Seks na pustyni
Wiele mówi się o bestialstwach popełnianych przez amerykańskich żołnierzy w Iraku, mało kto jednak zdobywa się na publikację dowodów. Alkud dziś się odważył:
Gdzie animalsi?
Wiele mówi się o bestialstwach popełnianych przez amerykańskich żołnierzy w Iraku, mało kto jednak zdobywa się na publikację dowodów. Alkud dziś się odważył:
Gdzie animalsi?
piątek, 7 grudzień 2007 @ 18:36
Żołnierz pokazuje tubylcom, że szanuje lokalne zwyczaje. “Jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one.”
piątek, 7 grudzień 2007 @ 18:45
chyba pomylilo mu sie z kozom
piątek, 7 grudzień 2007 @ 18:58
I ten wielbłąd ma otwory tak wysoko w karku gdzieś?
piątek, 7 grudzień 2007 @ 19:08
Szanownej koleżance radzę powtórkę z biologii z podstawówki. Ta okolica to się na pewno kark nie nazywa.
piątek, 7 grudzień 2007 @ 19:15
Zieutek, coś może być na rzeczy z tymi obyczajami. Całkiem niedawno polscy żołnierze w Afganistanie też chcieli się chyba wpisać w ten nurt i urządzili miejscowym jatkę podobną do tych, które tamci na co dzień urządzają wojskom koalicji. Aż ciężko w takiej sytuacji zrozumieć, dlaczego teraz w Polsce sądzi się biedaków…
piątek, 7 grudzień 2007 @ 19:16
Marysiu, to może być wielbłąd po wielu takich przejściach z miejscowymi…
piątek, 7 grudzień 2007 @ 19:34
Tia, wielbłądzica stara, ale do oazy doczłapie
piątek, 7 grudzień 2007 @ 19:49
To raczej powtórka ze zwyczajów Legii Cudzoziemskiej aniżeli miejscowych
Miejscowych nie podejrzewam o taki brak szacunku do środków transportu i zarazem środków płatniczych. No, chyba że wojak zobaczył jakiegoś miejscowego anarchistę lub ascetę, który właśnie w czyn wprowadzał hasło “pier… pieniądze” 
piątek, 7 grudzień 2007 @ 20:48
Loghosie, z czym zatem robią to miejscowi?
piątek, 7 grudzień 2007 @ 21:47
Hm, podejrzewam, że w większości łączą się między sobą w pary zróżnicowane płciowo. Pewna ich część zapewne łączy się w pary niezróżnicowane płciowo bądź stara się utworzyć jeszcze jakieś inne konfiguracje, aczkolwiek - jeśli wziąć pod uwagę tamtejszą odwieczną i świętą tradycję oraz uczucia religijne - czynią to prawdopodobnie dość ostrożnie.
Zaznaczam, że nie byłem i nie widziałem, stawiam ino taką hipotezę, która wymaga jeszcze badań empirycznych celem weryfikacji bądź falsyfikacji.
piątek, 7 grudzień 2007 @ 21:49
Byłbym też skłonny uwierzyć komuś, kto by stwierdził, że miejscowi robią to z niejakim entuzjazmem. A nawet - być może - z przyjemnością.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:11
To skąd się wzięła ksywka “kozojebcy”?
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:25
Ze słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, oczywiście, wogle nie rozumie, łoco wam chodzi
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:27
To trochę tak, jak z etymologią pięknych polskich słów “wielbłąd” i “słoń”. Pierwsze pochodzi od łacińskiego “elephantus”, drugie od również łacińskiego “leon”. Po prostu komuś się popierdoliło
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:31
Już nie wspominam o pięknych, a nieco już zapomnianych eufemizmach, funkcjonujących drzewiej w naszym języku ojczystym, kiedy to młode, niedojrzałe i nierozgarniete jeszcze dziewczęta nazywano “głupimi kozami”. To kolejny trop dla skrupulatnego językoznawcy
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:32
A, to “koza” to taka popierdolona poska nazwa na samice Araba.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:33
Dla hardkorowców jeszcze jedna hipoteza - “kozą” określa się również żeliwny piecyk oraz karcer. Ilustrować nie będę.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:34
Tia, należysz do ludzi, którzy jako Araba zakwalifikują każdego, co “trzy dni siedział w kozie”… Ech, ta wyobraźnia młodych
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:38
Loghos, ci Arabowie to muszą być naprawdę długodystansowcy. Trzy dni w kozie…
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:38
Tzn. w piecyku
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:39
A komendant garnizonu i na tydzień do kozy może nakazać. Jak ktoś z terroryzmu czyni swoje źródło utrzymania, twardy musi być, nie?
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:39
A z etymologią słonia (o wielbłądzie gdzieś kiedyś już słyszałem), toś mnie zszokował. Toż jedno do drugiego tak podobne, jak karcer do pieca.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:42
No i poza tym wiadomo, że Arabowie chutliwi są ponad miarę wszelką i pot tymi wszystkimi “Allah Akbar” i “Śmierć Ameryce” starają się nieudolnie ukryć, że ich prawdziwym celem są nasze baby
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:43
Słowiańszczyzna była dziwna pod względem fonetyki. Nie znosiła samogłozek na początku słowa, “l” też nie pasowało…
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:46
Loghos, będę oponował. Niekoniecznie chodzi tu tylko o baby:
Przygody pewnego chłopca w Dubaju
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:49
A co do spółgłoskowych potrzeb słowiańszczyzny, jednak się nie zgodzę, wskazując choćby na “oko” i “ucho”. O “osie” i “ośle” przez grzeczność nie wspomnę…
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:54
Jak już przy babach stanęło to chyba możemy Arabom upłynnić trochę moherówek. Wczoraj na rocznicy rydzyjka widziałem, że nadpodaż mamy.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 14:58
Z, to nie może być takie proste. Gdyby było, ojdyr już uruchomiłby transporty do Emiratów
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:09
Hm, mówię o starosłowiańskich potrzebach, potem przeszło, a ich miejsce zajęły inne sezonowe odpały, niekoniecznie językowe
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:21
Hmm, nie do końca mnie to przekonuje. Rozumiem “osły” i “osy” (były “szerszenie”), ale oczy i uszy Słowianie chyba mieli już wcześniej niż słonie i wielbłądy…
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:27
Z tym, że niekoniecznie w tej samej formie
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:29
Zresztą nie jestem pewien, czy chodziło o samogłoski w ogóle, czy o “e” i “a”, więc postaram się sprawdzić
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:29
????
A w jakiej innej formie można mieć oczy i uszy?
sobota, 8 grudzień 2007 @ 15:33
Na poczekaniu mogę też wymyślić staropolskie wyrazy zaczynające się na “a” i “e”. Od “acana” i “arcybiskupa” poczynając, na “echu” i “egzorcyzmach” kończąc.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:03
Żaden z nich nie ma pnia słowiańskiego
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:06
No i są sporo późniejsze niż wielbłąd i słoń
Tamte sięgają języka starosłowiańskiego, czyli coś kole 900 lat od arcybiskupa czy egzorcyzmu. Acana zaś nam Mongołowie przynieśli i to nie podczas swoich pierwszych najazdów, bo wtedy jeszcze się z nimi specjalnie nie gadało.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:09
Przepraszam, ale KONIECZNIE chciałabym podkreslić, ze ja w TEJ dyskusji wziełam udział naprawde przypadkiem i szczerze mówiąc niespecjalnie sie w niej czuję. Osobiscie wolałam rajska plażę sprzed tygodnia

Tomek, moze pojedż sam na wojnę, a potem będziesz dywagował o jatce w Afganistanie?
Więc ja wycofuje sie chyba z komplementów pod adresem bloga, jakie napisałam do Tuj… Pusciłam mimo uszu uwagę o biseksualistach, którzy bzykaja sie z czym popadnie [w innym miejscu to napisałeś], która mogłaby kogos urazić ale w trosce o moja reputacje musze podkreslić, ze tym razem to wpadłam tylko na chwilę
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:10
Loghos, bez przesady, “wielbłąd” i “słoń” też przecież nie mają pnia słowiańskiego. I wcale nie jestem pewien, że prasłowianie znali oba stworzenia - tymczasem oczy i uszy na sto procent mieli
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:12
Marysiu, czy zawsze powinienem dawać znaczek, że ironia?
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:12
Podobnie zresztą zapewne wygrzebiesz sporo staropolskich słów z głoską “f”, która również w starosłowiańszczyźnie nie występowała. Staropolszczyzna doznawała już bardzo silnych i bezpośrednich wpływów łaciny, a także całej kupy języków germańskich, skandynawskich, tureckich i czort wie jeszcze jakich.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:16
Co do wielbłąda i słonia, sęk w tym właśnie, że nie znali, tylko słyszeli - od nienajgorzej władających łaciną kupców Arabskich. Koniec końców można uświadamiać sobie istnienie jakiegoś zwierzęcia (bądź też wierzyć w jego istnienie), nigdy go nie ujrzawszy. Ilu, dajmy na to ludzi widziało w swym życiu jednorożca? Albo smoka? Istniejące słowa zostały niezbyt trafnie dopasowane do rzeczywistych stworzeń.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:19
OK, argumenty przednie, nie mogę jednak niestety na nie w tej chwili odpowiedzieć, bo zmykam na zajęcia. No, może wyrwę się jeszcze jakoś na przerwie, bo jednorożec mocno korci…
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:49
zemsta
http://www.antresola.blox/2007/11/kochajace-sie-winniczki.html
http://www.antresola.blox/2007/12/orgia.html
Mam nadzieję, ze te linki działają
[ Ironia? To w końcu on mu wsadza, czy nie?]
sobota, 8 grudzień 2007 @ 16:52
Nie wiem, chyba nie działają -w kazdym razie u mnie. To znaczy, tu gdzie jestem, tu jest dziwny komputer :(. Ale chciałam dobrze. Tam jest bardziej soft po godzinach
sobota, 8 grudzień 2007 @ 19:13
też jestem na “o”
sobota, 8 grudzień 2007 @ 19:15
i tak w ogóle, to Arabowie robią coś owcom?
sobota, 8 grudzień 2007 @ 19:22
Owco, nie wiem. To o polskim chłopie mówią, że żywemu nie przepuści.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 19:23
Marysiu, zapomniałaś o .pl:
http://www.antresola.blox.pl/2007/11/kochajace-sie-winniczki.html
http://www.antresola.blox.pl/2007/12/orgia.html
Teraz działa, można sprawdzić.
Tylko nie bardzo wiem, dlaczego te piękne obrazki miałyby być zemstą.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 19:35
Loghosie, nie wiem, ilu ludzi widziało jednorożca albo smoka - wydaje mi sie, że w dzisiejszych czasach znacznie więcej osób (w grach, filmach fantasy) niż w epoce prasłowian, kiedy to w celu zobaczenia takiego stwora trzeba było co najmniej dość ostro przesadzić z muchomorami… Ogółem jednak z tezą się zgadzam - tyle ze fun mam, gdy w mądrych zdaniach o językowych zwyczajach naszych przodków mogę znaleźć jakąś “dziurę w całym”.
Naprawdę bowiem wszystkie nasze rozważania etymologiczne na temat form przodków używanych dziś przez nas słów w prasłowiańszczyźnie czy praindoeuropejszczyźnie (czyli językach, dla których nie zachowały się żadne teksty pisane) to poniekąd wróżenie z fusów. Czasami pasjonujące, ale nie łudźmy się: czasami odpowiedź na to, dlaczego “z” w jednym miejscu przeszło w “dz”, a w drugim w “s” może w ogóle nie istnieć… Ot, czysty przypadek.
sobota, 8 grudzień 2007 @ 20:33
on wyglonda jak mrowka co ładuje w dupe słonice
poniedziałek, 10 grudzień 2007 @ 19:29
Dziękuję za poprawienie linków
środa, 12 grudzień 2007 @ 9:05
Ludzie!!!!! Przecież ten facet tylko zsiada z wielbłąda !!!!
środa, 12 grudzień 2007 @ 15:57
A co, myślisz że my ślepi ?????
środa, 12 grudzień 2007 @ 16:07
No, ma dość, to zsiada, w czym rzecz?
niedziela, 16 grudzień 2007 @ 11:49
Araby powinny mu pomóc, radą służyć. A koleś to amator. Powinien sobie stołek podstawić.
niedziela, 16 grudzień 2007 @ 11:50
Stołek powinien podstawić
czwartek, 5 czerwiec 2008 @ 15:57
z przeczytanych reportaży wynika, że w Afganistanie młodym mężczyznom raczej trudno znaleźć brakujący element międzyludzkiego związku różnopłciowego - żone trzeba kupić, przekonać jej rodziców itd. więc układy jednopłciowe oraz zawierające zwierzęta są więcej niz popularne, szczególnie na terenach odludnych….