I love you Phillip Morris

Trailer wygląda na parodię, ale są tacy, co już w styczniu film widzieli (debiutował dwa miesiące temu na Sundance Film Festival) i nawet zarzekają się, że jest dobry. Niestety, zanosi się, że mimo gwiazdorskiej obsady (Jim Carrey i Evan McGregor w rolach głównych) nie będzie pokazywany w amerykańskich kinach, bo… za dużo w nim gejowskiego seksu między gwiazdorami (!). Ptaszki ćwierkają, że dystrybutorzy są głęboko przekonani, że to, co uszło w docelowo niszowym „Brokeback Mountain” (blisko 100 mln $ zysków) i w paradokumentalnym „Milku” (tegoroczny Oscar), nie przejdzie w przypadku mainstreamowej komedii. I, co za tym idzie, nie kwapią się z ofertami (rzecz skądinąd zrozumiała w czasie kryzysu), przez co produkcja trafi prawdopodobnie od razu na półki z płytami DVD. Niby tylko w Stanach, ale powiedzmy sobie szczerze: nie wróży to sukcesu także w mniej pruderyjnych krajach (ryzyko jest ryzykiem, zwłaszcza jesli Wielki Brat czegoś nie pobłogosławił). O bardziej pruderyjnych, jak Polska, w której nawet na kodowanym kanale z emitowanych w okolicach północy odcinków „Torchwooda” starannie wycina się pocałunki damsko-damskie (nie mówiąc o męsko-męskich), nie ma chyba co wspominać.

Maryjan Reloaded

Dowcip „Dziennika”? Ale przecież do prima aprilis jeszcze 2 tygodnie. Pomysł PO na uwolnienie się od ponadpięćdziesięciowego poparcia w sondażach i przegranie wyborów? Jeśli tak, to najbardziej perwersyjny, jaki można tylko sobie wyobrazić…

Swoją drogą, jeśli na to posunięcie Tuska Kaczyński zechce odpowiedzieć adekwatnie, nie będzie rady: na listach PiS-u Kamiński będzie się musiał posunąć Kwaśniewskiemu.

A wtedy z grubsza wiadomo, kto wygra…