Dads in ads

Z braku (chwilowego) lepszych rzeczy do roboty, rozrywałem wczoraj publiczność konferencji „Ojciec do bicia” wykładem o wizerunku ojca w mediach. Wykład jak wykład, ale – jak zwykle – największy oddźwięk wywołały filmy, które ilustrowały stawiane tezy. Zwłaszcza pewien argentyński spot, który – po burzy oklasków – nieoczekiwanie dla samego siebie musiałem bisować:

A tu mój faworyt, który jednak wzbudził znacznie mniejszą sensację. Może dlatego, że znacznie bardziej wyzwolony obyczajowo?

Wykład (choć już bez klipów) planuję powtórzyć w jutrzejszym (wtorkowym) „Klubie Trójki”. Trochę mnie to, przyznam, peszy, jako że z rodzicielstwem mam mniej więcej tyle wspólnego, co Ojciec Rydzyk. Z drugiej strony onkolog nie musi chorować na raka, ginekolog może nie być kobietą, a Perez Hilton wybierał w tym roku Miss America, więc mimo wszystko nie tracę otuchy…

Biegnij, Zuzia, biegnij!

Pedofilia to problem, z którego znaczenia mało które dziecko zdaje sobie sprawę. Na szczęście mamy antypedofilskie kampanie społeczne, dzięki którym już przedszkolaki (główny target dzisiejszego spotu) dowiedzą się, co je czeka, jeśli spotkają na swej drodze pedofila, i co zrobić, by tego losu uniknąć.

Queer cœur

Wyobraźmy sobie, że mamy kasyno i hotel o mało szczególnej nazwie (np. Las Vegas) w jednym miejscu (np. w Paryżu) i marzy nam się reklama, która pokaże potencjalnym klientom, jacy to jesteśmy unikalni, a jednocześnie jak dobrze się u nas gra lub śpi. Reklama powinna zawierać maksymalną (choć niekoniecznie wyrażoną dosłownie) ilość informacji o naszych produktach, a mimo to nie nudzić i nie sprawiać wrażenia, że cokolwiek upchnięto w niej na siłę. Przede wszystkim powinna jednak być łatwa do zapamiętania i mieć w sobie to coś, co długo się będzie z nami kojarzyło. Przykuwająca uwagę, ba, może nawet nieco kontrowersyjna – ale akceptowalna także dla bardziej konserwatywnych odbiorców…

I koniecznie powinno być to coś romantycznego, żeby każdy od razu skojarzył z Miastem Miłości.

walety

Making history

Flagowe (dosłownie i w przenośni) reklamy Polski, autorstwa Grzegorza Warszawskiego i Young & Rubicam Brands inspirowane pracami paryskiej Leg Agency. Na Ads of the World i Wykopie furorę robią wersje brytyjska i francuska:

polishuk

polishuk

W przepastnych zasobach Kreatura.pl można znaleźć także wariant włoski (powtórka z francuskiego + obowiązkowy JP2) i nieco ciekawszy (zwłaszcza, jeśli chodzi o nazwiska) projekt amerykański:

Niemcy nie dostali swojej wersji (za jej tło, z uwagi na niedopasowanie kolorystyczne aktualnej flagi, mógłby posłużyć np. biało-czerwono-czarny sztandar Trzeciej Rzeszy), ale – jak zauważył właśnie z przekąsem Tuje – chyba wystarczająco już nas w dziejach naodwiedzali.

Tys prowda

Zadzwoniła do mnie rano dziennikarka z gazeta.pl z pytaniem, co sądzę o najnowszym spocie PiS-u, który wyciekł dziś do „Dziennika”. Spot był tak nowy, że go dopiero musiałem obejrzeć, za czem poczyniłem przemyślenia. Te bardziej cenzuralne wiszą teraz na politbiurze. Te mniej – jako że nie lubię, jak mi się wysiłek umysłowy marnuje – idą, jak zwykle, na blogi. Ale najpierw spot:

Przede wszystkim spot PiS-u to już na pierwszy rzut oka pokaz hipokryzji – trudno zaprzeczyć, że to w końcu Jarosław Kaczyński doprowadził w 2007 do wyborów, na skutek których doszła do władzy w Polsce formacja najbardziej skorumpowana od czasów Konfederacji Targowickiej. Jeszcze trudniej udawać, że PiS, gdy rządził, nie podnosił swoim pensji, nie wypłacał biurokratom-pierdzistołkom niezasłużonych premii (nie potrafię wyobrazić sobie, co urzędnik miałby zrobić, by na nią zasłużyć – zlikwidować sam siebie?) i wraz z przystawkami nie zawłaszczał państwa tak dalece, że wydawało się, że już bardziej nie można. Dziś, przy poczynaniach brygad Schetyny i Pawlaka, sprawia tamto co prawda wrażenie jeśli nie niewinnej, to najwyżej nieudolnej zabawy, ale cóż, niektórzy pamięć mają dobrą.

Co nie zmienia faktu, że spot świetny, i że w walce z formacją, która z nienawiści do przedsiębiorców wydłużyła właśnie proces zakładania firmy z kilku dni do kilku miesięcy (orwellowsko nazywając to „uproszczeniem” i „jednym okienkiem”), gorąco PiS-owi sekunduję.

„Playgirl” po polsku

Z wielkim hukiem rusza polska edycja najpopularniejszego za oceanem magazynu z rozebranymi panami.

Nadwiślańska wersja „Playgirl” będzie ukazywać się pod tytułem „Wprost”. Zmieniona nazwa ma zwrócić uwagę odbiorców na fakt, iż – w przeciwieństwie do bardziej purytańskiego, amerykańskiego pierwowzoru – penisy polskich modeli pokazywane będą wyłącznie w stanie erekcji.

Okładka pierwszego numeru, którą od dziś możemy oglądać w kioskach w całym kraju, wielu jednak rozczarowała. Powód? Sodomizujący i sodomizowany poseł Palikot pojawił się na niej bez swego kultowego dildo. W orgii, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie wzieły też udziału ani dziewczyna Marcinkiewicza, ani suka Dorna.

Odświeżacz wydechu

Są reklamy, przy których naprawdę nie wiadomo, komu bardziej się dziwić: temu, kto podpisał tak genialną i wizjonerską kreację, czy temu, kto za nią zapłacił?

Nawiasem mówiąc, pomysł, że metan gasi pożar to, zdaje się, niedwuznaczne nawiązanie do wywoływanego przez ten gaz efektu cieplarnianego, od którego z roku na rok nam coraz zimniej, i to mimo gorących zapewnień ekologów, że nam cieplej.

Pochwa z różańcem

Oszczędna w szczegółach, za to mocna w symbolice (przynajmniej dla tych, których kręcą gadżety religijne – ale czy to aby na pewno ten target?) kampania hiszpańskich feministek w obronie prawa kobiety do decydowania o losie kolejnych nośników jej genów. Ups, feministki ponoć nie wierzą w socjobiologię…

rosarios_ovarios