La Fontaine na ostro
By pozostać przy zwierzątkach i uczuciowej alchemii rodem znad Sekwany (skoro tak się niektórym spodobała ta sielanka), w ramach repas du soir polecam degustację dziczyzny. Dla wzmocnienia doznań smakowych podlanej tym, co powstaje po wyciśnięciu Orange’a: mocną galijską Oranginą:
A już na marginesie, jedno pytanie nasuwa się po obejrzeniu spotu: czy kiedy niedźwiedź robi to z sarną, to też zoofilia?
piątek, 14 grudzień 2007 @ 12:23
Jaki Lafontaine, jak nie ma owcy
piątek, 14 grudzień 2007 @ 13:55
Karnawał w Rio

Swoją drogą tu jest dopiero refreshing
sobota, 15 grudzień 2007 @ 16:57
ależ Tomaszu to tylko taniec.
Fajne!
I ta gra słów w końcowym akordzie….
sobota, 15 grudzień 2007 @ 19:53
To jest bardzo fajne
. Kojarzy mi się ze “Snem nocy letniej” i w ogóle trochę szekspirowsko [nie chcę też przesadzać, ale skoro już piszemy o tych literackich skojarzeniach -za często odwoływać się do Szekspira to iść na łatwiznę, ale to naprawde skojarzyło mi się z tamtym lasem] -i też z jednym filmem W. Borowczyka, nie pamietam tytułu. Film był bardzo zboczony
były sfilmowane penisy koni i jak to robią konie a na koniec kobieta została zniewolona przez cos w rodzaju małpoluda bestii.
Kiedy konie kopulowały moja kolezanka, która mnie na to zaprosiła i kupiła bilety do pierwszego rzędu częstowała mnie czipsami…
W tej reklamie jest podobny kilmat. Niedżwiedż z sarną to mityczne stwory. To nie jest zoofilia , ale przypomniały mi się greckie mity…
sobota, 15 grudzień 2007 @ 22:03
” Sen nocy letniej” ogladałam dawno temu w teatrze i nie było tak karnawałowo
niedziela, 16 grudzień 2007 @ 6:13
Ja jak tak pod huśtawkę podchodziłem w dzieciństwie to tylko zarwałem mocno w czoło i tylko tego oczekiwałem po początku tego filmika. ;))
niedziela, 16 grudzień 2007 @ 23:45
Żaden teatr w Polsce nie wystawi sztuki w tak smiałej obyczajowo reżyserii, bo i coś jak cenzura i brak pieniędzy. Lepsza lektura i właczyć wyobraznię. Chociaż własciwie ciągle mi chodzi po głowie ten film Borowczyka, bo tam finałowa scena rozgrywała się może nie na huśtawce, ale na gałezi drzewa…
No i takiej reklamy tez chyba nikt w Polsce nie zrobi, niestety.
niedziela, 16 grudzień 2007 @ 23:50
Marysiu, nie zgodzę się: były w Polsce znacznie śmielsze obyczajowo reklamy, jak choćby babcia z wibratorem…
poniedziałek, 17 grudzień 2007 @ 20:57
O, nawet fajna !
Ale to nie to samo. To jest swojska reklama, nawet oparta na wartościach rodzinnych. Niby jest obrazoburcza, bo w ogóle jest wibrator. Ale z drugiej strony - nic sie nie dzieje, nie ma nawet kawałka golizny a wibrator nawet nie jest oblesny. Myślę, że Rydzykowi ta reklama mogłaby sie tez podobać, gdyby juz sie ochlała trochę swojej wody geotermalnej. W znaczeniu, że w sumie to niewiele ponad “domowa sielankę”. W kazdej polskiej reklamie jest słodka rodzinka i tu też… Nasuwa sie skojarznie, że babcia i wnuczka wspólnie potem upieka to ciasto. Nie wiem, może to jakos bulwersuje mezczyzn, ale na mnie jako na kobietę w ogóle nie działa, jakoby to miałby jakis skandal być. Dopatruję sie jedynie lesbijskiego podtekstu. Gdyby tylko zmienic babcię na przykład na… niewazne, na któąs z feministek?
wtorek, 18 grudzień 2007 @ 9:36
“Nasuwa sie skojarznie, że babcia i wnuczka wspólnie potem upieka to ciasto.”
przed czy po tym jak wnuczka pokaże babci na sobie co i po co jest wibrator albo sama na niej go wyprobuje?