Posted by: Tomek Lysakowski on: czwartek, 27 wrzesień 2007
Jako że przedwczorajsza symulacja reklamy PiS-u cieszyła się sporym zainteresowaniem, dziś część druga: idealny klip wyborczy dla Platformy Obywatelskiej. Również z Doktora Who i również autorstwa Russella T Daviesa, za to z o niebo bardziej kontrowersyjną fabułą.
Film opowiada o szalonym premierze pewnego europejskiego państwa, który chce wytrzebić ludzkość i zniszczyć Ziemię, by na ruinach wybudować nowy, wspaniały świat. Brzmi znajomo? Przynajmniej pyszczka Alika nie będzie trzeba tym razem na siłę wklejać – żonę ekscentrycznego szefa rządu już gra niezły kociak:
Uff, przynosisz mi ulgę, ja lubię koty
Davis idzie drogą wytyczoną przez klasyków propagandy. Bohaterowie pozytywni są w jego filmach homo lub bi, a bohaterowie negatywni zawsze są hetero. Jak skrzywiona będzie młodzież, która to ogląda?
[kulturalnyhomofob] – z całym szacunkiem, ale wziąwszy po uwagę PROPROCJE przekazów o których wspomniałoś i proporcje pozostałych możliwości, to jakoś nie widzę zagrożenia dla tzw. młodzieży. W przypadku innego dziełka pana D. (Queerasfolku) wśród jednych i tych samych osób homoseksualnych płci obojga można znaleźć przykłady i draństwa, i bezmyślności, i knucia i jeszcze paru innych brzydkich rzeczy (no i oczywiście ładnych też). Że wszystko to dzieje się w środowisku osób homo? Bliższa koszula ciału?
Co do klasyków propagandy – niby prawda, jest tylko jedno ‘ale’ – jak się mierzy oddziaływanie złej rzeczy to się używa dwóch parameterów – szkodliwości jako takiej (np. na jednego eksponowanego ‘złymi treściami’) i wielkości widowni wystawionej na ‘złe treści’ (ja tu upraszczam – podobny schemat jest np. używany w tzw. ‘zarządzaniu jakością’).
Propaganada narodowo-niemiecko-socjalistyczna (nazywana hitlerowską, lub nazistowską) oraz propaganda stalinowska miały oba te parametry wyśrubowane. Gdybyśmy nawet się zgodzili (na co ja się nie godzę), że filmy Daviesa mieszczą się w górnym diapazonie szkodliwości, to widownia do której docierają (a raczej do której udaje się im wywalczyć dostęp w konkurencji z całą resztą medialnych przekazów) jest mała. Co w sumie dawałoby szkodliwość jako-taką (przypominam o moim sprzeciwie).
Ciągle jednak nie rozumiem, dlaczego to miałoby być w ogóle szkodliwe. Że jest kiepskie? W znakomitej większości tak – w sensie widziałem kilka odcinków, które mi się podobały, ale średnio to się niewiele różni od poziomu całej armii przeciętnych filmów obyczajowych, sci-fi itp. W sam raz dla kolekcjonerów i hobbystów (którym Autor bloga zdecydowanie jest).
Równie dobrze możnaby mówić o złym wpływie “Na dobre i na złe” na młodzież – napatrzy się taki albo taka jak funkcjonuje szpital w Leśnej Podkowie (? albo gdzie tam to się odbywa) i pomyśli, że taka jest szpitalno-przychodniowa rzeczywistość. To się dopiero można sparzyć.
Serial “Doctor Who”, jak można przeczytać na wikipedii, ogląda w Wielkiej Brytanii ok. 7 milionów widzów. Zasięg Daviesa nie jest wcale taki mały i dlatego jest on aż tak skuteczny w praniu ludziom mózgów.
1 | jenek
czwartek, 27 wrzesień 2007 @ 13:01
Własnie obejrzałem 1 odcinek Doctora Who. Fajne nawet. A te “Torchwood” lepsze?