Góral bez fujarki

Państwowa służba zdrowia w akcji - studium przypadku. Nieco odgrzewane, ale uznajmy to za podsumowanie roku…

W marcu do szpitala w Zakopanem trafił góral, który uciął sobie penisa. Lekarze próbowali odesłać go m.in. do uniwersyteckiej kliniki urologicznej w Krakowie, ale tam odmówiono mu pomocy. Przez znajomych ze Śląska lekarze umówili mu więc operację w klinice w Białymstoku. Na helikopter czekali 2,5 godziny. Niestety, z powodu silnej mgły pilot musiał wylądować w okolicach Ostrowi Mazowieckiej. Stamtąd górala miała zabrać karetka. Nie zabrała, bo się popsuła. Kolejna jechała aż z Białegostoku, gdzie góral dotarł po kilkunastu godzinach, ale na zabieg było już za późno.

W całym tekście w GW nie wyjaśniono jednak najważniejszego: co dokładnie góral robił, że uciął sobie rzeczony organ? Mała kwerenda z pomocą googla przynosi zaskakującą odpowiedź: amputacja (za pomocą siekiery) nastąpiła w trakcie kłótni z żoną.

To się nazywa zrobić babie na złość.

Odpowiedzi: 7 to “Góral bez fujarki”

  1. TJK Powiedział/a:

    kotlet

  2. Tomek Łysakowski Powiedział/a:

    Wiem - toż widzę, że news z marca. Niemniej funkcjonowanie naszej służby zdrowia i tak świetnie ilustruje…

  3. skem Powiedział/a:

    haha

  4. pajoo Powiedział/a:

    to ja wole zyc z zona w spokoju ; d

  5. Anonim Powiedział/a:

    Góral bez fujarki ale z ciupagą.

  6. marysiakiwi Powiedział/a:

    Czyli już “nic dodać, nic ująć” :(

  7. kaziuk Powiedział/a:

    Jeden górol na giewoncie trach siekierkom sobie w prącie

Napisz odpowiedź