Tyle dodrukuje z powietrza w tym roku Obama w celu zaspokojenia bieżących wydatków rządu federalnego tudzież rozruszania amerykańskiej gospodarki (trudno zaprzeczać, że gdy już w końcu nadejdzie hiperinflacja, nad której wykreowaniem od miesięcy wytrwale pracuje prezydent, nikomu za oceanem nie będzie się opłacało oszczędzać, dzięki obywatele rzucą się do wydawania coraz mniej wartych dolarów – a nic tak nie rozpędza gospodarki, jak konsupcja). Jak plan się powiedzie, Nobla – tym razem z ekonomii – ma już Barack w kieszeni. Pytanie tylko, czy aby tym razem nie powinien podzielić się nagrodą ze swym guru w dziedzinie rozwiązywania problemów gospodarczych przez zwiększanie podaży zadrukowanej zerami makulatury? I bynajmniej nie mam na myśli Andrzeja Leppera:
Tymczasem w komunistycznych Chinach znów dwucyfrowy wzrost gospodarczy, więc Amerykanie są dobrej myśli. Po drugiej kadencji Obamy będzie gdzie uciekać za chlebem, nawet jeśli Meksyk i Kanada zamkną granicę…

