hub one night, for reasons far too complicated to go into here, but if you’ve seen it, you’ll know. I have to admit it’s one of my favourite episodes to date. Anyway, while Jack comforts Ianto, he shifts from innocent consolation to a full-on, passionate embrace and kiss.
Gareth and I assumed ‘the position’ and went for it. The episode’s director never called ‘cut’. By the time Gareth and I were hitting the two-minute mark, my lips were getting numb and Gareth was getting twitchy.
‘You fuckers!” we both yelled in unison, when we finally realized what was going on and pulled apart.

Pozostaje zatem odliczać do środy, zwłaszcza że BBC zaplanowała na ten dzień aż dwa seanse TW. Gdy tylko na BBC Two znikną napisy końcowe po “Adamie”, w BBC Three zaczyna się “Reset” – odcinek, w którym wraca Martha Jones…

Kiss kiss, bang bang

Posted in BBC, Barrowman, Doctor Who, LGBT, RTD, Torchwood on piątek, 18 styczeń 2008 by Tomek Łysakowski

Zgodnie z tym, co zapowiadałem ponad tydzień temu, w środę 16 stycznia BBC nadała pierwszy odcinek drugiego sezonu “Torchwooda”. Dla niezorientowanych: “Torchwood” to spin-off “Doktora Who”, tasiemcowej (blisko 750 odcinków) produkcji science-fiction, od 45 lat bijącej rekordy popularności wśród brytyjskich nastolatków. Serial opowiada o działającej w Cardiff grupie rządowych agentów specjalnych, którzy w ramach obowiązków zawodowych dzielnie zmagają się z pozaziemskimi stworami, od których - o czym wie każdy Anglik - aż roi się w stolicy Walii.

Zaplanowany jako “Doktor Who dla dorosłych”: mroczny, poważny, niejednoznaczny, a przede wszystkim wyzwolony obyczajowo (wszyscy główni bohaterowie są biseksualni), “Torchwood” zadebiutował w BBC Three w październiku 2006, już na starcie osiągając rekordową oglądalność. Za sukcesem komercyjnym nie poszedł jednak sukces artystyczny: krytycy wytykali twórcom serialu płycizny scenariusza, niekonsekwencje w prowadzeniu bohaterów, a zwłaszcza fakt, że przesadzili z łączeniem gatunków: w “Torchwoodzie” mieszały się ze sobą elementy filmu akcji, sci-fi, kryminału, horroru, fantasy, melodramatu, thillera erotycznego, komedii romantycznej i dramatu psychologicznego - co więcej, w każdym odcinku w różnych konfiguracjach i proporcjach. I chociaż widzów pierwszej serii ten groch z kapustą nie odstraszył, wszystko wskazuje na to, że Davies i spółka dokładnie przeczytali i wzięli sobie do serca wszystkie te uwagi. W efekcie rok po zakończeniu emisji nie do końca udanego pierwszego sezonu wypuścili dzieło, którego nie powstydziłby się Tarantino:


Zmian jest dużo, i to na najróżniejszych poziomach. Po pierwsze, reorganizacji ulega sposób pracy bohaterów. Co prawda nadal będą ścigać kosmitów, ratować Ziemię przed kataklizmami (także tymi, które sami sprowadzili) i bzykać się w przerwach, niemniej wszystkie wymienione czynności mają się teraz odbywać w sposób zaplanowany i zorganizowany, nie zaś w atmosferze nerwowej improwizacji. Korektom poddano również charaktery postaci. Kapitan Jack Harkness (John Barrowman), przywódca zespołu wzorowany na postaci Kenny’ego z “South Parku” (pada zabity średnio raz na odcinek - jeśli zaś w odcinku występuje Master lub cyborg płci żeńskiej, ginie w ciągu godziny nawet i do kilkunastu razy), nie jest już, jak w poprzedniej serii, na zmianę refleksyjny i posępny (nastroje dość zrozumiałe przy takim trybie pracy), lecz jowialny, bezpośredni i tryskający humorem równie obficie, co na początku swej kariery u boku Doktora. Neurotyczni indywidualiści, robiący dotąd Jackowi przede wszystkim za mało zborny harem, ni stąd ni zowąd przeistoczyli się z kolei w karne komando (czyżby zafundowana przez Mastera wyprawa w Himalaje aż tak ich zmieniła?), w którym każdy dokładnie wie, co ma robić, i co więcej, słucha się szefa. W efekcie gdzieś w środku seansu widz łapie się na tym, że zaczyna darzyć ich sympatią – ostatnim uczuciem, o wywoływanie którego mogli być posądzani w pierwszym sezonie.

Podobne zmiany zaszły w charakterystyce bohaterów negatywnych. Zarówno w “Torchwoodzie”, jak i w “Doktorze Who”, rysunek postaci był do tej pory przeważnie (mimo wyjątków w typie Lady Cassandry) jeśli nie czarno-biały, to przynajmniej czarno-szary. Bohater pozytywny wcale nie musiał być kryształowy, jego główny oponent przeważnie był jednak złem wcielonym – czy to w Daleków, czy Mastera, czy inne kosmiczne monstra. Tymczasem w “Kiss kiss, bang bang” czarny charakter (jak zwykle nietuzinkowy James Marsters), mimo że kompulsywnie kłamie i nałogowo morduje, już na wejściu zyskuje sympatię widzów. Bo czyż można nie polubić łajdaka, który bez mrugnięcia okiem jest w stanie przekonująco opowiadać o tym, jak dobrą był żoną?


Jak widać po dialogach, serial doczekał się w końcu także porządnie napisanego scenariusza (brawa dla Chrisa Chibnalla). To spory postęp, bo wcześniejsze historie często robiły wrażenie naprędce posklejanych z tego, co zebrano z podłogi po kolegium autorskim “Doctora Who”. Ogółem jeśli pierwszą serię można określić jako coś w połowie drogi między “Z Archiwum X” a “Beverly Hills 90210″, to teraz dostajemy skrzyżowanie “Queer As Folk” z “Kill Bill” – czyli to, na co widz (zwłaszcza brytyjski) liczył od początku.

Równolegle serial żegna się z problematyką egzystencjalną i ostro skręca w stronę inteligentnie napisanej komedii. W przerwach między gonitwami i strzelaninami zamiast przyciężkich dywagacji o sensie życia i śmierci dostajemy błyskotliwe, skrzące się humorem dialogi. Przykładem choćby wyborna scena biurowa, w której szef Torchwooda wyciąga na randkę jednego ze swych podwładnych (Gareth David-Lloyd). Swoją drogą, nie zdziwiłbym się, gdyby fraza „Photocoping your butt – or, maybe not your butt” przeszła do historii telewizji…


Biorąc pod uwagę opisaną i nieopisaną tu zawartość, należy się spodziewać, że w polskiej telewizji serial zagości gdzieś tak u progu XXII stulecia. Komu nie chce się czekać, polecam BBC Two w kablówce. Albo szybkie łącze.

Torchwood 2

Posted in BBC, Barrowman, LGBT, RTD, Torchwood on środa, 9 styczeń 2008 by Tomek Łysakowski

Trwa odliczanie. Już za tydzień w BBC Two druga seria Torchwooda. Twórca i producent serialu, Russel T Davies, obiecuje, że będzie znacznie ostrzejsza od pierwszej. I na poparcie swych słów prezentuje taki oto teaser:

 

Dziesięć dni po brytyjskim debiucie Torchwood 2 wchodzi na ekrany amerykańskie (ciekawe, kiedy dotrze do Polski?), na którą to okoliczność przygotowano trailer o niebo bardziej dynamiczny niż zapowiedzi pokazywane na Wyspach (też już dostępne na YouTubie). Poprzednia seria pobiła rekord oglądalności na BBC America, oczekiwania względem tej (sądząc po budżecie samego trailera) są chyba podobne…

 

Efekty specjalne, zapowiadane gwiazdy i rozmach promocyjny sugerują, że Daviesowi udało się wreszcie wywalczyć dla swego ukochanego dziecka budżet porównywalny z tym, jakim na co dzień dysponuje przy Doktorze Who. Czy jednak ilość (w tym wypadku kasy) przełoży się na jakość (choćby gry aktorskiej, która - jeśli nie liczyć przyzwoitej kreacji Myles, świetnego Barrowmana i paru trzecioplanowych postaci - w pierwszej serii pozostawiała wiele do życzenia), przekonamy się 16 stycznia. Ja trzymam kciuki…

 

Przerwa w przerwie

Posted in BBC, Barrowman, Doctor Who, LGBT, RTD, Torchwood, UK on piątek, 23 listopad 2007 by Tomek Łysakowski

O tempora o mores… Juz nawet za granica czlowiek posiedziec spokojnie nie moze, by zaraz to, ze nie pisze (lub pisze inaczej), nie stalo sie ogolnopolska sensacja (czyt. ogulnopolskom sensacjom). Przerywam tedy uroczyscie milczenie, zwlaszcza ze dzis jubileusz mego ulubionego serialu fantasy: 44 lata temu BBC wyemitowala pierwszy odcinek Doctora Who, “The Unearthy Child”. Z tejze okazji uroczy slushowy teledysk do przeboju Meat Loafa “All Coming Back To Me Now”, podsumowujacy wspolne przygody ostatniego Wladcy Czasu i jedynego z jego towarzyszy, ktory, mimo ze nie byl plci zenskiej, potrafil zajsc w ciaze:

Nowoczesny Casanova

Posted in Barrowman, Doctor Who, LGBT, Torchwood on wtorek, 23 październik 2007 by Tomek Łysakowski

W ramach powyborczego świętowania rozkoszny filmik poświęcony przyjemniejszej niż polityka stronie życia, ulepiony przez genialne Misanthro z przeboju Cher i okruchów seriali “Doctor Who” i “Torchwood”.

A swoją drogą, drugiemu z tych seriali wczoraj strzelił roczek, więc nawet jest ekstra pretekst, by znów sobie pooglądać Johna Barrowmana…

Sztuka uwodzenia II

Posted in Barrowman, Doctor Who, Moffat on środa, 10 październik 2007 by Tomek Łysakowski

…czyli seksbomba, bomba i bombardowanie. Jak to robiono w 1941: