Dwa komentarze z dyskusji o Albanii i małżeństwach gejowskich na Salonie24:
Archiwa miesięczne: Lipiec 2009
Striptiz artystyczny
Tylko dla dorosłych lub zepsutych.
Wykop effect
Każdy, kto choć trochę liznął psychologii blogowego marketingu, wie, ile można zdziałać mając do dyspozycji atrakcyjny tytuł i kontrowersyjny temat. Niemniej nawet biorąc to wszystko pod uwagę, dwadzieścia tysięcy wejść w ciągu doby potrafi człowieka zaskoczyć.
Z drugiej strony, strach mysleć, co się musi dziać, gdy w nazwie linku na Wykopie znajdzie się np. „seks”…
Albania dopuści małżeństwa jednopłciowe
Nie, to nie sen. Jeden z najbiedniejszych krajów Europy, w którym 70 procent obywateli wyznaje islam i którego kodeks karny jeszcze w 1995 przewidywał za homoseksualizm 10 lat więzienia, pozwoli parom gejów i lesbijek zawierać małżeństwa. Tak, tak, pełne małżeństwa, nie jakieś ograniczone w prawach związki partnerskie. Jak donosi Associated Press, ten bezprecedensowy krok zapowiedział dziś na rządowej stronie internetowej premier Sali Berisha:
An announcement on the government Web site Thursday said the bill „may spark debate” but was needed to stop discrimination against gay couples. Current law only recognizes heterosexual marriages.
Prime Minister Sali Berisha said the move followed requests from rights groups. His Democrats, who control 74 of parliament’s 140 seats, are expected to easily pass the law.
Ustawa może mieć jeszcze bardziej „z górki”, jeśli wziąć pod uwagę, że Demokraci Berishy to w ojczyźnie Matki Teresy partia… prawicowa. Główną siłą opozycyjną z 66 miejscami w parlamencie są Socjaliści.
Postawa Albanii mniej dziwi, jeśli spojrzeć na rzecz w szerszym kontekście: od początku tego roku związki gejowskie wprowadziły u siebie tak rożne kraje jak Węgry czy Kolumbia, tudzież konserwatywne stany amerykańskie, takie jak Iowa, Nevada, Wisconsin i Kolorado.
Jeszcze mniej kojarzonym z prawami gejów krajem, który szykuje się do wprowadzenia małżeństw dla par homo, jest środkowoazjatycki Nepal. W listopadzie 2008 Sąd Najwyższy tej himalajskiej republiki stwierdził, że lokalna konstytucja zakazuje dyskryminacji mniejszości seksualnych w dostępie do instytucji małżeństwa i nakazał rządowi zmianę dyskryminującego prawa. Prace nad nową ustawą trwają.
Za komentarz, gdzie Polsce do Albanii lub Nepalu, niech wystarczy informacja, że kilka dni temu w Sejmie posłowie PiS wpadli na pomysł karania grzywną za mówienie, że coś takiego jak gej lub lesbijka w ogóle istnieje.
Zapłacimy za Rospudę
PAP doniósł właśnie:
Sąd Okręgowy w Białymstoku wydał Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nakaz zapłaty blisko 43,9 mln zł (plus odsetki) spółce Budimex Dromex. To kara umowna z tytułu odstąpienia przez drogowców od kontraktu na budowę obwodnicy Augustowa (podlaskie).
Dla niezorientowanych: oznacza to, że prywatnej firmie za niewybudowanie obwodnicy zapłacą polscy podatnicy. GDDKiA jako taka jest organem państwowym, więc każdy niepotrzebnie wydany milion oznacza, że gdzieś nie powstanie jakaś droga. Lub powstanie, ale dopiero po tym, jak rząd podniesie kolejny podatek (PO, jak wiadomo, planuje ostatnio opodatkować specjalnie nawet napoje gazowane, co jednak wywołuje pewne kontrowersje, więc każdy pretekst typu Rospuda jest tu dla rządu na wagę złota).
Nie, wcale nie jestem za tym, żeby zleceniobiorca, który przecież też poniósł koszty, został bez odszkodowania. Dlaczego jednak ma je płacić państwo? Generalna Dyrekcja drogę wybudować chciała, podobnie jak mieszkańcy Augustowa i większość mieszkańców Podlasia. Za jej budową była też prawdopodobnie większość tych, którzy w naszym kraju płacą podatki. Kto był przeciw? O ile mnie pamięć nie myli, najgłośniej protestowali ekolodzy (tudzież inni lewicowi amatorzy uszczęśliwiania ptaszków i unieszczęśliwiania ludzi za zabierane im pieniądze) oraz „Gazeta Wyborcza”. Przeciwnicy, jak wiemy, po dużej akcji propagandowej osiągnęli swój cel i zablokowali budowę. Niech mi teraz ktoś wyjaśni, dlaczego nie powinni w takim układzie ponosić wyłącznych kosztów realizacji swego wspaniałego marzenia?
Sprite z połykiem
Arcydzieło niemieckiej subtelności w delikatnej materii marketingu wirusowego, od którego koncern Coca Cola gorączkowo się teraz odcina, próbując wycofać film z internetu. Na próżno: z YouTube’a i innych zachodnich (w tym polskich) serwisów klip już co prawda dawno zniknął, są na szczęście jednak na świecie kraje, w których wolność słowa w sieci nie jest zagrożona. Na przykład Rosja:
Tajemnica Białej Góry
Maciek G. dał cynk, że Gazeta Wyborcza w Krakowie doniosła, iż najsłynniejsza w kraju organizacja świeckich katolików-homoseksualistów, „Odwaga”, ma konkurencję. Są nią Mężczyźni Świętego Józefa – prężny ruch supermęskich samców, którzy uwielbiają spotykać się w ściśle męskim gronie, by porozmawiać o męskich uczuciach i męskiej miłości. Lub po prostu pobyć razem.
Oddajmy głos Gazecie:
Jeżdżą na wschód słońca na Babią Górę, rzucają wyzwania jaskiniom, rozmawiają otwarcie o seksie i kasie. O kogo chodzi? O Mężczyzn św. Józefa. (…)
Spotykają się przy parafii św. Józefa na Podgórzu. Nie chcą zdradzić, ilu ich jest. – Nie zależy nam na zbieraniu deklaracji członkowskich. Chcemy dać mężczyznom alternatywę (…) – tłumaczy Andrzej Lewek, koordynator ruchu. (…)
Raz w miesiącu organizują spotkania. Tematy? M.in. mężczyzna wobec grzechu, (…) mężczyzna w trosce o największy skarb [??? - TŁ], mężczyzna jako twórca dobra i piękna, mężczyzna w pracy, męska miłość (…), pokusa w pracy. Jak twierdzi Lewek, frekwencja zależy od tematu.
- Na rozmowy o sferze seksualnej i finansach zbierają się tłumy mężczyzn. Inne tematy przyciągają garstkę osób. Widocznie to są najbardziej palące problemy – komentuje. (…)
W męskim gronie wybierają się na weekendowe wyprawy. Byli już m.in. na wschodzie słońca na Babiej Górze i w podkrakowskich jaskiniach. Zazwyczaj jeżdżą sami. (…) – Pań nie zapraszamy. Mogą czuć się skrępowanie naszym towarzystwem.
Co o męskich grupach wsparcia myśli Kościół? (…) „Potrzebne są wspólne spotkania mężczyzn, aby zastanawiać się nad tym, co znaczy być dobrym i zarazem świętym mężczyzną, mężem i ojcem. Potrzebne są wreszcie środowiska świętych mężczyzn, aby się wzajemnie utwierdzali [sic!] i wspierali w tym, co dobre i zgodne z wolą Bożą” – napisał do Mężczyzn św. Józefa bp Józef Guzdek.
Na marginesie zauważmy, że jurne i konkretne chłopy wydają się absolutnym przeciwieństwem zneurotyzowanych, samoegzorcyzmujących się ciotek ze stajni abpa Życińskiego. A nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają.
Już widzę oczami duszy wspólny, męski i katolicki, gorący obóz wakacyjny. Albo jeszcze gorętszą pielgrzymkę…
Za kasę naszą i waszą
Nie lubię sztuki nowoczesnej. Bynajmniej nie dlatego, że prawie wszyscy tzw. artyści (przez który to termin rozumiem poważnych i uznanych kapłanów sztuki wysokiej, nie rozwrzeszczanych dostawców komercyjnej papki), z którymi zdarzyło mi się w życiu rozmawiać, okazywali się nieukami lub półgłówkami, choć z drugiej strony byli na ogół dość sprytni, jeśli chodziło o wyciąganie kasy z instytucji publicznych. Nie mam też z dzisiejszą sztuką problemów estetycznych: nie odstręcza mnie patrzenie na szarlatanerię bądź rzygi – jedno i drugie, jeśli dobrze zaaranżowane, może być interesujące. Nie, główny problem z artystami i sztuką współczesną mam jako podatnik: mało który producent sztuki współczesnej utrzymuje się dziś z tego, ile ze swych odchodów sprzeda. Za pokazywanie w galeriach jego „dzieł” płaci mu państwo, samorządy, unia – czyli politycy bądź urzędnicy. Płacą oczywiście nie ze swojej kasy, tylko z tego, co zabiorą frajerom, którzy są na tyle głupi, że chce im się w Polsce uczciwie pracować i płacić podatki.
Takimi frajerami byli na przykład handlowcy z Kupieckich Domów Towarowych, których sklepy Hanna Gronkiewicz-Waltz eksmitowała pod budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Ohydny klocek stanie w miejscu wymarzonym na normalną, komercyjną, dochodową inwestycję, zapłaci zaś za niego każdy warszawiak, tak jak zapłacił i wciąż płaci (po kilkadziesiąt tysięcy rocznie) za kuriozalną palmę Rajkowskiej (tej samej, której miasto Poznań dało teraz pół miliona na promujący islam i islamizm minaret). Jeszcze fajniej robi się, gdy sobie uświadomimy, co będzie w środku muzeum. Bo sztuka najnowsza to pojęcie pojemne i może obejmować zarówno zwłoki chińskich więźniów politycznych obdarte ze skóry i pokazywane dla rozrywki znudzonym Europejczykom, jak i Katarzynę Kozyrę biegającą po męskich łaźniach z przyprawionym fiutem. O mosznie Nieznalskiej przez grzeczność nie wspomnę.
Ale kto wie, może władze stolycy rzeczywiście pójdą na całość i wystawią np. jakieś dzieła Tinkebell? Modna ostatnio holenderska performerka robi rzeczy niezwykłe nawet jak na artystkę: publicznie przerabia zabite przez siebie zwierzęta domowe (psy, koty, świnki morskie i chomiki) na zabawki i przedmioty codziennego użytku. I wystawia je w galeriach. Równolegle kręci filmy edukacyjne, pokazujące początkującym psychopatom artystom, jak zrobić ambitne dzieło sztuki współczesnej choćby z niepozornej świnki morskiej:
Kariera Tinkebell w mediach zaczęła się od skandalu, który wybuchł po tym, jak złamała kark swojemu kotu (miał, jak twierdziła, depresję), obdarła go ze skóry i zrobiła sobie z niej torebkę. Happening wywołał w internecie spory odzew (zwłaszcza ze strony bojowników o prawa zwierząt), co zapewniło artystce darmowe publicity i duuuuże fundusze na nowe zwierzątka. Wkrótce Tinkebell całkowicie przekwalifikowała się na kuśnierstwo i wypychanie, czego dowodem kolejne arcydzieło: nowatorskie połączenie psa i kota, którego funkcji nie potrafię nawet sobie wyobrazić:
Wybór niszy okazał się niezwykle trafny: Tinkebell stała się sławna, zwłaszcza w środowiskach rakarzy. Na szczęście za dostawy świeżego mięska dla młodej naśladowczyni Jame’a Gumba płaci na razie podatnik holenderski, a nie polski. Choć z drugiej strony nie wiadomo, czy to się aby nie zmieni, gdy ktoś w warszawskim ratuszu usłyszy o topowej zachodniej artystce…
Batman bez cenzury
Gary Oldman na Comic-Con w San Diego puścił parę, że trzecią część „Batmana” nakręcą już w 2010. To przypomniało mi, że sam Mroczny Rycerz w maju tego roku zaliczył okrągłe 70 lat – a ja byłem zbyt zagoniony, by to wówczas na blogu świętować. Świętuję więc dziś, przypominając przy okazji najgorętsze obrazki z dziejów superbohatera. A najlepsze, że w latach 50-tych sprzedawano te komiksy w Stanach nawet ośmiolatkom…
Sens chrześcijaństwa
Parę osób dało mi znać w komentarzach, że obraził ich fragment ostatniego postu, w którym nazwałem dziwakami ludzi wierzących w mityczną dziewicę, która 2 tysiące lat temu na drodze samorództwa wydała na świat pierwowzór kapitana Jacka Harknessa (pozostając cały czas dziewicą), po czym zamieszkała w obrazku na Jasnej Górze, gdzie do dziś spełnia życzenia swych najbardziej hardkorowych fanów. Jako że obrażać nieznanych mi osób nie lubię i w ogóle człowiek jestem koncyliarny i ugodowy, uprzejmie przepraszam i biję się po katolicku w piersi. Nie miałem racji, jesteście całkowicie normalni!
Na dowód, jeśli ktokolwiek go jeszcze potrzebuje, kultowy Demotivational Poster, ukazujący głęboką sensowność reszty wspaniałych rzeczy, w które wierzycie. Stary jak świąt, ale założę się, że w Polsce wciąż są tacy, co go nie widzieli…
Krwawa Maryja
Jeśli do dziś ktoś jeszcze patrzył w Polsce z wyższością na teokracje takie jak Iran, dał sobie zapewne z tym spokój, gdy Pardon (za wczorajszym Dziennikiem Wschodnim) doniósł rano o skazaniu w Puławach na rok więzienia 18-latki za… dowcip językowy. Dowcip dotyczył pewnej fikcyjnej bohaterki literackiej, której niektórzy dziwacy oddają gdzieniegdzie cześć jako bogini.
Żart, powiedzmy sobie szczerze, nie był najambitniejszy. Dziewczyna przerobiła flamastrem znajdujący się nad drzwiami do lokalnego kościoła napis „Żyj jak Maryja” na „Żryj jak Maryja”. Puławski sąd, stojąc na straży dobrego smaku i neutralności światopoglądowej państwa polskiego, wlepił jej za to 12 miesięcy w zawieszeniu. Trzy miesiące więcej, niż się w Polsce dostaje za zabicie człowieka, jeśli nie prowadziło się po pijanemu.
Strach myśleć, ile by dostali Trey Parker i Matt Stone, gdyby przypadkiem zawitali kiedyś do Puław… Jak by bowiem nie patrzeć, wedle kryteriów tamtejszego sądu dożywocie to z pewnością za mało, biorąc pod uwagę rzeczy, które robili z cudowną figurką Matki Boskiej w Bloody Mary:
I tyle. Ciekawym, co naprawdę leciało z odbytu Najświętszej Panienki i jak cudowną menstruację przeżył Ojciec Święty, polecam cały odcinek na South Park Studio. Tylko Puławianom klikać nie radzę – Kościół Rzymski i sądy polskie czuwają.
Czerwony Kapturek z jądrami
Poznajemy kultury Wschodu, odcinek 14: Mała Japonka i wielkie jaja. Plus borsuczenie jak z Witkacego.











