Piwny euroPR
Hardkorowy apendyks do Eurozdziwień, część druga: garść spostrzeżeń przy nastym piwie z mieszkańcami UE i okolic:
1. W Norwegii ludzie naprawdę już nie wiedzą, co robić z kasą z ropy. Jak z dumą przyznał pewien mieszkaniec Bergen, zimą (która w tamtych okolicach trwa prawie cały rok) w jego mieście podgrzewa się chodniki. Jak to się ma do efektu cieplarnianego, nie pora wnikać.
2. Czeskie šukat to po polsku nie szukać, lecz pie…..ć; z kolei nasza koparka to w języku Szwejka poczciwe ruchadlo.
3. Irlandczykom, Niemcom i Norwegom niepodobna wytłumaczyć, że są w Polsce ludzie, którzy piją denaturat i że właśnie dlatego nie zawiera on w naszym kraju metanolu. Pytają, jaki wtedy sens mówić, że to w ogóle zanieczyszczone.
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 3:31
Witam


No, tak, można się spodziewać było, że podatki mogą pójść na te ‘rewelacje’!!
Skądinąd znane każdemu wyjeżdżającemu z Polski i mającemu chęć pogadania…
Chociaż w zasadzie nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, tyle ‘przyjezdni przywożą’ do Polski
Mam chętkę na coś naprawdę extra, ale tracę nadzieję
Pozdrawiam
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 8:18
Co do języka czeskiego, życzę dalszych zachwyceń, będzie ich niemało, możesz jako taki haczyk z robakiem zarzucić myśl, że “Polacy lubią pić” i obserwować reakcje

A co do trupiej główki na etykiecie denaturatu - niektórych po prostu to podnieca
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 8:25
@TJK, nie bardzo rozumiem pierwsze zdanie. Na jakie rewelacje idą podatki, jó miin podgrzewane chodniki? A co cię da fak obchodzi, w jaki sposób Norwegowie sobie redystrybuują kasę z podatków? Czyżbyś należał do obozu, który twierdzi, że podatki Norwegów (Finów, Tajów, Czukczów, Chińczyków itd.) powinny trafiać do kieszeni polskiego cłoporobotnika, bo jak nie, to ruja, porubstwo i - za przeproszeniem oczu szanownych czytelników - liberalizm?
Czy też sugerujesz, że pieniądze europodatników są w skandaliczny sposób marnowane na powyższą notkę kudłatego?
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 8:33
Z drugiej strony rozumiem, że ktoś w końcu musiał zapłacić za taką, a nie inną leksykę języka czeskiego, bo w życiu nie ma nic za darmo, a język czeski został stworzony wyłącznie dla rozrywki Polaków. Ale to już dawno temu było, rachunek dawno zapłacony, teraz się ino profity ciągnie. Zacytuję Sapkowskiego, któren se wziął na warsztat późne lata dwudzieste wieku XV:
“. Z Zygmuntem Korybutowiczem, dla skrótu zwanym Korybutem, synowcem Jagiełły, kandydatem na czeskiego króla, przyjechało do Pragi za pierwszym razem jakieś pięć tysięcy, za drugim jakieś pięć setek polskich rycerzy. W Korybucie wielu upatrywało nadzieję i ratunek dla husyckich Czech, a Polacy odważnie bili się za Kielich i prawo Boże, nie żałowali krwi pod Karlsztajnem, pod Igławą, pod Retzem i pod Usti. Mimo tego nie lubili ich nawet czescy towarzysze broni. Czy można było lubić typków, którzy parskali, słysząc, że ich czescy towarzysze broni noszą nazwiska Picek ze Psikous czy Sadło ze Stare Kobzi? Którzy dzikim śmiechem reagowali na miana takie jak Cvok z Chalupy czy Doupa z Zasady? “
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 8:46
Pardon za mnożenie notek, ale przypomło mie się, jak mój szanowny promotor magisterki, a przy okazji chyba jeden z ojców założycieli szacownej szkoły Kudłatego na moją uwagę, że w XIV w. to był fajny burdel na kólkach, odparł, że nasze czasy od wieku czternastego niczym się nie różnią
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 8:56
A jeszcze przy okazji: http://wo.blox.pl/2007/11/Durnowate-anegdotki.html
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 10:14
TJK, spokojnie, nikt mi za pisanie bloga ani z krajowego, ani z unijnego budżetu nie płaci. Choć z drugiej strony, prawdopodobnie wolałbyś, by mi płacono za to, gdybyś zobaczył, za co w istocie dostaje się kasę w programach europejskich…
Co zaś się tyczy oczywistości mych uwag (dla mnie wcale nie tak oczywistych, alem kiep, który nosa dotąd poza dwa miasta na W, Włoszczowę i Warszawę, nie wystawiał), zachód słońca też każdy widział, a i tak ludzie w kółko malują go i opisują… Nie mówiąc już o pokazywaniu takich Tusków czy Kaczyńskich…
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 10:17
Loghos, cytat z Sapkowskiego śliczniutki. BTW, u kogoś ty się magistrował?
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 12:53
U mroza, Macieja Mrozowskiego, czytaj
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 15:49
Witam

No, dobra, nie się czepiam, konferuj do woli
Od wschodu do zachodu, albo i dłużej
Pozdrawiam serdecznie
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 17:19
Loghos, to nie żaden założyciel, tylko szef mojej katedry…
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 17:20
TJK, już skończyłem i wróciłem…
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 17:20
…i również pozdrawiam.
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 17:54
šukat jest oczywiście bardzo znane ale kwiatków jest więcej… mrdat to nie merdać a również pierdolić, pachnout to nie pachnieć tylko śmierdzieć, odbyt to sprzedaż, obchod to nie obchód tylko sklep, sklep to piwnica, a pivnica to piwiarnia
opakovat to nie opakować, tylko powtórzyć… eh, więcej nie pamiętam 
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 18:35
Grzesie2k, już mam się ochotę tego języka naučit
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 21:37
@Tomaszu
No tak, pewności nie miałem, tym bardziej że nigdy nie zajmowała mnie szczególnie histroria SWPS. Pamiętałem ino, że Mrozu coś tam szemrał na temat tejże szkoły i jej zakładania.
Lubił co więcej zachowywać się bałwochwalczo względem genialnych studentów SWPS w porównianiu do nas, bałwanów i półkretynów z Uniwerku. Podobnie jak podstawówkowe belfry lubią czasem stymulować intelektualne aspiracje swych pociech w stylu “Wy to banda bezmózgich idiotów jesteście, nic z was nigdy nie będzie, a spójrzcie na 3c!’
poniedziałek, 26 listopad 2007 @ 21:45
Hmmm, a sądziłem, że to raczej w drugą stronę profesorstwo dzieci straszy
A swoją drogą widzę, że studia na MISH-u mają przynajmniej jedną zaletę: nikt nas nigdy przez porównywanie z innymi nie gnoił (to mishowcami czasem na UW straszy się resztę humanistycznej swołoczy)
niedziela, 2 grudzień 2007 @ 11:18
To ja z innej beczki, bo tak jakoś sprawa przeszła bez echa: rozumiem, ze tekst o Norwegii ujawnia pewna ciekawostke, szczególnie gdy jest zestawiona z zawsze śmiesznymi wyjatkami z czeskiej leksyki. Tylko, że mimo humorystycznego wymiaru ma to jakiś tam sens i wcale nie jest przypadkiem odosobnionym: w Finlandii także podgrzewa się chodniki (o Szwecji nie słyszałam, ale nie zdziwię się, jeśli w Sztokholmie takie by były). Ale, do rzeczy: Norweg, bogaty do obrzydliwości, acz pomny lat chudych, gdy nawet trywialny ziemniak nie chiał mu rosnąć na smaganej wiatrem skale, liczy sobie pieniądze trochę inaczej, niż biedny Polak. Np. kalkuluje sumę dni oblodzonych chodników w roku, natężenie ruchu ulicznego i średnią wieku przechodniów, koszt leczenia połamamnych osteoporotycznych kończyn i… instaluje grzałkę w ulicy. U nas takiego myślenia nie będzie jeszcze przez dłuższy czas, a i na ropę i gaz szanse u nas marne (chyba, że zaimportujemy z Norwegii…).