Posted by: Tomek Lysakowski on: wtorek, 24 czerwiec 2008
W ostatnim poście Kataryny o antyblogerskich zapędach europarlamentarzystów (od komentarzy kipi dziś polska blogosfera; sam zabrałem głos w temacie na blogu bardziej oficjalnym) znalazłem cytat z artykułu o Tomaszu Lisie, opublikowanego kilka dni temu w “Dzienniku”. Cytat dotyczy pewnej mało dotąd eksponowanej w mediach (tak, tak, jest takowa) dziedziny aktywności byłego szefa polsatowskich “Wydarzeń” oraz związanego z ową aktywnością dylematu jego ówczesnych podwładnych:
Jak tu szanować szefa, człowieka niby poważnego, o wyjątkowo wysokiej pozycji, któremu zdarzało się zaczynać poranne kolegia od przejrzenia internetu, by odszukać wszystkie wpisy na swój temat i temat swej przyjaciółki, i który czasem na tzw. zwyżce, czyli specjalnym podium w newsroomie, potrafił bez zażenowania pod rozmaitymi nickami na gazetowych forach komentować w sieci nie tylko bieżące wydarzenia polityczne. A kiedy plątały mu się już nicki, Hanka pomagała mu założyć nowe konta.
Tyle Kataryna, artykuł w “Dzienniku” zawiera jednak fragmenty stawiające brylującego jeszcze rok temu na łamach “Gazety Wyborczej” (i rżącego na antenie TOK FM) apostoła antykaczyzmu i poprawności politycznej w jeszcze ciekawszym świetle:
Gdy dziennikarz zbyt miękkim głosem czytał materiał, Lis pytał: – Co ty, pedałem jesteś? Może byś przerż… jakąś kobietę i zaczął czytać jak mężczyzna?
“Wszyscy jesteśmy gejami” – pisał w 2005 roku Jacek Żakowski. Ciekawe, czy powtórzy to teraz koledze…
no i zapomniałem “Pedałem jestem!”
A czy to prawda? ploty
Tomek! Dziennik to prasa polskojęzyczna, niemiecka. Kłamie z definicji, zapytaj ojca dyrektora
A ja zadam pytanie, dlaczego ci dziennikarze nie mówili tego co teraz, gdy Lis był w Polsacie albo zaraz po odejściu? Sprawa śmierdzi na kilometr. Wszyscy czekali i puścili farbę dopiero jak przeszedł do “faszystowskich” mediów publicznych.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę go bronić i mam o gościu nie najlepsze zdanie ale sprawa co najmniej jest podejrzana. Kaczorom i ich sługisom zawsze dobrze dokopać.
ja już dawno jestem po c.o.
Mysle, ze prasa klamie
. A nawet jesli nie, to nie powinna schodzic na psy!
“Jak zawsze wybory wpis Kataryny”.
Ciekawe czy seria wpisów Kataryny dot. “Agaty” (mocno anty-pro-choice) też się Autorowi tak spodobała?
Co do wypowiedzi (rzekomych) Lisa. To w żaden sposób nie są w sprzeczności z pozytywnym stosunkiem do gejów.
Ja sam jestem za dopusczeniem małżeństw gejowskich itp. A jednocześnie w pracy w sytuacjach steresowych, b. często rzucam określeniami typu “pedał” czy “ciota”. To nie jest kwestia poglądów tylko kultury (lub jej braku), temperamentu lub słownictwa.
Poza tym w Polsce używa się bardzo ostrego języka i Lis nie jest wyjątkiem. Lepsze jest rzucanie mięchem niż świetoszkowatość i hipokryzja.
Warsztatowo to wpisy te godne były Mniszkówny. Antyaborcyje wyciskacze łez.
Tekstów w GW nie czytałem, bo byłem zagranicą.
Ale niezależnie od warsztatu, sens sporu był jasny. Czy wyjątki w ustawie antyaborcyjnej mają jakikolwiek sens w sytuacji, gdy ich wykorzystanie jest faktycznie bardzo utrudnione. I czy rodzice mogą wykonywać prawa rodzicielskie w sposób sprzeczny z wolą k.k.
Koleżnka Kataryna wyraźnie wskazała po której stronie takiego sporu się znajduje. Usprawiedliwiala i popierała odebranie dziecka rodzicom, bo chcieli zrobić coś co w opinii k.k. jest grzechem.
Trudno jest zrozumieć taką sytuację jeżeli się nie ma dzieci. Bo gdy się je ma, a nie chce się ich indoktrynować w duchu np. p. Kataryny, to skóra cieprnie na myśl, że jak sie k.k. zechce to do drzwi zapuka policja i zebierze dzieci do pogotowia opiekuńczego, żeby tam wpajać im naukę JP2.
Ale zawsze fajnie do… GW.
Cytat z K.:
“Czy można zatem igorować fakt, że sąd rodzinny znalazł powody dla umieszczenia w pogotowiu opiekuńczym i odizolowania od matki dziecka, o którego życiu ta matka ma wyłączne prawo decydować?”
Koleżnka uznała, że odebranie dziecka (14 lat to chyba nie jest dorosły) matce, bo matka nie jest zwoleniczką małoletnich matek, a prawo zezwala na aborcję, to wystarczający “powód” na tak drastyczną akcję. Akcję której nie wolno by było przeprowadzić, gdyby Agata dostawała od matki codzienny regularny wp…, bo “godziło by to w rodzinę.”
Abstrahuję od histerycznych podtytułów typu “Agata woła o pomoc”, “Agata przegrywa” itp. Faktycznie wysoki warsztat.
“Pomoc” zaś o której pieje na swoim blogu K. to pranie mózgu przez funkcjonariuszy k.k, żeby urodziła. Po urodzeniu dziecko przestało by ich interesować, chyba żeby trzeba było zainkasować za chrzest.
Sprawa Agaty miała miejsce teraz. Za rządów PO. Które jest równie “święte” jak PIS. Choć (jak pokazała przedmiotowa sprawa) przyciśnięte przez media (głownie GW) jest w stanie wyegzekwować obowiązujące prawo.
Gdyby GW milczała, matka Agaty zmolestowana przez organy i kk odpuściłaby i mieliśby kolejnego szczęśliwego obywatela wychowywanego przez matkę-dziecko. Poza tym udało się zapobiec groźnemu precedensowi. Wykorzystaniu organów państwa do zapobieżenia wykorzystania przez obywatela przysługującego mu prawa w sposób sprzeczny z naukami k.k. A niewiele brakowało. I to chyba tak zezłościło K.
Prowadzenie przez 13 latkę życia seksualnego samo w sobie w żaden sposób nie może być wystarczajacym powodem do odebrania dziecka rodzicom. I w praktyce sądów nie jest. Dziecko odbiera się rodzicom w sytuacjach naprawdę skrajnych.
W przedmiotowym przypadku sąd odebrał dziecko matce, bo ta, chcąc jego dobra, dążyła do zgodnej z prawem aborcji.
Jeżeli zatem ktoś (np. K.) pisze, że taka decyzja miała “powody” to usprawiedliwia odbieranie dzieci rodzicom w imię kaprysów kk.
A z niezawisłością sądów bywa różnie. Szczególnie, gdy dotyczy to kk.
Szanowny autorze. Może się czepiam, ale te wpisy, o których gawędzimy są klasycznym sprzedawaniem własnych poglądów pod płaszczykiem “rzetelnej” informacji. Choćby śródtytuły “Agata przegrywa, błaga o pomoc itp”. Poza tym przez cały wpis przewiduje się przekaz, że dziewczyna chciała urodzić. Na czym autorka opiera te tezę? Bo tak powiedziała działaczka antyaborcyjna. Zaiste pewne i obiektywne źródło.
Poza tym kwestionowanie zachowania matki i poddawanie w wątpliwość jej przyzwoitości, bo inaczej rozumie dobro córki niż pani Kataryna jest dla mnie odstręczajace.
Ale o gustach się nie dyskutuje.
Jeśli chodzi o rzucanie mięsem – cóż, [gumeczko123], naprawdę obiad w Galerii Mokotów smakuje znacznie gorzej, gdy obok stoi Lis, zwany dziennikarzem i rzuca przez komórkę kurwę, za kurwą (może z żoną rozmawiał? albo o żonie? trudno powiedzieć). Ale jakby przy mnie, a nie daj matkonaturo do mnie, rzucił coś takiego, co i tobie podobno się zdarza w chwilach stresu powiedzieć, to dostał by w mordę. Ty gumeczko zresztą też. Wiesz, taki mam temperament i warunki fizyczne.
Tomku, zastanawia mnie które to polskie czteroliterowe słowo zaczyna się na “przerż”?
I czy wykropkowanie (domyślam się, że spełniające rolę wygwiazdkowania z epoki wiktoriańskiej) jest Twoim czy Dziennikowym wyrazem szacunku dla Publicznej Przyzwoitości?
“gdy obok stoi Lis, zwany dziennikarzem i rzuca przez komórkę kurwę, za kurwą (może z żoną rozmawiał? albo o żonie? trudno powiedzieć).”
albo opowiadał jak się zatrudniał w “faszystowskiej” tvp urbańskiego za 50 patyków
[Tuje] Rozumiem, że wpisujesz się tutaj z mamra, skoro jak tylko usłyłysz słowo na K., to dajesz w mordę.
[Autor] Emocje, swoją drogą, a manipulacje I blogerki IV RP swoją.
Autorze! Chyba zaczynamy sie zgadzać. Jak pisałem drugiej strony nie czytałem, czytałem tylko K. Manipulowała jak miło. A Ty napisałeś, że pisze “jak zwykle wybornie” o co miałem do Ciebie pretensje.
Inna sprawa, że druga strona miała rację; chodziło jej o wymuszenie na świętoszkach z PO respektowania istniejącego prawa, a strona reprezentwoana przez K. miała na celu zakwestionowanie (i tak b. ograniczonego) prawa do aborcji metodami siłowymi (sąd itp).
Tomku, z pewnym wahaniem dołączam się do uwag na temat roli wpisów Kataryny (na dwóch jej blogach) w “aferze Agaty”, bo nie jestem przekonany czy te pudełeczka są najwłaściwszym do tego miejscem, ale rozumiejąc Twój szacunek dla jej warsztatu i jej panowania nad detalami, do wysłowienia mojej pozycji chciałbym użyć Twoich własnych zwrotów z niedawnych komentarzy:
1. “Kataryna naświetlała, jak to robi strona proaborcyjna.”
2. “Ja tymczasem powiem szczerze, że do dziś nie wiem, czy dziewczynka była w końcu zgwałcona, czy nie”.
Co do 1. to nie każdy zniesmaczony naciskami księdza i aktywistów pro-life’owych wpisuje się na listę “strony proaborcyjnej”. Stwarzanie pozornej alternatywy jest właśnie manipulacją obrażającą zasady logiki. Ponadto, Twojej wątpliwości z 2. (które wcześniej Ci nie przeszkadzały gdy pisałeś “córka aktywnie prowadziła życie seksualne, w dodatku bez elementarnego zabezpieczenia”) w argumentach Kataryny nie pojawiły się na chwilę. Ponieważ cel (dziennikarze z GW) był wyznaczony, reszta
(jakość opieki matczynej, życie seksualne córki, jej poglądy o płodzie) zostały ustawione w takiej linii, by nie było wahań co do rozkładu racji. Cały jej wyśmienity warsztat został użyty w montażu insynuacji, w przemieszaniu plotek, w dopasowywaniu wersji do tezy.
Niesmak, smutek, brak nadziei na naprawę obyczajów. Każda epoka ma taką Zofię Muszkat na jaką zasługuje.
Przykro mi, że w powyższym wpisie edytor zinterpretował cudzysłów i nawias jako gupawy emotikon.
Autorze. Prawa nie mówi o gwałcie, ale o czynie zabronionym (art. 4.1 ust. 1 pkt. 3 ustawy antyaborcyjnej).
Stosunek z osobą poniżej 15 lat jest czynem zabronionym (art. 200 k.k.). W USA takie coś określa się jako “statutory rape”.
Wobec tego ciążą z takiego stosunku jest wynikiem czynu zabroniego, a aborcja jest dozwolona.
Stan faktyczny jest zatem jest jasny.
“I mądry mylić się może, ale trwać w błędzie może tylko głupiec”.
Pozdrawiam,
Tomku, gdy ktoś tak znany i czytany jak Ty potrafi głośno powiedzieć “przemyślałem jeszcze raz i dostrzegam nowe elementy” i wcale od tego nie dezintegruje się wraz z blogiem, to jest to pięknym przykładem jak powinni rozmawiać dorośli ludzie. Gratuluję i ściskam dłoń.
[...] post by Tomek Åysakowski [...]
1 | Toraias
wtorek, 24 czerwiec 2008 @ 22:07
no cóż….pomińmy to ciszą…kultura tego pana widać jest na pokaz,kiedy nie trzeba być już na wizji pełza po podłodze…