Reklamówki za 40 złotych
Najbardziej odjechany rząd w historii najbardziej obłąkanego kraju świata szykował się do drugiej rocznicy pełnego sukcesów rządzenia. Prezes Rady Ministrów, wciąż uwielbiany przez poddanych, chciał uczcić rocznicę czymś naprawdę specjalnym: rozporządzeniem, które w skali niedorzeczności pobiłoby wszystko, co do tej pory zafundował swoim wielbicielom. Orzech wydawał się ciężki do zgryzienia, bo co może pod względem absurdalności konkurować np. z “jednym okienkiem”, które w ramach ułatwiania i upraszczania życia przyszłym przedsiębiorcom wydłużyło proces zakładania własnego biznesu z kilku dni do kilku miesięcy? Premier jednak nie tracił nadziei, zwłaszcza że przy okazji stanął przed jego gabinetem palący problem, z którym mogłoby się zmierzyć nowe ustawodawstwo.
Problem był niezwykle ważny, z czego zresztą mało kto zdawał sobie sprawę. Patrząc na polityków wolimy bowiem nie pamiętać, że każdy rząd, oprócz czuwania nad tym, by koryto dla rządzących (tudzież ich rodzin i kolegów) zawsze było pełne, ma jeszcze jeden, równie ważny (jeśli nie ważniejszy) cel istnienia: dokładanie wysiłków, by maksymalnie skomplikować, utrudnić i obrzydzić życie obywatelom. Tymczasem kryzys światowy mimo starań amerykańskiej administracji powoli dobiegał końca, co już za chwilę mogło zacząć być odczuwane także w Polsce: rząd nie bez racji obawiał się, że lada dzień wzrośnie konsumpcja, za nią płace, i tylko patrzeć, a ludzie staną się szczęśliwsi. Nic dziwnego, że zatroskany o los kraju szef rządu ściągnął do stolicy najtęższe głowy, by wymyśliły, jak przeciwdziałać zbliżającej się katastrofie. Przez wiele tygodni głowy radziły aż furczało, po czym najmędrszy z mędrców stanął przed premierem z rozwiązaniem, które porażało tak prostotą, jak i elegancją:




Najświeższe uwagi