HomoPR po polsku
Najnowsza okładka najnowszego “Najwyższego Czasu”. Gdyby pismo było niemieckie, a na zdjęciu uśmiechał się któryś z braci Kaczyńskich, już byśmy mieli kryzys międzynarodowy. Westerwelle prawdopodobnie ma nieco mocniejsze nerwy – jeśli się o okładce dowie (władze niemieckie na ogół nie interesują się polskimi pisemkami niszowymi aż tak mocno, jak władze polskie – niemieckimi), pewnie wystarczy mu, że pokażą ją z odpowiednim komentarzem wiodące europejskie media. Potem pozostanie obserwować, jak Polacy po raz kolejny krzyczą, skarżąc się, że znowu ktoś ich (ich – a nie Niemców!) nazwał nazistami. Oczywiście nikomu nad Wisłą ani przez chwilę nie przyjdzie do głowy, że w politycznie poprawnym slangu zachodnich serwisów informacyjnych “nazizm” i “homofobia” (z którą w Polsce obnosi się prawie każdy szanujący się polityk) to dziś synonimy…
Agent Tomek w “South Parku”
Butters’ Bottom Bitch ma już tydzień. Do historii przejdzie jako jeden z najbardziej szokujących odcinków “Miasteczka South Park”. Historia dziewięciolatka (do tej pory najbardziej niewinnego i naiwnego z bohaterów kreskówki), który rozkręca pierwszy w życiu biznes (sprzedaż usług seksualnych starszych i młodszych koleżanek), zgorszyła niemal wszystkich, którzy serialu nie oglądają. Dla regularnych widzów i fanów (grupa demograficzna 15-35 lat, z przewagą heteroseksualnych mężczyzn) twórcy mieli jednak w zanadrzu coś znacznie mocniejszego: poboczny wątek współczesnego Brudnego Harry’ego, który w walce z rakiem zorganizowanej prostytucji dosłownie i w przenośni nie cofnie się przed niczym.
Nawet przed grubymi nićmi szytą prowokacją:
OK, ja wiem, że Matt i Trey sporo czytają, są ostrzy jak brzytwa i dbają o to, by każdy odcinek był maksymalnie aktualny. Ale satyra na CBA z gościem w aucie w roli Sawickiej i bractwem studenckim jako metaforą polskiego showbiznesu? No way!
Zapach kobiety pracującej
Australijska kampania nowej linii zapachowej Ambi Pur, którą zwąchałem dziś na blogu Czarno na białym. Sam produkt już wkrótce do dostania i w naszej Sephorze…
Hazard i degustacja
Proroczy (bo sprzed prawie dwóch miesięcy) spot betsafe.com, obecnego także w Polsce portalu przyjmującego zakłady w dziedzinach takich, jak sport i polityka. W roli liderów PO para gotowych na wszystko naturszczyków, w roli Rysia anonimowa mewa:
Prawda GW i prawda rozkładu
“Gazeta Wyborcza” z hukiem otrąbiła koniec stacji we Włoszczowie:

Jako mieszkaniec okolic Włoszczowy, który większość życia spędza w stolicy, przeraziłem się nie na żarty. Na szczęście jedno krótkie zerknięcie do rozkładu na stronie PKP uspokoiło mnie, że prawdy w doniesieniu “Gazety” tym razem tyle, co zwykle:

Oczywiście, informacja, która posłużyła do sformułowania śmiałej tezy o “końcu Włoszczowy”, częściowo nie jest nieprawdziwa – pociąg “Augustyn Kordecki” rzeczywiście zlikwidowano. Po pierwsze jednak nigdy nie był to ekspres, tylko tzw. TLK (skrót przewrotnie rozszyfrowywany jako “Tanie Linie Kolejowe”, oznacza pociągi pospieszne spółki PKP InterCity nieco tańsze od standardowych składów InterCity, za to znacznie droższe od “zwykłych” pospiesznych i wszystkiego, co oferuje konkurencja). Po drugie: wycofano go ponad miesiąc temu, a w GW zauważono to nagle dopiero teraz. Po trzecie, jak widać na powyższym rozkładzie, pociągów porannych we Włoszczowie przybyło – za sprawą konkurencji (PKP Przewozy Regionalne). W istocie zastąpienie jednego połączenia porannego (sytuacja w czasach Gosiewskiego, który “wymusił” pociąg na PKP) dwoma równie szybkimi choć tańszymi (sytuacja aktualna) trudno nazwać końcem dworca. Rzekłbym nawet, iż wręcz przeciwnie.
W jednym tylko wypada się z artykułem zgodzić. Ekspresami z Włoszczowy do Warszawy faktycznie prawie nikt ostatnio nie jeździ. Mieszkańcom pogranicza województw świętokrzyskiego, łódzkiego i śląskiego, którzy do stolicy mają teraz w ciągu dnia 3-4 pospieszne pociągi InterRegio (żadnych stacji po drodze do Warszawy, czas podróży: 2 godziny, cena biletu: 28 zł – i najlepsze: do ich uruchamiania nikt z PiS-u spółki PKP Przewozy Regionalne nie zmuszał!), niespecjalnie chce się płacić 73 zł za podróż w tych samych warunkach w porównywalnym czasie (półtorej godziny rozkładowej jazdy plus standardowe pół godziny opóźnienia), tyle że z adnotacją w rozkładzie, że ekspres. Niestety, jedyny dający się wyciągnąć z informacji wniosek: że spółka PKP InterCity przegrała we Włoszczowie konkurencję z PKP Przewozy Regionalne, nijak nie pozwala na przywalenie Kaczyńskim i Gosiewskim, więc go skrzętnie przemilczano.
Twardzi i genialni
Czasami lepiej robić wszystko na ostatnią chwilę: ze sztabu Platformy Obywatelskiej wyciekły plakaty reklamowe, których partia Zbysia i Grzesia planowała użyć w kampanii przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi. Jako pierwszy opublikował je w necie anonimowy bloger Harcerz.
Przekaz PO, jak widać poniżej, miał tym razem trafić przede wszystkim do wszechstronnie wykształconych mieszkańców dużych miast. Stąd intertekstualne aluzje do klasyki światowej kinematografii, ze specjalnym uwzględnieniem reżyserów takich jak Coppola, Stone i Machulski:


Oczywiście, PO nie byłoby ugrupowaniem kierowanym przez “Najwybitniejszego Męża Stanu w historii Polski, dotkniętego przez Pana Boga geniuszem i nieprawdopodobną intuicją” (Sławomir Nowak o Donaldzie Tusku), gdyby nie dywersyfikowało przekazów w stosunku do rożnych segmentów demograficznych. Nawet tych segmentów, których teoretycznie nie trzeba przekonywać, bo stanowią żelazny elektorat partii. Przykładem odważny plakat skierowany do najmłodszych wyborców:

Queer as smoke
Jak zrobić przekaz antynikotynowy, który rzeczywiście odniósłby skutek wśród nastolatków? Na chłopców w wieku gimnazjalnym na ogół nie działa straszenie chorobami, które na skutek palenia dadzą im się we znaki za 50 lat. Ba, jeśli już działa, to raczej w odwrotnym kierunku, niż chcieliby pedagodzy i rodzice: choroba to ryzyko, podejmowanie ryzyka to z kolei najlepsza droga do wysokiego statusu w złożonej z młodych mężczyzn grupie rówieśniczej.
Najlepszą metodą wydaje się w takich warunkach przekonać młodych palaczy, że papieros to obciach, nawet grając przy okazji na najniższych emocjach. Tego zadania podjął się właśnie w Stanach pewien uwielbiany specjalista od marketingu…
Oczywiście, przedstawiony film naprawdę nie jest częścią żadnej antypapierosowej kampanii społecznej (której pomysłodawca zamiast chodzić po programach śniadaniowych, musiałby się teraz ukrywać przed bojówkami politycznej poprawności), tylko satyrą firmowaną przez The Onion. Co zresztą wcale nie znaczy, że, pokazany współczesnym amerykańskim nastolatkom na serio, nie byłby wściekle skuteczny.
Najdziwniejsze jednak, że – wbrew temu, co nam się może wydawać w pierwszej chwili i co by przy okazji powtarzali jak mantrę gejowscy aktywiści – sam przekaz na dobrą sprawę z nikogo homofoba by nie zrobił. Co najwyżej nie zadziałałby na nie-homofobów. Ale od kiedy reklama musi działać na wszystkich?



Najświeższe uwagi