Brand z poprzedniego wpisu, za to spoty z antypodów.
Nowa Zelandia, czyli jak szczęście, to tylko w rodzinie:
Australia i jakże żywy inwentarz lokalnych farm:
Jak widać, antypody tak geograficzne, jak i psychologiczne. Trudno wyobrazić sobie, by w Polsce klient taki jak producent dużego, rodzinnego auta zaakceptował kampanię pokazującą, jak użytkownikom pojazdu przytrafiają się BARDZO NIEPRZYJEMNE RZECZY, nie mówiąc już o sugestii, że jego samochodem JEŹDZI BYDŁO. Powiedzmy sobie bowiem szczerze: Polacy potrzebują przekazów znacznie bardziej wyrafinowanych. Najlepiej tak wyrafinowanych, by przeciętny widz nie był w stanie się połapać (bądź - jeśli jakimś cudem się połapie - zapamiętać), o co w nich chodzi:
